• PL
  • EN
  • CZ
Bóg przygotował Baranka

Tytuł: Bóg przygotował Baranka

Data: 1964-06-20

Miejsce: Topeka, Kansas, USA

Długość: 75 min

Pobierz

Audio PDF

Pobierz

Audio PDF

Pomniejsz/ powiększ tekst:
A-
A+
  • Wybierz szybkość auto przewijania:
  • Powoli
  • Średnio
  • Szybko
  • Zatrzymaj

Bóg przygotował Baranka

1
Chciałbym, żebyśmy otworzyli Ewangelię Marka. Przeczytamy 46. werset z 10. rozdziału, a potem krótko go omówimy. Okażmy Słowu szacunek i powstańmy do czytania tego fragmentu. Wiemy dobrze, że Słowo to Bóg. Kiedy ślubujemy wierność sztandarowi, to powstajemy, a gdy niosą flagę, stoimy na baczność i salutujemy. Nie ma w tym nic złego. A więc dlaczego nie mielibyśmy stać podczas czytania Słowa Bożego?
I przyszli do Jerycha; a gdy wychodził z Jerycha On oraz jego uczniowie i mnóstwo ludu, syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze.
Usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu, począł wołać i mówić: Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną!
I gromiło go wielu, aby milczał; a on tym więcej wołał: Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną!
Wtedy Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I zawołali ślepego, mówiąc mu: Ufaj, wstań, woła cię.
A on zrzucił swój płaszcz, porwał się z miejsca i przyszedł do Jezusa.
A Jezus, odezwawszy się, rzekł mu: Co chcesz, abym ci uczynił? A ślepy odrzekł mu: Mistrzu, abym przejrzał.
Tedy mu rzekł Jezus: Idź, wiara twoja uzdrowiła cię. I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą.
2
Pomódlmy się. Wielki Duchu Święty, prosimy, abyś ożywił to Słowo i tę krótką historię. Pozwól nam to zobaczyć w czasie teraźniejszym. Dzięki temu będziemy mieli wiarę w to, że Bóg wciąż żyje i jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Prosimy o to w Imieniu Jezusa, Jego umiłowanego Syna, a naszego Zbawiciela. Amen. Możecie usiąść.
3
Mój temat na dzisiejsze nabożeństwo to: „Bóg przygotował Baranka”.
Mieliśmy dobry czas, kiedy dzisiaj rano mówiliśmy o Jezusie, jak wjeżdżał do Jerycha. Był tam niewysoki człowiek imieniem Zacheusz, który wspiął się na drzewo sykomory i tam się ukrył, bo nie wierzył, że Jezus jest prorokiem. Ale jego żona, która chodziła z Jezusem, modliła się za nim. Kiedy Jezus przechodził pod tym drzewem, zatrzymał się, spojrzał do góry, zawołał Zacheusza po imieniu i rzekł: „Zejdź, bo chcę się dzisiaj zatrzymać w twoim domu”. Pomyślałem, że będzie dobrze, jeżeli również dziś wieczorem przejdziemy się z Jezusem na spacer. Dzisiaj rano prosiliśmy Go, aby szedł z nami, więc nie chcemy się od Niego oddalać. Przejdźmy się razem z Nim ulicami Jerycha.
4
Dziś wieczorem nasza akcja też rozgrywa się w Jerychu. Jezus jest w domu Zacheusza, gdzie poszedł coś zjeść. To już październik i dni są coraz chłodniejsze. Jest jeszcze wcześnie rano, ale od strony gór już zaczyna wiać wiatr. Wczesne ranki, szczególnie o tej porze roku, są w Judei dosyć chłodne.
W Judei, tak samo jak u nas, żebraków również nie brakowało. Stali na rogach ulic, żebrząc. W takich krajach roi się od żebraków. W Indiach, Afryce i na innych miejscach w dalszym ciągu na ulicach można spotkać żebraków, niepełnosprawnych, kulawych, ślepych i biednych. Ludzie, którzy nie potrafią zarobić na swoje utrzymanie, wychodzą i żebrzą. Czasem siedzą na ulicy tak długo, aż w końcu umierają z głodu.
5
Kiedyś szedłem ulicą w Indiach i miałem przy sobie pieniądze, które tam dostałem. Wymieniłem więc dolary na rupie i zacząłem rozdawać je tym biedakom. Trzeba było wezwać policję, bo ci ludzie prawie mnie zadeptali. Leżała tam pewna biedna kobieta i umierała z głodu. Trzymała dziecko, które było tak wygłodzone, że mięso przywarło mu do kości i widać było nawet łączenia kości w czaszce. Ta kobieta próbowała mi wcisnąć to niemowlę, żeby tylko nie umarło. Gdybym wziął to dziecko, to co z tamtym i z pozostałymi? Wiecie, ci ludzie chętnie zjedliby to, co my wyrzucamy do śmieci. Kiedy widzisz, jak na całym świecie ludzie głodują, uświadamiasz sobie, jaki dobrobyt panuje u nas w kraju.
6
W Judei zatem żebraków nie brakowało. Nasza akcja zaczyna się przy bramie północnej, którędy szła droga do Jerozolimy, gdzie co dzień zbierali się wszyscy żebracy z Jerycha. W porównaniu z Jerozolimą Jerycho wcale nie było takie bogate. Jerozolima była znana z przepychu i z tego, że znajdowała się tam świątynia, więc wszyscy bogatsi ludzie przenosili się do tego miasta. Ci, którzy stamtąd przyjeżdżali, również byli bogaci, więc kiedy w ciągu dnia kupcy i inni podróżni wjeżdżali do miasta, wszyscy żebracy siedzieli na swoich miejscach. To było takie niepisane prawo i każdy z nich znał własne miejsce, gdzie mógł siedzieć i żebrać o chleb i jałmużnę.
Należało być tam już wczesnym rankiem, kiedy kupcy zaczynali zjeżdżać się do miasta. Taki kupiec, zanim udał się w podróż, wkładał do kieszeni jedną monetę, by potem dać ją jednemu żebrakowi. W tamtym czasie Palestyną rządzili Rzymianie i obowiązującą walutą był rzymski denar. Kupiec mógł więc dać monetę jednemu żebrakowi i przez resztę dnia miał spokój, bo nikogo nie było stać, żeby dać wszystkim żebrakom. Rzecz jasna tylko ten, który pojawił się jako pierwszy, mógł liczyć na monetę. A więc każdy z nich miał swoje miejsce za bramą i tam prosił o pieniądze turystów i innych, zanim jeszcze ci zdążyli wejść do miasta. Brama północna była oblegana szczególnie, gdyż przewijało się przez nią wielu podróżnych.
7
Tego poranka słońce już dawno wzeszło. Wybiła godzina dziewiąta, kiedy do bramy dotarł spóźniony ślepy żebrak.
Nie wyspał się za dobrze. Był ślepy od czasu, gdy był jeszcze małym chłopcem. Tego poranka spóźnił się, bo zaspał. Całą noc wiercił się na łóżku, bo śniło mu się, że odzyskał wzrok. Już myślał, że normalnie widzi, ale mocno się rozczarował, kiedy rano okazało się, że to był tylko sen, a on dalej jest ślepy.
8
Przyszedł na swoje dawne miejsce, jednak nikogo tam nie zastał. To jest tylko taka historia, ale chcę wam coś pokazać. Wydarzyło się coś dziwnego. Nie było jeszcze dziesiątej, ani nawet w pół do, a z okolicy zniknęli wszyscy żebracy. Zazwyczaj każdy był na swoim miejscu. Ten żebrak nie wiedział, co się stało. Mówiliśmy o tym dzisiaj podczas śniadania. Jezus wszedł przez tę bramę do miasta i wielu ludzi chciało się dowiedzieć, kim On jest, i dlatego wszyscy żebracy zniknęli. Jednak ten się spóźnił, więc nie miał prawa o tym wiedzieć. Został zupełnie sam. Pomyślał, że to pewnie rzymscy żołnierze przegonili ich na inne miejsce. Było chłodno, a on był obdarty i miał zupełnie znoszone ubranie.
Zaczął szukać po omacku, aż znalazł kamień, na który padały promienie słońca. Był to prawdopodobnie kamień pochodzący ze starych murów, które Bóg zniszczył w czasach Jozuego. Kiedy tak siedział, zaczął rozmyślać o tym, co mu się śniło poprzedniej nocy. Wszystko byłoby takie wyraziste, gdyby tylko mógł widzieć. Ale był ślepy i nic nie widział. Podczas gdy tak rozmyślał, przypomniały mu się czasy dzieciństwa.
Wiecie, lubię czasem siąść i powspominać dawne czasy, różne miłe chwile, i przypomnieć sobie wszystkie zwycięstwa, które Pan odniósł w moim życiu.
9
Bartymeusz, bo tak miał na imię, śnił tamtej nocy, że odzyskał wzrok. Zaczął sobie wyobrażać, że naprawdę widzi. Myślał: „Jestem ślepy już od tylu lat. Nawet nie wiem, czy poznałbym jeszcze tutejszą okolicę”. Wrócił myślami do czasów, gdy był jeszcze małym chłopcem i bawił się na zboczu pagórka, który wznosił się nad brzegiem Jordanu. W dole leżała dolina, gdzie uprawiano zboże. Bartymeusz mieszkał na zboczu tego pagórka. Pamiętał, że wiosna była tam wyjątkowo piękna. Wychodził wtedy na łąkę i przyglądał się rosnącym tam małym kwiatkom. Zrywał je, siadał i patrzył na piękne, niebieskie niebo.
Wiecie, to okropne być ślepym. Zawsze, kiedy widzę kogoś niewidomego, to aż serce mi się kraje. Jednak wiem, że jest coś gorszego niż ślepota, mianowicie duchowa ślepota. Bóg stworzył człowieka tak, aby ten mógł Go zobaczyć. Jednak ludzie są ślepi.
10
Pewnego razu wybrałem się z moją małą córeczką do ogrodu zoologicznego w Cincinnati. Wszyscy dobrze wiecie, że kocham otwarte przestrzenie. W tym zoo mieli orła, którego wsadzili do klatki. On był taki biedny! Trzymałem małą Sarę za rękę, kiedy nagle usłyszałem jakiś dźwięk. Podeszliśmy do klatki i zobaczyliśmy wielkiego ptaka, który miał dziób cały we krwi i skrzydła prawie bez piór. Pomyślałem: „Co za przykry widok!”.
Zeskoczył trochę niżej i zaczął chodzić po klatce. Potem chciał znowu się wzbić, więc zatrzepotał skrzydłami, ale znów uderzył głową o bok klatki. Machał skrzydłami i próbował się stamtąd wydostać. Wszędzie latały pióra. Był w niewoli. Leżał na dnie klatki z wywróconymi oczami, a nagle spojrzał w błękitne niebo, gdzie powinien szybować. Orzeł to ptak przestworzy. Ale jakiś „mądry” człowiek umieścił go w klatce.
11
Stałem tam i patrzyłem. Pomyślałem: „Dałbym wszystko, by móc go kupić. Gdybym go kupił, to wypuściłbym go na wolność, mówiąc: Leć mój przyjacielu! Wiem, jak to jest, bo też lubię przestrzeń. Urodziłeś się, by szybować w przestworzach. Tam jest twoje miejsce”. Pomyślałem: „Dawno nie widziałem czegoś tak smutnego”.
Wziąłem Sarę na ręce i powiedziałem: „Kochanie, to jest chyba najsmutniejszy widok, jaki kiedykolwiek w życiu zobaczysz”.
Stałem tam i nagle pomyślałem: „Chwilę, jednak widziałem smutniejszy widok. Tam na wzgórzu są mężczyźni z piwem w ręku i kobiety w krótkich spodenkach, palące papierosy”. Szatan zamknął ich w klatce grzechu, choć tak naprawdę urodzili się, by być synami i córkami Bożymi. Są zamknięci, duchowo ślepi i pożałowania godni. Może należą do jakiegoś kościoła i śpiewają w chórze, ale i tak są w klatce grzechu.
12
Bartymeusz próbował przypomnieć sobie czasy, gdy był jeszcze chłopcem i jak codziennie o godzinie drugiej, kiedy dzień zaczynał chylić się ku wieczorowi, jego piękna matka, Żydówka, wołała go: „Bartymeuszu!”. Jej głos odbijał się echem po okolicznych pagórkach i kilkakrotnie docierał do jego uszu. Od razu przybiegał do domu. Mama wychodziła na werandę, wyciągała stary bujany fotel i sadzała syna na swoich kolanach. Zawsze wtedy patrzył w jej piękne oczy. Miał naprawdę ładną mamę. Kołysała go do snu i opowiadała różne historie. Były to opowieści o ich narodzie, a także o wielkich, potężnych prorokach, których Bóg im posyłał. Bartymeusz uwielbiał słuchać tego, co mama opowiadała.
13
Wielka szkoda, że matki sadzają dzieci przed telewizorem, gdzie leci jakiś program o skandalach w Hollywoodzie, zamiast siąść i opowiedzieć im historię z Biblii.
Ale jego matka była prawdziwą Żydówką i opowiadała mu różne historie o wielkim Mojżeszu, jak Bóg go posłał, kiedy ich lud był w niewoli egipskiej. Bóg obiecał ojcu Abrahamowi, że ich wyzwoli, więc przyszedł i objawił się potężnemu prorokowi, jakim był Mojżesz. Zstąpił w formie Słupa Ognia i wysłał Mojżesza do Egiptu, a on wyprowadził swój lud ze znakami i cudami. Kiedy byli na pustyni, zabrakło im chleba i skończyły się zapasy pokarmu, a wtedy Bóg zesłał im chleb z Nieba, ponieważ byli Mu posłuszni.
14
Mogę słyszeć małego Bartymeusza, jak pyta mamę: „Poczekaj mamo, czy Bóg każe aniołom pracować i wypiekać chleby w wielkich piecach gdzieś tam w Niebie? Czy aniołowie pracują, dzień i noc przygotowując ten chleb, i zrzucają go potem na ziemię?”.
„Kochanie, jesteś na to jeszcze trochę za mały. Widzisz, Jahwe nie potrzebuje czegoś takiego jak piec. To Stwórca. Co powie, to się dzieje”.
Co w takim razie powiemy o Jezusie, który czynił takie rzeczy? On musi mieć coś wspólnego z Bogiem i musi być podobny do Jahwe. Ludzie chcą zrobić z Niego proroka, jakiegoś zwykłego człowieka, filozofa czy dobrego nauczyciela. On jednak nie był nikim mniej niż Bogiem zamanifestowanym w ciele.
15
Opowiadała mu, jak wyglądała wędrówka przez tę wielką pustynię. Mówiła, że kiedy dotarli do brzegów Jordanu, była już wiosna, a dokładnie kwiecień. Śnieg topniał w Judei i cała woda z wyższych partii spływała do Jordanu, który przez to występował z brzegów. Wyglądało na to, że Jahwe to słaby przewodnik, skoro przyprowadził swój lud o najgorszej porze roku do rzeki, która w tym czasie była w stanie powodziowym. I nawet nie brano pod uwagę budowy mostu. Mały Jozue… Nie Jozue… Mały Bartymeusz zapytał: „Mamo, co Bóg zrobił?”.
„Kochanie, pamiętaj, że Jahwe jest Stwórcą. Wystarczyło, że przemówił…”.
16
Bóg lubi doprowadzić do skomplikowanej sytuacji, a potem pokazać, że to On jest Bogiem. Sam środek wiosny! Gdyby było lato, to przejście przez Jordan byłoby bardzo łatwe. Można byłoby nawet przeprawić się w bród. Wiem, że właśnie tak szpiedzy przeprawili się na drugą stronę. Ale Bóg pozwolił, by cała dolina została zalana, a dopiero potem zstąpił i zademonstrował swą moc, torując im drogę tak, że przeszli po suchej ziemi. W tym miejscu Jozue kazał ułożyć kamienie jako znak upamiętniający to, że Jahwe się o nich zatroszczył.
17
Bardzo lubił też słuchać o Szunamitce. Tę historię pamiętał wyraźnie. Matka opowiadała mu o Szunamitce i wielkim proroku, który żył w tamtym czasie. Na imię miał Elizeusz. Ta kobieta była bardzo miła dla tego proroka, chociaż nawet nie była Izraelitką. Była zwykłą Szunamitką.
Ale wierzyła, że Elizeusz to wielki prorok posłany od Pana. Pewnego dnia powiedziała do swojego męża: „Zbudujmy mu małą izdebkę przy naszym domu i okażmy mu w ten sposób naszą życzliwość. On jest wielkim człowiekiem”.
18
Jakiś czas później, kiedy przyszedł tam Elizeusz z Gehazim, i gdy oni zobaczyli, jaką im życzliwość okazała, prorok powiedział do Gehaziego: „Idź do niej i zapytaj: Co mogę dla ciebie uczynić? Czy mam się wstawić za tobą u króla albo u dowódcy wojsk?”.
Ona odparła: „Nie. Mieszkam pomiędzy swoim ludem. Nic mi nie trzeba”.
Gehazi jednak zauważył: „Ona jest bezpłodna. Jest już stara, jej mąż także jest stary, a nie mają dzieci”.
Możliwe, że Elizeusz zobaczył wizję, bo rzekł: „Idź i powiedz jej: TAK MÓWI PAN, będziesz miała synka”. I po dziewięciu miesiącach pojawił się chłopczyk.
19
[Puste miejsce na taśmie]. Kiedy był już starszy, pracował ze swoim ojcem na polu w czasie żniw i prawdopodobnie dostał udaru słonecznego. Zaczął wołać: „Moja głowa! Moja głowa!”. Ojciec odesłał go do domu, gdzie matka wzięła go na kolana, zaczęła kołysać i pewnie dała mu wszystkie leki, jakie miała pod ręką. Stan chłopca cały czas się pogarszał, aż w końcu około południa zmarł.
Ale ta niepozorna matka nie miała zamiaru się poddać! Przyszedł ojciec dziecka oraz sąsiedzi i wszyscy lamentowali i płakali z powodu śmierci malca. Lecz ona dalej wierzyła temu prorokowi. Nieważne, że on był prorokiem dla Żydów, a ona była poganką. Powiedziała: „Osiodłajcie mi oślicę. Nie zatrzymujcie mnie. Jadę na górę Karmel, do jaskini, w której mieszka ten prorok”.
Mąż stwierdził: „Ani to nów księżyca, ani sabat. Na pewno tam go nie będzie”.
Ona odparła: „Nic się nie martw”.
Rzekł: „W porządku, jedź”.
20
Kiedy Elizeusz i Gehazi zobaczyli, że do nich jedzie, stanęli przed jaskinią i patrzyli, jak się zbliża. Elizeusz powiedział: „Jedzie do nas ta Szunamitka. Gorzko jej na duszy, a Pan zataił to przede mną”.
Wiecie, Bóg nie mówi wszystkiego swoim prorokom, tylko to, co chce, żeby wiedzieli.
Dostrzegł ją i rzekł do sługi: „Wybiegnij jej naprzeciw i zapytaj: Czy jesteś zdrowa? Czy zdrów twój mąż? Czy zdrowe twoje dziecię?”.
Ten fragment bardzo mi się podoba.
Kiedy Gehazi do niej podszedł, zapytał: „Czy jesteś zdrowa? Czy zdrów twój mąż? Czy zdrowe twoje dziecię?”.
Rzekła: „Zdrowi jesteśmy”. Dziecko leżało martwe, mąż krzyczał w histerii, a jej samej krwawiło serce. Ale odpowiedziała: „Zdrowi jesteśmy”. Przyszła do człowieka, który mógł jej wszystko wyjaśnić i pobłogosławić ją. Skoro otrzymała to dziecko, to na pewno Bóg jej powie, dlaczego je zabrał. „Pan dał, Pan wziął. Niech będzie błogosławione Imię Pańskie”. Ona chciała się dowiedzieć, czemu się to stało.
21
Kiedy wspięła się na górę, upadła u stóp Elizeusza. Gehazi chciał ją odsunąć, bowiem nie był przyzwyczajony, żeby ktoś tak się zachowywał przy jego panu. Ale ona powiedziała, co jest nie tak. Elizeusz poszedł do jej domu, położył się na ciele tego chłopca i wzbudził go do życia.
Zwróćcie uwagę na wiarę tej matki. Ona położyła swoje dziecko na łóżku, w którym zazwyczaj sypiał Elizeusz. Chciałbym, żebyście…
Chciałbym, na ile to rozumiem, wyjaśnić wam, co czynił Paweł. Wiemy, że Paweł kładł chusteczki i przepaski na chorych. Wierzę, że Paweł był duchowy i wydaje mi się, że właśnie z tej historii zaczerpnął inspirację. Pamiętacie, co Elizeusz najpierw powiedział Gehaziemu? „Weź moją laskę, idź i połóż ją na dziecku”. On wiedział, że cokolwiek dotknie, będzie błogosławione. Wiemy, że Paweł nie modlił się nad tymi chusteczkami. Wystarczyło, że dotknęły one jego ciała. Ludzie mieli w to wiarę.
Elizeusz powiedział mu: „Weź moją laskę. Jeśli ktoś cię pozdrowi, to nie odpowiadaj mu. Połóż tę laskę na dziecku”.
Ale ta kobieta nie pokładała wiary w tej lasce, tylko w proroku. Dlatego powiedziała mu: „Nie odejdę stąd, dopóki… Jako żyje Pan, nie odstąpię od ciebie”.
Elizeusz wiedział, że inaczej się od niej nie uwolni, więc poszedł z nią. Wszedł do domu i położył się na tym małym, martwym dziecku, a ono kichnęło siedem razy i powróciło do życia.
22
Dla małego Bartymeusza to była niesamowita historia. Bardzo lubił to opowiadanie, bo chodziło o wskrzeszenie małego chłopca do życia. To była jedna z jego ulubionych historii.
Lecz teraz, kiedy jest starszy, kapłan mówi mu: „Ale to było dawno temu. Wtedy Izrael miał wielkich i potężnych ludzi, w kraju byli wielcy i potężni prorocy”. Nie tylko kapłan tak mówi, ale w ogóle wszyscy. „Jahwe już nie potrzebuje proroków. Dał nam zakon, a my zbudowaliśmy kościół i świątynię. Nic więcej nam nie trzeba”. Ludzie wierzą dzisiaj mniej więcej w taki sam sposób, jednak Jahwe pozostaje Jahwe i On nie może zmienić swojego sposobu postępowania. Jest Bogiem i nie zmienia się. Oni myśleli, że nic więcej im nie potrzeba.
23
Kiedy tak siedział, śniąc na jawie, zaczął rozmyślać. Podniósł swe ślepe oczy w kierunku gorącego słońca. Nagle usłyszał stukot kopyt młodej oślicy, która szła kamienistą drogą od strony Jerozolimy. Kiedy przysłuchał się uważniej, to stwierdził, że przed oślicą po brukowanej drodze biegnie ktoś w sandałach. Wiedział, że to musi być ktoś bogaty, ponieważ podróżuje na oślicy, a do tego ma sługę, który prowadzi to zwierzę.
Bartymeusz poderwał się, bo wiedział, że musi skądś wziąć pieniądze na życie. Wstał, przykrył się swym poszarpanym płaszczem, po czym podbiegł na skraj ulicy i zawołał: „Proszę o jałmużnę. Spóźniłem się dzisiaj rano. Czy da mi pan jałmużnę? Jestem ślepy”.
24
W odpowiedzi usłyszał nieprzyjemny głos: „Ustąp żebraku! Jam sługa Jehowy, kapłan. W imieniu jerozolimskiego stowarzyszenia w te strony po to przybyłem, by powstrzymać owo zgromadzenie uzdrowieniowe, co to w Jerychu planują. Z tutejszymi braćmi spotkać mi się trzeba, a i dopilnować, by owo zgromadzenie się nie odbyło i by ludzie w zwiedzenie nie popadli. Wszak fałszywy prorok w okolicy przebywa. A to nam jest wiadomo, że dziś rano w Jerychu zabawił. Jechać więc mi trzeba. Z drogi!”. Po czym zwrócił się do sługi: „W porządku, ruszaj”. I tak oślica odjechała.
25
Żebrak po omacku odszukał skałę, na której wcześniej siedział, i znów pogrążył się w marzeniach. Zaczął rozmyślać: „Przecież nie tak dawno temu tą właśnie drogą szło dwóch wielkich i potężnych proroków - Eliasz i Elizeusz. Szli w kierunku Jordanu, który po raz drugi miał zostać otwarty. Po drugiej stronie tej rzeki na starego proroka Eliasza czekał przywiązany do drzewa powóz ognisty, do którego były już zaprzężone ogniste konie, mające zabrać go do Domu. Młody Elizeusz natomiast miał być tego świadkiem. Czekała na niego nowa usługa, nie odrywał więc wzroku od tego proroka”.
26
Bartymeusz zapewne marzył: „Gdybym żył w tamtych czasach i siedział tu przy tej drodze, podbiegłbym do tych dwóch proroków, upadłbym na twarz i rzekł: Prorocy Boga! Pomódlcie się za mnie, a Jahwe przywróci mi wzrok. Ale kapłan mówi: To już historia. To nie na nasz czas. Jahwe już nie uzdrawia przez swoją moc. Dzisiaj mamy od tego lekarzy i tak dalej. Już nie ma takiej potrzeby, żeby Jawhe uzdrawiał. To były dawne dzieje. Teraz jest czas, żeby przestrzegać zakonu. Jeśli zachorujemy, to umieramy i idziemy do Nieba. Nie ma innego rozwiązania. Nie potrzeba nam niczego więcej”.
27
Kiedy tak rozmyślał, nagle coś sobie uświadomił: Niecałe pół kilometra od miejsca, gdzie siedzi, kiedyś Izrael rozłożył swoje namioty po przejściu przez Jordan i obozował tam, czekając na rozkazy, by wyruszyć na Jerycho. Możliwe nawet, że skała, na której on teraz siedzi, jest częścią dawnego muru Jerycha, zburzonego przez samego Jahwe.
Bartymeusz powiedział do siebie: „To wręcz nie do pomyślenia! Jeszcze nie tak dawno temu wielki wojownik Jozue, wielki i potężny sługa Boży, przeprawił się wiosną przez rzekę i rozbił na drugim brzegu obóz, który był na widoku wszystkich jego nieprzyjaciół. Pewnego dnia, kiedy obmyślał plan ataku na Jerycho, wyszedł pod wieczór albo może rano, by popatrzeć na bramy miasta, bo były bardzo masywne. Na murach organizowano wyścigi konne, a kilka zaprzęgów mogło ścigać się jednocześnie. Jozue stał pod tymi murami i przyglądał się miastu, kiedy zobaczył Męża z wyciągniętym mieczem. Widząc to, Jozue dobył swego miecza, podszedł do Niego i zawołał: Jesteś z nami czy przeciwko nam? Tamten odparł: Nie, ale jestem Wodzem wojska Pana. Wielki Jozue rzucił miecz na ziemię, zdjął hełm i upadł do Jego stóp”.
28
Ślepy Bartymeusz pomyślał: „To działo się niespełna pięćset metrów od miejsca, w którym siedzę. To tu stało wojsko Pańskie i sam Wódz wojska Pana, któremu Jozue oddał pokłon aż do ziemi. Gdybym tylko mógł być w tamtym obozie, to gdybym był ślepy, poprosiłbym Wodza wojska Pana, żeby przywrócił mi mój wzrok, a On na pewno by mi nie odmówił”. Bartymeusz w ogóle nie był świadomy tego, że ten sam Wódz był oddalony od niego o niecałe sto metrów.
Dzisiaj wieczorem mamy tak wiele problemów tylko dlatego, że próbujemy przenieść Chrystusa i całą tę chwałę na jakiś inny wiek. Biblia natomiast mówi, że On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. On jest tak samo obecny tutaj w tym budynku, jak wtedy, gdy chodził po Galilei czy Jerozolimie.
29
Ten wielki Wódz wychodził właśnie z domu Zacheusza. Wokół czekali już na Niego ludzie.
Minęło kilka minut. Bartymeusz usłyszał jakiś gwar, z którego rozróżnił kilka głosów.
Jeden mówił: „Hosanna prorokowi, który przychodzi w Imieniu Pańskim! Niech będzie błogosławiony prorok z Galilei, sługa Jahwe!”.
Jakiś inny głos mówił: „Precz z takim człowiekiem! Nie chcemy kogoś takiego u nas w mieście”. Tłum posuwał się do przodu. Kiedy przechodził przez bramę miasta, niektórzy rzucali w Niego zgniłymi owocami.
Bartymeusz nigdy czegoś takiego nie słyszał, więc pytał: „O co tutaj chodzi? Skąd takie zamieszanie? Co się tu dzieje?”. Tłum zaczął na niego napierać.
30
Po chwili usłyszał głos tamtego kapłana, który był wysłany przez swoje stowarzyszenie, aby nie dopuścić do tego, żeby się te zgromadzenia odbyły. Usłyszał go, jak mówi: „Powiadają o Tobie, że z martwych wzbudzasz. Jeśli zatem to prawda, to na wzgórzu cmentarz pełen nieboszczyków mamy. Radzi popatrzymy, jak do życia ich przywracasz”.
Ale wiecie, On szedł do Jerozolimy, tam gdzie miał zostać ukrzyżowany. Na Jego ramionach spoczywały grzechy całego świata. Szedł do Jerozolimy, gdzie miał być złożony w ofierze. Jedni szydzili i naśmiewali się z Niego, drudzy błogosławili Mu, a jeszcze inni obrzucali Go obelgami. Właściwie tak wygląda każde zgromadzenie, na które On przychodzi - jedni są za Nim, a inni przeciwko Niemu. On się w ogóle nie przejmował tym, co powiedział Mu kapłan. Był skupiony na tym, aby dokończyć swoje zadanie. Szedł więc dalej spokojnym krokiem i spoglądał na Jerozolimę. Dwunastu niepozornych mężczyzn otoczyło Go i próbowało trzymać lud z dala od Niego. Niektórzy chcieli Go dotknąć, inni zaś krzyczeli i wyśmiewali się z Niego, i tak dalej.
31
Tłum niemalże stratował tego starego, ślepego mężczyznę. Bohater naszego wieczornego zgromadzenia aż się przewrócił. Wyobraźmy sobie, że przechodziła tamtędy pewna miła, młoda dziewczyna, która mogła być siostrą Rebeki z naszego porannego opowiadania. Ona również wierzyła w Chrystusa. Zobaczyła, że tłum przewrócił tego staruszka i nikt nie zwracał na niego uwagi. Ale z racji tego, że wierzyła w Jezusa, z natury była miła. To prawda. Człowiek staje się wtedy wrażliwy na potrzeby starszych i potrzebujących. Więc kiedy tłum przewrócił tego starca, ona podbiegła, aby pomóc mu wstać.
32
Być może powiedział do niej coś takiego: „Droga pani, po głosie poznaję, że jest pani młodą osobą”.
„Zgadza się. Pomogę panu wstać, dobrze? Bo ten tłum coś złego panu zrobi”.
On zapytał: „Skąd te wrzaski? Dlaczego panuje tutaj takie zamieszanie? Co się tu dzieje?”.
Odparła: „Nie wie pan, że do miasta przybył Jezus z Nazaretu, Syn Dawida? To właśnie On tędy przechodzi. To Prorok z Galilei. Naprawdę nic pan o Nim nie wie?”.
„Nie, nigdy o Nim nie słyszałem”.
„W takim razie opowiem panu, co dzisiaj rano wydarzyło się w mieście. Zna pan Zacheusza, właściciela restauracji?”.
„Tak”.
„On zawsze był sceptykiem, ale za to jego żona jest wierząca. Dzisiaj rano Zacheusz wspiął się na drzewo, żeby przyjrzeć się, jak Jezus przechodzi ulicą. Wszyscy wiedzą, że Jezus jest prorokiem. Kiedy przechodził koło niego, przystanął, spojrzał w górę i zawołał Zacheusza po imieniu, chociaż nigdy wcześniej nie był w Jerychu”.
33
Twarz starego żebraka rozpromieniła się i rzekł: „To przecież wypełnienie 5 Mojżeszowej 18:15: Pan, nasz Bóg, wzbudzi wam proroka takiego jak Mojżesz. To musi być On. Skoro tak, to gdzie Go znajdę?”.
„Już tu przechodził i jest teraz jakieś sto metrów od nas”.
Bartymeusz pomyślał sobie, że On musiał pewnie koło niego przechodzić. Zaczął więc wołać: „Jezu, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną. Zmiłuj się nade mną Synu Dawida. Nie omijaj mnie, zmiłuj się”.
Na ludzki rozum nie było szans, żeby Jezus usłyszał jego głos, bo wokół było takie zamieszanie. Jedni oddawali Mu chwałę, drudzy Go błogosławili, a jeszcze inni wyzywali. W tym całym gwarze z pewnością by go nie usłyszał.
34
Ale On był Słowem. A tu była dusza, która Go wołała - tak samo jak kobieta chora na krwotok, która dotknęła Jego szaty. Biblia mówi, że On przystanął. To Go zatrzymało. Pomyślcie o tym, wyobraźcie sobie tę sytuację. To było wołanie jednego ślepego, nic nie znaczącego, starego żebraka. Na Niego zostały wrzucone ciężary i grzechy całego świata i szedł do Jerozolimy, aby stać się ofiarą za grzech, a jednak wołanie jednej ludzkiej duszy sprawiło, że stanął w miejscu.
On jest ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki. Jedno zawołanie sprawi, że dzisiaj On przyjdzie na scenę dokładnie tak samo jak wtedy. Tak, On pozostaje taki sam!
35
Pamiętam, jak pewnego wieczoru wracałem z Dallas w Teksasie. Było to już parę lat temu. Mój samolot miał awaryjne lądowanie w Memphis i linie lotnicze umieściły mnie w słynnym hotelu Peabody. Następnego poranka mieli zadzwonić, o której podstawią limuzynę, żeby zawieźć mnie na samolot.
Noc przespałem dosyć dobrze. Kiedy wstałem następnego poranka, poszedłem na pocztę, aby wysłać listy, które wcześniej napisałem. Wyszedłem z hotelu i poszedłem ulicą. Nagle poczułem, jak coś powiedziało mi: „Zatrzymaj się i zawróć”.
Wiecie, czasem człowiekowi coś się przewidzi. Pomyślałem więc, że pewnie mi też się to przewidziało.
36
Poszedłem dalej, ale głos wciąż mówił: „Zatrzymaj się i idź z powrotem”.
Dotarłem do rogu ulicy, gdzie stał tęgi irlandzki policjant. Zatrzymałem się przy witrynie sklepu i zacząłem oglądać kołowrotki i inne rzeczy. Chyba stałem tam trochę zbyt długo i ten policjant zaczął mnie podejrzewać, że chcę ukraść któryś kołowrotek, więc odwróciłem się i poszedłem z powrotem. Wracając, przyspieszyłem kroku, minąłem swój hotel i udałem się w stronę rzeki. Nie wiem, ale może nawet byłbym jeszcze w stanie odszukać to miejsce. Pomyślałem: „Robi się późno, ale coś się dzieje”.
37
Wierzycie w Boże prowadzenie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. Szedłem dalej i robiło się coraz później. Wiedziałem, że muszę się spieszyć, ale coś cały czas mi mówiło: „Idź dalej, idź dalej”.
Kiedy było już tak późno, że choćbym nawet wrócił, to i tak nie zdążyłbym na samolot, pomyślałem: „Muszę iść za tym Głosem”. Jakiś czas wcześniej spotkałem was, zielonoświątkowców, więc zaśpiewałem sobie tę pieśń:
Zeszli się w górnym pokoju, wzywając Imię Jego,
a Duch Święty ochrzcił ich i dał im do usługi moc.
Czy słyszeliście już tę pieśń? „Cieszę się, bo mówić śmiem, żem jeden z nich”. Próbowałem to śpiewać w kółko:
Bracie, szukaj daru Boga, co obmyje z serca grzech […]
38
Szedłem w dół ulicą i dotarłem do dzielnicy ciemnoskórych. Nagle zobaczyłem typową, starą ciotkę Jemimę, która stała przed niewielkim domkiem, a właściwie pobielaną chatką, i opierała się o płot. Wokół głowy miała zawiązaną męską koszulę.
Przestałem śpiewać, ale ciągle szedłem przed siebie. Nie miałem pojęcia, dokąd idę. On powiedział mi tylko tyle, żebym szedł naprzód. Kiedy zbliżyłem się do niej, zauważyłem na jej twarzy lekki uśmiech. Popatrzyłem na nią, po czym odwróciłem głowę i poszedłem dalej.
Ona zagadnęła: „Dzień dobry pastorze”. Na Południu, kiedy mówią „pastor”, to mają na myśli kaznodzieję.
Odparłem: „Dzień dobry ciociu”.
39
Obejrzałem się na nią i pomyślałem: „Skąd ona wie, że jestem kaznodzieją?”. Nie miałem przy sobie Biblii czy czegoś podobnego.
Odwróciłem się i spytałem: „Skąd wiedziałaś, że jestem pastorem?”.
Odpowiedziała: „Wiedziałam, że przyjdziesz”.
Rzekłem: „To dla mnie trochę dziwne”.
Ona zapytała: „Czy kiedykolwiek czytałeś w Biblii o Szunamitce?”.
„Tak, czytałem”.
Powiedziała: „Pamiętasz, że była bezpłodna i nie mogła mieć dzieci?”.
Powiedziałem: „Tak, pamiętam tę historię”.
Ona ciągnęła dalej: „Ta kobieta oczywiście obiecała Panu, że będzie wychowywać to dziecko dla Niego. Wiesz co, ja byłam jak ta kobieta. Razem z mężem nie mogliśmy mieć dzieci. Obiecałam Panu, że jeżeli da mi dziecko, to będę je wychowywać dla Niego. I On dał mi dziecko. Wychowywałam tego chłopca najlepiej, jak mogłam, żeby służył Panu”. Potem dodała: „Ale wiesz, wpadł w złe towarzystwo i zachorował. Lekarz dał mu już pełno zastrzyków. Z badania krwi wynika, że ma ostatnie stadium choroby społecznej, syfilis”. Powiedziała: „Część krwi cofa się do serca, w którym są jakieś szpary. Lekarz był tutaj dwa dni temu i powiedział, że on już nigdy się nie obudzi i że wkrótce umrze”.
40
Rzekła: „Nie mogę pozwolić, żeby moje dziecko umarło w takim stanie. Modliłam się przez całą noc i mówiłam: Panie, jeżeli chcesz go zabrać… To Ty mi go dałeś, ale chciałabym usłyszeć z jego ust, że jest zbawiony, bo chcę mieć pewność, że znowu go spotkam”.
Powiedziała: „Modliłam się i modliłam, dokładnie jak ta Szunamitka, o której wspomniałam”.
Potem rzekła: „Położyłam się spać i miałam sen. Powiedziałam do Pana: To Ty dałeś mi to dziecko. Byłam jak ta Szunamitka, ale gdzie jest Twój prorok? On mi na to odpowiedział: Spójrz, właśnie jest w drodze. Zobaczyłam wtedy mężczyznę w szarym garniturze i z przekrzywionym kapeluszem, który szedł ulicą”.
Powiedziała: „Śniło mi się to około czwartej nad ranem i od tamtej pory tutaj stoję”.
On jest wciąż Bogiem. On działa na dwóch końcach.
41
Rzekłem: „Nazywam się Branham. Modlę się za chorych. Czy słyszałaś o mojej usłudze?”.
Odpowiedziała: „Nie, pastorze Branham, nigdy o tobie nie słyszałam. Może wejdziesz na chwilę?”.
Podszedłem do furtki, aby ją otworzyć. Wokół domu był stary płot, a ta furtka zamykała się na skobelek. To bardzo popularne w Arkansas. (Dodam, że Arkansas leżało zaraz po drugiej stronie rzeki). Wiecie, co to jest. Podniosłem ten skobelek i wszedłem przez furtkę.
Kiedy znalazłem się w tym domu… Byłem już w pałacach królewskich. Odwiedziłem chyba trzech albo czterech królów - króla Anglii, króla Gustawa w Szwecji i jeszcze innych, aby się za nich modlić. Byłem chyba w kilku najbardziej ekskluzywnych domach w Hollywood. Ale nigdzie nie czułem się bardziej mile widziany niż w tym domu. Był tam stary, niczym nie ozdobiony pokój, a raczej dwa - mała kuchenka w tyle i niewielka sypialnia, gdzie znajdowało się łóżko z baldachimem. Na ścianach nie było żadnych obrazków, widniał za to napis: „Boże, błogosław nasz dom”.
42
Na łóżku zobaczyłem silnie zbudowanego ciemnoskórego chłopca, który wyglądał na około osiemnaście lat. Był potężny i dobrze rozwinięty fizycznie. W ręce trzymał koc i stękał: „Uch! Uch!”.
Zapytałem: „Co z nim jest nie tak?”.
Ona powiedziała: „Myśli, że zgubił się na ciemnym morzu. Ciągle powtarza, że zgubił się na środku morza i nie może znaleźć drogi powrotnej. Wydaje mu się, że cały czas jest w łódce i wiosłuje. Tak z nim się dzieje od dwóch albo trzech dni. Nie mogę pozwolić, żeby umarł w takim stanie”. Potem zapytała: „Czy pomodlisz się za niego?”.
„Oczywiście” - odparłem.
Zacząłem jej świadczyć o uzdrowieniu, ale nie była tym zainteresowana. Chciała tylko usłyszeć, że jest zbawiony. Tylko jedno ją interesowało - czy jest zbawiony. Powiedziałem, że jest…
43
Podeszła do niego, chwyciła go za głowę, przechyliła do tyłu i pocałowała go w policzek, następnie powiedziała: „Niech cię Bóg błogosławi, dziecko mamusi”.
Stałem tak i przyglądałem się całej tej scenie. Pomyślałem: „Tak, to mi się podoba”. Obojętnie jaką hańbą okrył swoją rodzinę, obojętnie jak daleko odpadł i obojętnie w jakich problemach się znalazł, ciągle jest „dzieckiem mamusi”.
Pomyślałem sobie: „Biblia mówi, że kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu, ale Bóg o nas nie zapomni. Co za miłość! On powiedział, że nasze imiona są wyrysowane na Jego dłoniach”.
Ona go pocałowała, po czym uklęknęliśmy na podłodze. Ja klęknąłem u brzegu łóżka i rękami chwyciłem stopy chłopca. Były ciepłe i lepkie.
Ona spytała: „Co by dziecko mamusi chciało?”.
Rzekł: „W pokoju robi się coraz jaśniej”. Nie minęło nawet pięć minut, a już siedział na łóżku.
44
Rzekłem: „Ciociu, pomódl się pierwsza”. Przyjaciele, wiedziałem od razu, że już wcześniej z Nim rozmawiała. Co to była za modlitwa!
Potem zwróciła się do mnie: „Ty też się pomodlisz?”.
Odparłem: „Jasne”.
Zacząłem się modlić: „Niebiański Ojcze, jestem co najmniej godzinę spóźniony na samolot. To Ty powiedziałeś mi, żebym szedł przed siebie. I oto tutaj jestem. Nie wiem, czy chciałeś, żebym znalazł się akurat tu, ale zatrzymałem się tutaj. Jeśli posłałeś mnie, by pomodlić się za tego chłopca…”.
W tym momencie, on zawołał: „Mamo!”.
45
Wyszedłem w pośpiechu i poszedłem ulicą. Pomyślałem: „Jedyne, co mogę teraz zrobić, to wziąć taksówkę z powrotem i czekać dzień, czy nawet dłużej, na następny samolot”.
Kiedy przechodziłem przez bramkę na lotnisku, spóźniony ponad dwie godziny, usłyszałem: „Ostatnie wezwanie dla pasażerów lotu 67 do Louisville w Kentucky”.
Co? Co takiego? To jest właśnie Boża suwerenność! Rozumiecie? Modlitwa i wiara biednej, skromnej, nic nie znaczącej ciemnoskórej kobiety sprawiła, że samolot został uziemiony i musiał czekać na mnie. To ten sam Bóg, który mógł zatrzymać się i spojrzeć na ślepego żebraka przy murach Jerycha. On jest tym samym Bogiem wczoraj, dzisiaj i na wieki. To czyni wiara. On chce, abyś ty wierzył.
46
Zapomniałem jeszcze powiedzieć, że jakieś dwa lata później przejeżdżałem tamtędy pociągiem, wracając z Phoenix. Wiecie, ile kosztują kanapki w pociągu. Więc zawsze próbuję wyskoczyć na którejś stacji i kupić parę hamburgerów, zazwyczaj tyle, ile zmieszczę do rąk. Musi mi starczyć do końca podróży, bo nie będę płacić siedemdziesiąt pięć centów za małą, zeschniętą kanapkę, która jest tak cienka, że prawie przezroczysta. Poza tym te kanapki są obrzydliwe w smaku. Wyskoczyłem na stacji w Memphis. Jeśli byliście kiedyś w Memphis, to wiecie, że pociągi zatrzymują się tam na obrotnicy. Wyskoczyłem i pobiegłem do budki z hamburgerami.
Nagle usłyszałem: „Dzień dobry pastorze Branham!”.
Rozejrzałem się i zobaczyłem bagażowego. Stał z podniesioną głową. Odparłem: „Witaj młodzieńcze” i chciałem iść dalej.
Zapytał: „Nie poznajesz mnie, prawda?”.
Odparłem: „Wydaje mi się, że nie”.
Rzekł: „Byłeś kiedyś u mnie w domu. Moja mama stała na zewnątrz, a ty poklepałeś ją po mokrych plecach”.
„Nie mów, że ty jesteś tym chłopcem”.
Odparł: „Tak, to ja. Ja jestem tym chłopcem”. Potem dodał: „Nie tylko jestem zdrowy, ale od tamtego czasu jestem zbawiony”. To jest właśnie ta historia.
O, zdumiewająca łaska! To jest ten sam Bóg. Ślepy żebrak mógł Go zatrzymać, a tutaj nic nie znacząca, skromna ciemnoskóra kobieta spowodowała, że samolot musiał wykonać awaryjne lądowanie. Sprawiły to jej modlitwy i wiara w Boga! Ona wierzyła.
47
Jezus się zatrzymał. Wiara tego ślepego żebraka zatrzymała Go w miejscu. Chciałbym mieć kilka zgromadzeń, żeby głosić na temat: „A wtedy Jezus się zatrzymał”. On stanął i rzekł: „Przyprowadźcie go”. Amen.
Ostatnio czytałem różne historie biblijne i była tam też historia o ślepym Bartymeuszu. Może to tylko legenda, ale było tam napisane, że on zawsze wierzył w uzdrowienie. Obojętnie, co mówili kapłani, on i tak wierzył. Bartymeusz był żonaty - miał żonę i małą córeczkę, której nigdy nie widział. Miała już mniej więcej szesnaście lat, a on nigdy jej nie widział. Tam było napisane, że zarabiał…
48
Wiecie, kiedy ktoś idzie żebrać, to musi czymś się odróżniać od pozostałych żebraków, żeby zwrócić na siebie uwagę przechodniów. W Indiach na przykład robią pokazy, gdzie mangusta zabija kobrę. Robią wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Widziałem jednego z małpką, która biegała po ulicy i uderzała patykiem w piłkę. Jeśli kogoś zainteresuje coś takiego, to zazwyczaj daje pieniądze.
W tym opowiadaniu było napisane, że Bartymeusz miał dwie turkawki, które robiły fikołki i przeskakiwały jedna przez drugą, i w ten sposób zabawiały przechodniów i turystów, którzy w zamian rzucali mu pieniądze.
49
Pewnego razu jego żona ciężko zachorowała. Przyszedł do nich lekarz i powiedział: „Bartymeuszu, nie jestem w stanie nic zrobić. Nie potrafię zbić tej gorączki”.
Ślepiec po omacku doszedł do drzwi wyjściowych i wyszedł za dom. Powiedział: „Jahwe, wiesz, że Cię miłuję. Wierzę Ci. Nie mam nic, co mógłbym Ci dać poza tymi dwoma turkawkami, które są źródłem mojego utrzymania. Proszę, nie zabieraj mojej żony, bo kto zostanie ze mną i wychowa moje dziecko, skoro jestem ślepy i nic nie widzę? Jeśli uzdrowisz moją żonę tak, aby mogła mi jeszcze pomóc, to obiecuję, że jutro złożę wielką ofiarę. Zaniosę moje dwie turkawki i złożę Ci je w ofierze”.
50
Jego żona od razu wyzdrowiała, a on zaniósł swoje turkawki i złożył je na ofiarę.
Jakiś czas później zachorowała jego córka. Również ona była bliska śmierci, więc Bartymeusz znowu poszedł się modlić. Rzekł: „Jahwe, już nic mi nie zostało oprócz mojego baranka”. W tamtych czasach szkolono baranki tak, aby mogły prowadzić niewidomych. To tak jak dzisiaj pies-przewodnik. Jego baranek codziennie prowadził go do miejsca, gdzie siedział i żebrał. Bartymeusz powiedział: „Jahwe, nic więcej mi nie zostało, tylko ten baranek. Proszę, pozwól mojej córeczce żyć. Nigdy jej nie widziałem, ale jest dla mnie taką pociechą, kiedy głaszczę ją po włosach. Ona mnie kocha, a ja ją”. Dalej rzekł: „Jahwe, jeśli pozwolisz jej żyć, złożę Ci w ofierze mojego baranka”.
51
I stało się, że jego córeczka wyzdrowiała. Wziął więc swojego baranka i zaprowadził do świątyni. Kapłan wyszedł, stanął na balkonie i rzekł: „Ślepy Bartymeuszu, dokąd zmierzasz porą tak wczesną?”.
Niewidomy odparł: „Idę do świątyni, aby złożyć mojego baranka w ofierze”.
A ten rzekł: „O ślepy Bartymeuszu, nie winieneś tak czynić. Dam ci parę monet, byś mógł pójść i na straganie baranka na ofiarę nabyć”.
„Ale ja nie obiecałem Bogu jakiegoś baranka, lecz tego właśnie baranka”.
Kapłan powiedział: „Ślepy Bartymeuszu, baranka tego oddać nie możesz, są to bowiem oczy twoje”.
Bartymeusz odparł: „Jeśli spełnię moją obietnicę wobec Jahwe, On zatroszczy się o baranka, który by mnie prowadził”.
I tego chłodnego październikowego poranka Jahwe faktycznie zatroszczył się o Baranka, który pomógł Bartymeuszowi z jego ślepotą. On rzekł: „Przyprowadźcie go tutaj”. Ten przygotowany Baranek Boży położył ręce na jego oczy i je otworzył.
52
Przyjaciele, mógłbym jeszcze bardziej rozwinąć tę historię i powiedzieć o tym, jak On poszedł i został ukrzyżowany, ale zostawię to na kolejne zgromadzenie. Czy wiecie, że również dziś wieczorem ten sam Baranek został przygotowany dla waszych oczu? Ten sam Baranek jest tutaj dzisiaj wieczorem. To Bóg się o Niego zatroszczył. Nie ma, ani nie będzie miał innego baranka. To jest Baranek, którego przygotował Bóg. Wierzycie w to? [Zgromadzeni mówią: „Amen”].
Spojrzałem teraz na zegarek - jest już za dwadzieścia dziesiąta. Chciałem zakończyć o godzinie dziewiątej, żebyśmy mogli wyjść stąd o normalnej porze, czyli o dziewiątej trzydzieści.
Pochylmy na chwilę nasze głowy. Proszę was, aby każde oko było zamknięte, a każda głowa skłoniona. Bądźcie przez chwilę pełni szacunku.
53
Ten żebrak wołał: „Zmiłuj się nade mną Jezusie, Synu Dawida” i wcale nie zamierzał zamilknąć. Musiał zwrócić Jego uwagę. Czy wierzycie, że jeśli zawołamy Go w taki sam sposób, to On ponownie przyjdzie na scenę? Skoro wtedy przyszedł, to dlaczego miałby nie przyjść i teraz?
Kiedy każda głowa i każde serce są skłonione, chciałbym, żebyście zawołali do Niego: „Jezu!”. Nie nazywajcie Go Synem Dawida, bo On nie jest dla was Synem Dawida. On jest Panem. „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną. Otwórz moje ślepe oczy. Słuchałem kaznodziei, który przemawiał dziś wieczorem i powiedział, że Ty obiecałeś zamanifestować się w czasach ostatecznych dla Nasienia Abrahama, tak samo jak objawiłeś się dla Abrahama i jego Nasienia w ich dniu. Obiecałeś to, a Ty jesteś Słowem”.
Od kilku zgromadzeń obserwuję coś dziwnego. Wiem, że w Ewangelii Jana 14:12 Jezus powiedział: „Kto wierzy we Mnie, ten także dokonywać będzie uczynków, które Ja czynię”. Wiem również, że kiedy ta kobieta dotknęła Jego szaty, On powiedział jej, z czym ma problem, dlatego że ona miała wielką wiarę. Ona uwierzyła w to, kim On jest. Jej wiara i to, co uczyniła, sprawiły, że On powiedział jej, że jest zdrowa. Rzekł: „Twoja wiara cię zbawiła”. Niewidomy, który siedział w bramie Jerycha, również został uzdrowiony. Dzisiaj rano mówiliśmy także o człowieku na drzewie, któremu zostały odpuszczone grzechy.
Baranku, otwórz moje ślepe oczy. Pragnę rozpoznać, że jestem w Jego Obecności i że On jest tutaj. Ty powiedziałeś, że gdzie dwóch albo trzech jest zgromadzonych w Twoje Imię, tam jesteś obecny. Otwórz moje ślepe oczy i zmiłuj się nade mną, Baranku Boży.
54
Módl się w taki sposób. A jeśli dalej wątpisz i powstaje jakaś wątpliwość w twojej głowie… Przygotowujemy się do wielkiego zgromadzenia uzdrowieniowego. Jeżeli masz jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to poproś Go, żeby zdjął łuski z twoich oczu, abyś mógł mieć jasne zrozumienie.
Od kilku zgromadzeń chcę wam z całego serca wskazać na to, że On pokazuje kościołowi ostatni znak, zanim zwróci się do Żydów, ponieważ Oblubienica z pogan ma zostać wywołana.
55
[Ktoś mówi w obcych językach i podaje wykład]. Amen. Jeśli dobrze rozumiem, to Duch Święty przemawia i daje wykład w czasie modlitwy. Bóg cię zaprasza.
Ilu z was by chciało, aby Baranek, o którego zatroszczył się sam Bóg, przyszedł i otworzył wasze oczy tak, abyście mogli zobaczyć Go tutaj, w czasie teraźniejszym? Podnieście ręce i powiedzcie: „Boże, otwórz moje ślepe oczy. Panie, zdejmij zasłonę z mojego serca, abym mógł mieć właściwe zrozumienie”.
Jak Go poznamy? W jaki sposób Go rozpoznamy? Na podstawie Jego natury, Jego uczynków i tego, co czyni. On powiedział: „Ja jestem Krzewem Winnym, a wy jesteście latoroślami”. To latorośle wydają owoce, a nie krzew winny. Krzew winny przekazuje życie latoroślom. Jeśli latorośl, to znaczy jeśli krzew winny wyda latorośl, to pojawiają się winogrona. Kiedy krzew wypuści następną latorośl, to ona także zrodzi winogrona. Skoro pierwszym kościołem, który wyrósł z tego Krzewu Winnego, był Kościół zielonoświątkowy ze wszystkimi swoimi darami, to jeśli ten Krzew wypuści kolejną latorośl, wtedy pozostawi po sobie kolejną Księgę Dziejów. Tak właśnie wyglądały dni apostołów, a wiemy, że wiek apostolski jeszcze się nie skończył.
56
W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr powiedział: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w Imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła”. A dopóki Bóg woła, to wiek apostolski trwa. „Obietnica ta bowiem - ta sama obietnica, co wtedy - odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła”.
57
Panie, otwórz nasze oczy i daj zobaczyć tego przygotowanego Baranka. Obiecałeś, że w dniach ostatecznych objawisz się tak samo jak w Sodomie, kiedy został objawiony Syn Człowieczy. Modlimy się Boże, abyś nam to darował. Panie, jesteśmy Twoimi poddanymi. Jesteśmy Twoimi latoroślami.
Nie jesteśmy godni i nie powinniśmy o nic prosić. Kiedy myślę o sobie, to wiem, że tak niewiele znaczę i jestem taki niedostateczny. Panie, ale kiedy spojrzę wzwyż, to widzę, że zatroszczyłeś się dla mnie o Baranka. Jest dla mnie Baranek. Bóg nie widzi już mnie, ale widzi mojego Baranka. Wiem, że z tym Barankiem wszystko jest w porządku, ponieważ On już został przyjęty.
Panie, niechby dzisiaj wieczorem Słowo Boże manifestowało się wśród nas wobec tych, którzy mają wiarę Bartymeusza albo wiarę tej kobiety, która cierpiała na krwotok, oraz wobec tych, którzy są w potrzebie i mają wiarę Szymona Piotra czy Zacheusza, który siedział na drzewie. Panie, manifestuj się przez ludzkie ciało. Niechaj Twoje Słowo stanie się żywe dzisiaj wieczorem, abyśmy wiedzieli i zobaczyli, że to Ty jesteś Bogiem. Panie, niechaj każde ślepe oko zostanie otwarte na to zrozumienie. Prosimy, aby każdy chory został uzdrowiony w czasie tego wielkiego zgromadzenia uzdrowieniowego, które jest przed nami. Uzdrów wszystkie dzieci i tych, którzy są na noszach - cokolwiek jest z nimi nie tak. Niechaj ci, którzy przyszli tu z białymi laskami, odejdą stąd zdrowi jak ślepy Bartymeusz, który odzyskał wzrok. Spraw to Ojcze. Prosimy o to w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
58
Pomodliliśmy się, a teraz bądźmy szczerzy i wierzmy, będąc pełni ufności. To opowiadanie albo jest prawdą, albo nie jest prawdą. A Chrystus jest ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki. Po czym Go poznasz?
Co gdyby wszedł tu mężczyzna w szacie, z brodą i takimi włosami, jakie malują mu artyści, ze śladami po gwoździach na rękach i krwią ściekającą mu po twarzy? To nie byłby Jezus. Nie. On siedzi po prawicy Majestatu. Kiedy On przyjdzie, to każde kolano się skłoni i każdy język Go wyzna. Ale po czym Go poznasz? Każdy oszust mógłby się przebrać i przyjść w taki sposób. Pewnie, że tak.
Ale jak ty możesz Go poznać? Przez to, że widzisz Jego naturę i Jego Słowo, które manifestuje się tak samo jak zawsze. Wtedy wiesz, że to On. Czy to prawda? „Dzieła, które Ja czynię”.
59
Uwierz teraz w Niego i przyjdź. Nie pozwól, aby twój umysł popadł w stan uśpienia, jak to mówią. Nie dopuść do tego. Do Boga nie przychodzi się chaotycznie, ale w sposób inteligentny, zgodnie z Jego Słowem. Uchwyć się Słowa i powiedz: „Panie, Ty dałeś tę obietnicę. Poprosiłem Cię, abyś otworzył moje oczy. Proszę, aby moja wiara zatrzymała teraz Pana Jezusa, a On, żeby odwrócił się do mnie i powiedział mi to, co powiedział tamtej kobiecie wiele lat temu”. Wierz w to z całego swojego serca.
Z tego co widzę, wśród słuchających nie ma osób, które znam. Wszyscy jesteście dla mnie obcy.
Ludzie myślą, że tylko ci, którzy są z przodu, zostają uzdrowieni. Wcale nie. Obojętnie gdzie jesteś, tylko wierz. Obojętnie w której części budynku siedzisz. On wie, kim jesteś, i wie, gdzie jesteś.
Skoro On jest ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki, to sprawdź, czy twoja wiara, tak samo jak wiara Bartymeusza, sprawi, że On się zatrzyma. Nie musisz być żebrakiem. Nie musisz krzyczeć i wołać tak jak tamten. To nie jego wołanie zatrzymało Jezusa, bo przecież i tak On go nie słyszał. To jego wiara Go zatrzymała. „Twoja wiara!”. On nie powiedział: „Twoje wołanie cię uzdrowiło”, ale: „Twoja wiara cię uzdrowiła”. Rozumiecie? „Twoja wiara cię uzdrowiła”. W porządku.
Niech Pan będzie błogosławiony!
60
Chciałbym poprosić tego kaznodzieję, starszego brata, który głosi już od sześćdziesięciu pięciu lat, aby coś dla mnie zrobił. Zrobi pan coś dla mnie? Proszę położyć rękę na tę kobietę, która siedzi koło pana, a ona zostanie uzdrowiona z choroby serca. W porządku, dziękuję. Czy wierzysz siostro? Tak, to wystarczy.
Kogo ona dotknęła? Nigdy wcześniej jej nie widziałem, ale to zadziałało. „Jeśli możesz wierzyć!”. Czy wierzycie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”].
Czy rozpoznajecie, że to On? Czy zostały otwarte wasze oczy? Spójrzcie na Niego. On jest cudownym i mocnym Zwycięzcą! Nie ma niczego, co mogłoby Go powstrzymać - ani wyznanie wiary, ani denominacja, ani naukowcy. On jest Bogiem. Amen. Rzucam wyzwanie każdemu, kto nie wierzy, by udowodnił, że Go tu nie ma.
61
Ilu z was widziało to zdjęcie Anioła Pańskiego, które zamieścili w gazecie i które jest teraz w Waszyngtonie? On teraz stoi właśnie na tym podwyższeniu. Tak jest! Jestem pewien, że On tu jest. Wiem o tym. Nie jestem fanatykiem i daleko mi do kogoś takiego. Mówię wam prawdy z Pisma. Uwierzcie w to, a zobaczycie, co się stanie.
Tutaj, tutaj On jest. Tam na końcu siedzi taka niewysoka, ciemnoskóra pani, która się rozgląda. Ona pragnie otrzymać coś od Boga. Jest kaznodziejką i modli się do Boga, aby pomógł jej w tej usłudze. Czy to prawda, proszę pani? Podnieś rękę, jeśli się to zgadza. Nigdy jej nie widziałem. Nie znam jej tak samo jak tamtej ciemnoskórej kobiety z Tennessee.
62
Siedzi tutaj ciemnoskóry mężczyzna, który patrzy na ciebie i bardzo się raduje. Czy pan wierzy, że jestem Bożym sługą? Tak? To, że wywołałem tę kobietę, sprawiło, że nabrałeś otuchy. To nie ja cię wołam, ale On cię woła. Jeśli wierzysz w to z całego swojego serca, to cukrzyca przestanie cię dręczyć. Czy pan wierzy? Amen. Niech ci się tak stanie. Amen. Chwała Panu! Tak jest.
Kogo on dotknął? Nie dotknął mnie, ale dotknął Jego.
Tutaj siedzi młody, biały chłopak, który patrzy na mnie. W sercu ma głębokie pragnienie. Nie znam cię, ale ty pragniesz chrztu Duchem Świętym. Tak, o tobie mówię. Czy wierzysz? Wierz, a to otrzymasz. Czy wierzysz, młody człowieku? Jeśli wierzysz, to możesz Go przyjąć.
63
Z tyłu siedzi niska kobieta. Ona cierpi. Ma problemy z lewym ramieniem. Złamała to lewe ramię i ma je obwiązane. Z kolei w prawym ramieniu ma zapalenie nerwu i reumatyzm. Muszą tę rękę amputować. Pani Council, wierzy pani z całego serca? Wierzy pani, że Bóg to uczyni? Jest pani zdrowa. Jezus Chrystus panią uzdrowił.
Nigdy w życiu nie widziałem ani nie słyszałem o tej kobiecie. Jahwe wie, że to prawda. Amen.
Tutaj siedzi skromna, ciemnoskóra pani. Ona cierpi na wiele dolegliwości. Jedną z nich są problemy ze wzrokiem. Nie chodzi o to, że nosisz okulary, ale twój wzrok cały czas się pogarsza. Masz również artretyzm. Jeśli to prawda, to pomachaj ręką. Masz również bóle w klatce piersiowej. Zgadza się? Pomachaj ręką. Masz także problemy żołądkowe. Czy wierzysz, że On cię uzdrowi? Czy wierzysz, że Bóg może mi powiedzieć jak się nazywasz? Edna Gerald. Jeśli wierzysz z całego serca, to możesz być zdrowa. Amen.
Wierzycie, że On jest ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki? [Zgromadzeni mówią: „Amen”].
64
A co z panią, która siedzi na końcu drugiego rzędu i patrzy na mnie? Ma problemy ze stopami. Czy wierzy pani, że Bóg uzdrowi pani stopy? Jeśli wierzysz, to podnieś rękę. Nie znam jej. Nigdy jej nie widziałem.
A ta pani, która siedzi koło niej? Siostro, popatrz tutaj. Czy wierzysz z całego serca, że jestem Bożym prorokiem? Cierpisz na zapalenie nerwu. Jeśli to prawda, to pomachaj ręką. Teraz możesz być zdrowa.
Czy pani siedząca obok niej także wierzy z całego serca? Pani też cierpi. Czy wierzy pani, że Bóg może mi powiedzieć, jaki jest pani problem? Dolegliwości nerek. Jeśli to prawda, proszę pomachać ręką.
Kolejna pani. Czy pani wierzy? Choruje pani na nerwicę i ma pani problemy ze wzrokiem. Jeśli się to zgadza, proszę pomachać ręką.
Następna pani, która siedzi koło niej - czy wierzysz, siostro? Widzę na tobie cień. Masz problemy żołądkowe. To rak żołądka. Czy pani wierzy, że Bóg panią uzdrowił? Amen.
65
Czy wierzycie? Czy wasze oczy są otwarte i wierzycie, że On jest Synem Bożym? Jeśli tak jest, powstańcie i przyjmijcie Go. Wierzcie z całego serca, że On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. „Jezu, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną!”.
Nie omijaj mnie, o Zbawco, z serca proszę Cię!
Łaską wieluś już obdarzył, nie omijaj mnie!
Ty Krynico mej pociechy, ponad życie me,
Ciebie tylko pragnę zawsze, Ciebie posiąść chcę!
66
Co się stało? Tak jak wiara tamtego ślepego żebraka, tak samo teraz wasza wiara sprowadziła Go na scenę. Amen. Czy w to wierzycie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. Nie musimy zwoływać kolejki modlitwy. Ilu z was wierzy, że i tak jesteście uzdrowieni? Podnieście ręce i chwalcie Go! Amen. Jesteście zdrowi.
Ten sam Jezus, który szedł przez Jerycho, który znał Zacheusza i Bartymeusza po imieniu, jest teraz pośród nas. Ten sam Pan Jezus w postaci Ducha Świętego jest tutaj dzisiaj wieczorem. Czyni to samo, co wtedy, i niezbicie udowadnia, że jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Nie pozwólcie, aby wyznania wiary i teologia sprawiły, że będziecie oziębli i zobojętniali. Jesteście w Obecności Jezusa Chrystusa, który zamanifestował się wśród was. Amen. Wierzę w to z całego mojego serca. Amen.
Przyjmij swoje uzdrowienie i powiedz: „Chwała Panu! Ja to przyjmuję”.
67
Śpiewajmy dla Jego chwały: „Miłuję Go, miłuję Go”. Czy Go miłujecie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. „Bo On wpierw umiłował mnie”. Czy Go miłujecie?
Miłuję Go…
Oddajcie Mu chwałę, kiedy jesteśmy w Jego Obecności. Wiecie, że On musi tutaj być.
…miłuję Go,
bo On wpierw umiłował mnie
i wykupił zbawienie me na Golgocie.
Wykupił również uzdrowienie. To część zbawienia. Gdzie to się stało? Na krzyżu Golgoty. Śpiewajmy z serca!
Miłuję Go, miłuję Go…
Wyznajcie to szczerze. Chwalcie Go!
…bo On wpierw umiłował mnie
i wykupił zbawienie me na Golgocie.
68
Czy Go miłujecie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. Podaj komuś rękę i powiedz: „Chwała Panu!”. Jeśli miłujecie jedni drugich, to miłujecie także Jego. Obróćcie się, podajcie komuś rękę i mówcie: „Chwała Panu! Chwała Panu! Cieszę się bracie, że tu jesteśmy. Cieszę się, że jesteśmy w Obecności Pana Jezusa”. Amen. Amen. Wspaniale! Och!
Paweł powiedział: „Jeśli śpiewam, to w Duchu śpiewam”. Zechciejmy Mu oddać chwałę w Duchu. Zaśpiewajmy to jeszcze raz, w Duchu.
Miłuję Go, miłuję Go…
Alleluja!
…bo On wpierw umiłował mnie
i wykupił zbawienie me na Golgocie.
Czy Go miłujecie? Czy On nie jest wspaniały? Śpiewajmy!
Wspaniały, wspaniały jest mi Jezus mój.
Bóg rady i mocy, Książę Pokoju.
Zbawia mnie, chroni mnie od hańby grzechu.
Wspaniały jest mój Zbawiciel, chwała Mu!
Wspaniały, wspaniały jest mi Jezus mój.
Bóg rady i mocy, Książę Pokoju.
Zbawia mnie, chroni mnie od hańby grzechu.
Wspaniały jest mój Zbawiciel, chwała Mu!
Co może się teraz wydarzyć w Bożej Obecności?
Kiedyś byłem zgubiony,
teraz jestem znaleziony i wolny od potępienia.
Jezus daje wolność i pełnię zbawienia.
Zbawia mnie, chroni mnie od hańby grzechu.
Wspaniały jest mój Zbawiciel, chwała Mu!
Śpiewajmy i wyznajmy to szczerze!
Wspaniały, wspaniały jest mi Jezus mój.
Bóg rady i mocy, Książę Pokoju.
Zbawia mnie, chroni mnie od hańby grzechu.
Wspaniały jest mój Zbawiciel, chwała Mu!
69
Czy sprawia wam to radość i oczyszcza was od wewnątrz? [Zgromadzenie się raduje]. Społeczność - co za uczucie! Nie zamieniłbym tego za żadne skarby świata. Weźcie swoje pieniądze, ale dajcie mi Jezusa. Ojej! Tak jest. Społeczność!
To cudowne, kiedy możemy iść ścieżką pielgrzyma, oprzeć się o Jego ramię i wiedzieć, że On jest z nami! To miłość od pierwszego wejrzenia. Coś w nas się wyrywa! To jakby ktoś zdjął właz ze studni artezyjskiej, z której cały czas wylewa się woda. Im więcej wody się wyleje, tym jest ona chłodniejsza i czystsza. Amen. On jest wspaniały! Zgadzacie się? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. Miłuję Go. Wy też? [„Amen”]. Ojej!
70
Miłujecie się wzajemnie? [Zgromadzeni mówią: „Amen”]. Metodyści, podajcie teraz rękę zielonoświątkowcom i baptystom i bądźcie wobec siebie przyjaźni. Jeśli macie jakieś blokady, to Go nie miłujecie. To prawda. Ponieważ oni miłują Go tak samo jak wy. On cię wziął razem z twoim pochodzeniem, a tak samo i innych, więc bądźmy zgodni. Czy On nie jest wspaniały? [„Amen”]. Wierzymy w to z całego serca.
Zaśpiewajmy jeszcze raz ten wspaniały zborowy hymn: „Miłuję Go, miłuję Go”.
Cały czas mógłbym to powtarzać, bo On wpierw umiłował mnie. On umiłował mnie - biednego, ślepego na własne życzenie, miłującego grzech, podłego syna pijaka, gdzieś z rynsztoku - i zesłał mi swoją łaskę. Ja nie miałem z tym nic wspólnego. To On mnie wybrał. Tak. Jak to możliwe? Jak można zmienić kąkol w pszenicę? Potrzebna jest moc Boża. Amen. Miłuję Go. Sam czuję się teraz religijnie. Czuję się dobrze.
71
Wiem, że On jest tutaj. To On. On obiecał, że będzie pośród nas. Miłuję Go! On jest wspaniały. Bardzo się cieszę, że nie muszę tylko przypuszczać, ale wiem, że On jest tutaj i identyfikuje samego siebie przez Słowo, tak jak zawsze, i pokazuje, że Słowo to On. To nie wyznanie wiary czy jakiś mit, ale sam żywy Bóg. Jak On dał się poznać? Nie Sodomie, ale Abrahamowi, a teraz Nasieniu Abrahama, które przyszło po nim. To świadczy o tym, że jesteśmy Nasieniem Abrahama. Amen. Ojej! Czuję się teraz wyśmienicie.
Miłuję Go…
Co za deszcz błogosławieństwa.
…miłuję Go, bo On…
Pomyśl - zanim ty zacząłeś Go miłować, On umiłował ciebie.
Panie Jezu, uzdrów tych ludzi. Ojcze, niechby każdy z nich odszedł stąd zdrowy. Panie, proszę o to dla Twojej chwały, w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
…na Golgocie.
72
Skłońmy teraz w pokorze i ciszy nasze głowy. Wiecie, że ciągle jesteśmy dziećmi. Jesteśmy dziećmi Bożymi. Zauważyliście kiedyś, jak beztrosko dzieci się zachowują, gdy znajdują się w pobliżu rodzica? Rodzic nad nimi czuwa. Nućmy to. [Brat Branham zaczyna nucić „Miłuję Go”].
Widzę Go tutaj, ten Słup Ognia! On powiedział: „Wyszedłem od Boga i powracam do Boga”. Ten Słup Ognia to Logos, które było z Mojżeszem na pustyni. On zmarł na Golgocie i zmartwychwstał. Kiedy Saul był w drodze do Damaszku, ten sam Słup Ognia powalił go. Ten zapytał: „Kim jesteś, Panie?”.
On odpowiedział: „Ja jestem Jezus”.
On przyszedł od Boga i powrócił do Boga. Objawił się wśród nas i został potwierdzony przez naukę, przez kościół i tak dalej. On się zreprodukował i obwieścił swoje Słowo. On jest wykładowcą. [Brat Branham nuci „Miłuję Go”].
Czy nie byłoby pięknie, gdyby On teraz przyszedł, rozejrzał się po sali, a my zostalibyśmy przemienieni i odeszlibyśmy stąd? Tak się kiedyś stanie. [Brat Branham nuci „Miłuję Go”].
Teraz powoli, ze skłonionymi głowami. [Brat Branham nuci „Miłuję Go”].
Pamiętajcie o porannych zgromadzeniach. Jeśli jesteś tutaj nowy i nie masz swojego zboru, to są tu dobrzy pastorzy, którzy wierzą w tę samą ewangelię. Inaczej by mnie tutaj nie zaprosili. Oni z chęcią was przyjmą do swojego zboru. Życzę wam dobrego zgromadzenia jutro rano, a także dobrej nocy, abyście odpoczęli i wrócili jutro po południu na zgromadzenie uzdrowieniowe.
[Brat Branham nuci „Miłuję Go”]. W porządku. Niech ci Bóg błogosławi.

 

 
Wróć do czytelni Następne kazanie