• PL
  • EN
  • CZ
Historia o Mojżeszu

Tytuł: Historia o Mojżeszu

Data: 1956-05-13

Miejsce: Jeffersonville, Indiana, USA

Długość: 111 min

Pobierz

Audio PDF

Pobierz

Audio PDF

Pomniejsz/ powiększ tekst:
A-
A+
  • Wybierz szybkość auto przewijania:
  • Powoli
  • Średnio
  • Szybko
  • Zatrzymaj

Historia o Mojżeszu

1
Dobrze, niech cię Bóg błogosławi, bracie Neville. W porządku. Dzień dobry przyjaciele. Muszę patrzeć od czasu do czasu, czy jest poranek czy wieczór. Cóż, cieszę się, że mogę być tutaj tego poranku. Jest ciepło i na pewno miałem ciepłe przyjęcie. Już nie mamy więcej wiosny, mamy lato i zimę, prawda? Wszystko wydaje się jakoś nie spełnione.
Cóż, spóźniłem się, dlatego że robię teraz domowe porządki. Byłem sztywny i obolały tego poranku. Wstałem i miałem dużo czasu, ale nie uświadamiałem sobie, że kobieta ma tyle rzeczy do zrobienia. One muszą przygotować troje dzieci i wyruszyć na szkółkę niedzielną. Ojej. Mnóstwo pracy, więcej niż się spodziewałem. Pomyślałem: „No cóż, teraz...”. Pracowałem ostatniego wieczoru, myślę, że przyszedłem z pola ewangelizacyjnego, by wysprzątać dom. Och, czy ta harówka jest tak ciężka, żeby nie móc wziąć się w garść? Hm. Zaproponowałem komuś trzydzieści pięć dolarów na tydzień za popilnowanie dziecka i nikt nie chciał.
2
Nie tak dawno przeczytałem coś w gazecie. Oczywiście to nie odnosi się do tego. Pisali, że był tutaj jakiś polityk z Kentucky i on mówił, że był dwa razy w armii i trzy razy ranny. Żył w tej okolicy jako bohater i uczynił wiele dobrego. Uratował życie dwojgu dzieci, jednego z jakiegoś strumyka, a drugiego z czegoś innego. Zapomniałem, jak wiele rzeczy on uczynił. W końcu pomyślał, że mógłby kandydować na jakiś urząd, aby utrzymać tę okolicę w porządku. Kiedy to uczynił, ze stu tysięcy głosujących ludzi, miał tylko pięć głosów. On zapytał zbór, czy mógłby dostać jakąś spiłowaną śrutówkę, aby pomogła mu wydostać się z tej okolicy. On powiedział: „Tutaj jest zbyt niebezpiecznie, żeby tu żyć”. On nie miał wystarczająco dużo ludzi, żeby pomogli mu wydostać się z miasta. To jest amerykańska wdzięczność, nieprawdaż? Tak jest. W Ameryce im więcej robisz, tym więcej od ciebie oczekują. To prawda, więcej od ciebie oczekują.
3
Cóż, chcę tego poranku wyrazić moje uznanie za tę czystość i miły wygląd zboru. Kiedy tutaj wchodziłem, zauważyłem, że wstawili tam drzwi, by była lepsza cyrkulacja powietrza. Jest więc to naprawdę miłe. Ktokolwiek jest tu członkiem zarządu i pomógł to zrealizować, to było naprawdę bardzo miłe. To jest porządnie i czysto wykonana praca. Jeśli się nie mylę, zrobił to brat Hall. Jest to bardzo ładnie wykonana praca.
Teraz jest trochę późno, ale wiecie, jaką świętość mają ludzie. Nie ma żadnego określonego czasu. A może jest, bracie Slaughter i bracie Deakman? Zatem, niech wszystko toczy się swoim torem.
4
Miałem wspaniałe zgromadzenia tam na Południu. Ale mogłem opowiedzieć o tym zaledwie parę dni temu. Głosiłem cały czas przez cztery miesiące i nie miałem nawet na tyle głosu, aby coś wyszeptać. Musiałem po prostu skinąć na moją żonę, wiecie, odnośnie tego co potrzebuję i to jest pewnego rodzaju... A potem powróciłem tutaj, gdzie mieliśmy taką zmienną pogodę. No cóż, jednego dnia zimno, a następnego ciepło. Nabawiłem się naprawdę, naprawdę starodawnej grypy. Wstałem kilka dni temu i zacząłem na nowo. A więc tak czy inaczej jesteśmy wdzięczni naszemu Panu za całą Jego dobroć i łaskę, którą nam okazał i za to, że był dla nas tak dobrym. Mieliśmy tam wspaniałe zgromadzenia, a Pan pobłogosławił nas nadzwyczaj obficie.
5
Ostatniej nocy, blisko północy, brat Wood zawołał mnie do swojego domu, bo brat Arganbright dzwonił i chciał, bym zaczął głosić w Szwajcarii. Cóż, za dużo rzeczy dzieje się dla takiego starego człowieka.
A więc nasze następne zgromadzenie rozpocznie się jedenastego, przyszłego miesiąca, w Kaplicy Cadle w Indianapolis. W Kaplicy Cadle w Indianapolis od jedenastego aż do piętnastego. A stamtąd udamy się do Minneapolis. Z Indianapolis do Minneapolis, do chrześcijańskich biznesmenów.
6
Myślę, że zadzwonił do mnie brat Neville, a ja chciałem wyrazić swoją wdzięczność dla niego i dla tercetu Nevillów, że przyszli i zaśpiewali dla mnie na tym pogrzebie, który odprawiałem przedwczoraj. Zapytałem się brata Neville, czy nie ma jakiś śpiewaków dla rodziny Liddick. Pan Liddick odszedł do domu, do chwały. A ja z pewnością... Jeśli jego syn, nie widzę go tutaj... Potem dowiedziałem się, że on był przybranym synem. Kiedy dowiedział się, że jego tata umiera niezbawiony, zaraz przybiegł do mojego domu, by mnie przyprowadzić, zanim on umrze. Jego tata został zbawiony przed śmiercią. Cóż, największą rzeczą, którą ten chłopiec kiedykolwiek uczynił, było przyjście po kogoś, by ten się pomodlił za jego tatą przed jego odejściem. A tercet Nevillów przyszedł i zaśpiewał dla nich naprawdę pięknie.
Brat Neville zapytał mnie, czy nie usłużyłbym rano i wieczorem. Zauważcie, Pismo mówi: „Proście o obfitość, abyście...”. Więc brat Neville jest na pewno bardzo biblijny w tych rzeczach. A więc zrobię co w mojej mocy.
7
Mówiłem już tego poranku, że jest Dzień Matki i chcemy przemawiać do tych małych dzieci. Pomyślałem, że to będzie dobry czas dla małych dzieci. Myślę, że Dzień Matki...
Nie ma nic słodszego na ziemi niż naprawdę prawdziwa matka. Niech Bóg błogosławi jej waleczną duszę. Tak, prawdziwa, prawdziwa matka. Ale my mamy tak wiele podróbek, które nazywają matkami, a w rzeczywistości nimi nie są. One są po prostu kobietami, które mają dzieci, ale nie są matkami. Starodawna matka to taka, która zajmuje się swoją rodziną, a nie przesiaduje w tych barach, gdzie tańczy przez całą noc, pali, pije, a potem wraca do domu. Taka nie zasłużyła na to zaszczytne imię matka. Ona jest tylko kobietą (to wszystko), która wychowuje dziecko, ale ona nie jest matką, ponieważ matka ma do tego inne podejście. Cóż, myślę, czy znacie...
8
W Dniu Matki chcę wyrazić to naprawdę dobrze. Sam mam tutaj siedzącą, starą, siwowłosą matkę. Myślę, że ten dzień jest w porządku. Jednak każdy dzień powinien być dniem matki, nie tylko jeden dzień w roku. A przyczyną, dla której te rzeczy w Dniu Matki tak się teraz układają...
Widzę, że jest nas tu tylko garstka i dobrze znamy jedni drugich. Jesteśmy więc sami swoi i dlatego będziemy mówić w taki sposób.
Myślę, że matka powinna być respektowana każdego dnia tak samo. To prawda. Mam na myśli prawdziwą matkę. Jednak ten dzień, który jest nazwany Dniem Matki, jest niczym innym, tylko handlowym nonsensem. Jest to jedynie po to, by pozbawić ludzi pieniędzy. Hańbą jest obchodzenie Dnia Matki tylko raz w roku. „Cóż, nie pójdziemy jej odwiedzić, ale poślemy mały bukiet kwiatów i będzie spokój”. Tak się nie traktuje matki. O mój Boże. Prawdziwa matka to kobieta, która ciebie wychowała, a ty ją miłujesz. Widujesz się z nią, rozmawiasz i wyrażasz swoją miłość do niej przez cały czas, nie tylko raz na rok.
9
Zanim rozpocznę moją małą opowieść, chciałbym to wyrazić i odnowić dla niektórych z was. A wiele z was już zmarło, to znaczy, wiele z nich zmarło, zanim to było powiedziane. To było w 1933 roku.
Czy czytaliście w gazecie, parę wieczorów temu, artykuł o tym jak jakaś kobieta zabiła mężczyznę? Wrzuciła go pod swój pojazd i jeździła po nim tam i z powrotem swoim samochodem, aż go roztarła po całej drodze. I oni powiedzieli... Adwokat i ci inni zapytali: „Czy to nie potępia twojego sumienia?”. Ona powiedziała: „Bóg i ja jesteśmy zmęczeni sposobem, w jaki są traktowane kobiety”. Co? Czyżby? Ona jest jakąś gwiazdą. To prawda. „Być zmęczonym”. Jak nisko ten naród może upaść? Jak daleko możemy zajść bez Boskiego sądu? Zastanawiam się: „Bóg i ja...”. Jeśli Bóg byłby winny tych wszystkich nonsensów, które zostały na niego nałożone, wtedy On nie byłby Bogiem, to wszystko. „Bóg i ja”. Och, Bóg nie miał nic do czynienia z czymś takim. Zastanawiam się, co ona będzie myślała o tym, kiedy będzie tam w tych męczarniach. Och.
10
Ameryka... Teraz pamiętajcie, jeżeli nie macie tego zapisane, wtedy zapiszcie to. To jest moja przepowiednia. Widzicie? W 1933 roku, kiedy mieliśmy zgromadzenia tutaj poniżej, tam gdzie ten stary, myślę, że tam teraz jest Kościół Chrystusowy, gdzie był ten stary amery... To jest wprost tam, bracie Neville, tam na dole. Żył tam Charlie Kurn. Co tam było? Dom dziecka, tam na Meigs Avenue. W 1933 roku. W tym roku kupiłem forda i poświęciłem go tego poranku dla Pana. Zanim opuściłem dom, to otrzymałem wizję. Mam ją napisaną na starym, żółtym papierze, który wciąż czeka w mojej Biblii. Widziałem nadchodzący czas końca.
11
Ilu z was pamięta, jak wyglądały te samochody z 33 roku? Och, tutaj miały taki kształt, dalej w górę, a na końcu ścięte, by można było tam zawiesić zapasowe koło. Widziałem wizję, że przed przyjściem Pańskim samochody będą wyglądały jak jajka. Ilu z was pamięta tę przepowiednię? Czy ktoś z nich jeszcze pozostał tutaj? Brat Steward odszedł, tak myślę. To był rok 1933, kiedy mieliśmy tam zgromadzenia. Myślę, że już wszyscy odeszli przez ten czas.
12
Przepowiedziałem także, że najwyższym bóstwem Ameryki będzie kobieta. Tak jest. Cała moda wzoruje się na Hollywood. Mam zapiski pochodzące z teczek FBI, które zwaliłyby was z nóg. Skandale dotyczące gwiazd filmowych, gdzie niemal każda z nich jest prostytutką. Ostatnio FBI ujawniło to. Mam to z ich własnych akt. Oni wszyscy postępowali w ten sposób, nawet te gwiazdy filmowe. Oni to udowodnili, weszli i znaleźli je żyjące z innymi mężczyznami za dwadzieścia pięć i pięćdziesiąt dolarów za noc. Działo się to przez cały czas w Hollywood i wszędzie. One miały prywatne domy, a mężczyźni wchodzili tam tyłem, gdzie one mogły potem odesłać ich w skrytości przed ludźmi.
To jest to, na co patrzymy w telewizji i tutaj na tych ekranach, pozwalając naszym dzieciom, by nazywały to gwiazdą. A potem nazywać ją matką? To jest dalekie od bycia matką. To jest brud. Dokładnie tak. A jednak to one wciąż ustanawiają styl tego dnia. Cóż, obserwujcie, w co się ubierają i zobaczcie, że Amerykanki też się będą tak ubierać, i tak jest ze wszystkim. Na pewno. A bóstwem Ameryki jest kobieta. Nie Jehowa. Oni się odwrócili od Niego. Teraz to nie jest skierowane do matki, odłóżcie to, to jest święta sprawa, o której będziemy później mówić. Chodzi mi o kobietę.
13
Pamiętajcie, przepowiadam, że przed wielką, ostateczną zagładą, nie mówię, że to Pan mi powiedział, ale wierzę, że coś się wydarzy pomiędzy tym a 77 rokiem. To może przyjść... w tej godzinie. Jednak pomiędzy obecnym czasem a 77 rokiem, przepowiadam, że przyjdzie albo wielkie zniszczenie, albo ostateczna zagłada całej ziemi. Będzie to pomiędzy dniem dzisiejszym a 77 rokiem. Przepowiedziałem to w 1933 roku.
14
Przepowiedziałem też, że kobiety dalej będą się demoralizowały, a naród będzie upadał i one przestaną być prawdziwymi matkami, aż doprowadzą do tego, że kobieta stanie się idolem. A po jakimś czasie kobieta będzie panowała nad Ameryką. Zaznaczcie to, a zobaczycie, czy to nie jest prawdą. Kobieta zajmie miejsce prezydenta lub jakieś stanowisko o wielkiej mocy w Ameryce.
Kiedy... Drogie panie, mówię to z respektem. Gdy kobieta opuszcza kuchnię, jest poza swoim miejscem. To jest prawda. To jest dla niej odpowiednie miejsce. Poza tym ona nie ma żadnego innego miejsca. Cóż, nie jestem dla nich surowy, ale mówię tylko to, co jest prawdą i co mówi Biblia. Być mężczyzną oznaczało być głową domu, ale tak było w biblijnych czasach. On już nią nie jest. On jest marionetką lub opiekunką dla dzieci lub czymś takim. A teraz... Nie, one chcą się opiekować psem, stosować kontrolę narodzin i trzymać małego pieska w ramionach, aby móc biegać wszędzie przez całą noc.
15
Nie mówię o matce. Niech je Bóg błogosławi. To co właśnie trzyma w miarę nasz naród razem, to jest prawdziwa, dobra, święta, zbawiona przez Boga matka. To jest prawda.
Wstyd jednak jak zdeprawowane są nasze kobiety. Mam fragment gazety. Wyciąłem to po tej ostatniej wojnie światowej, tej drugiej. Było tam napisane: „Gdzie odeszła moralność amerykańskich kobiet, skoro czterech z pięciu żołnierzy, przebywających przez sześć miesięcy za morzem, zostało rozwiedzionych, a ich żony poślubiły innych mężczyzn?”. One nawet nie potrafiły poczekać, aż oni wrócą zza morza, ci żołnierze walczący na polu bitwy. Osoba, która tak czyni, nie jest godna nazywać się matką, tym świętym imieniem. Nie, nie może. Więc, ja zawsze byłem nazywany wrogiem kobiet, ale ja nim nie jestem. Myślę, że kobieta jest wspaniała, szczególnie matka. Ale one powinny być na swoim miejscu, a nie na miejscu mężczyzny i nie na miejscu Boga.
16
Tego poranku słyszałem, jak jakiś święty kościół mówił, że matka rządzi gwiazdami na niebie i tym wszystkim. Mogę sobie wyobrazić katolików, którzy przypisują to dziewicy Marii i tak dalej. Oni oddają cześć martwym kobietom, jak św. Cecylia i reszta, a to jest najwyższa forma spirytyzmu. To wszystko jest prawdą. Wszystko co szuka pośrednictwa u umarłych, jest spirytyzmem. A więc jest tylko jeden Pośrednik między Bogiem i człowiekiem, a jest nim Jezus Chrystus. To prawda. Żaden święty, nikt poza Jezusem Chrystusem, nie może być Pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Kiedy jednak widzę te kościoły, nawet zza pulpitu, oni zabierają całą świętość Chrystusa i przypisują ją matce. Zabierają całą świętość i potem z czymś takim rozpoczynają. Tam właśnie jesteście.
17
Cóż... Lecz istnieje także prawdziwa matka. Chwała Bogu. Kiedy widzisz obłudnika, to wiesz, że jest także prawdziwy chrześcijanin, który naprawdę żyje tym życiem. Tam gdzie masz za, masz też i przeciw. To jest dokładnie prawda. Pragniemy teraz mówić z Biblii o tego rodzaju matce i dziecku.
18
Zastanawiam się ile małych chłopców i dziewczynek mamy tu tego poranku? Jeśli słyszeliście wczorajszą audycję radiową brata Neville... Ile małych chłopców i dziewczynek zechciałoby przyjść tutaj do przodu i siąść na tych przednich siedzeniach, kiedy będę do was mówił? Czy nie zechcielibyście tu przyjść? Jest tu jeden, dwa, trzy, cztery, pięć miejsc. Jedno tutaj, jest sześć, i są tam jeszcze mniejsze siedzenia. Czy zechcielibyście przyjść tu do przodu? Niektórzy z was, mali towarzysze, mogą przyjść bez mamy. Możecie tu przyjść. Jesteście tu więcej niż mile widziani. Nasze matki nie są... [Ktoś mówi: „Oni są tam z tyłu, w pomieszczeniu dla szkoły niedzielnej” — uw. wyd.]. Och, oni są w pokoju dla szkoły niedzielnej, no cóż, w porządku. Poczekamy na nich kilka minut i będziemy rozmawiać, a oni przyjdą za chwilę. Zgromadzimy po prostu te małe, czarne, brązowe i niebieskie oczęta i będziemy przemawiać do każdego z nich. Ilu z was miłuje Pana, powiedzcie „amen”. [Zgromadzenie mówi: „Amen” — uw. wyd.]. W porządku.
19
Teraz chcę mówić do matek i dzieci. To jest skierowane do nich. Tego wieczoru, jeżeli Bóg pozwoli, chcę mówić o pierwszym cudzie, który uczynił Jezus. O tym jak to uczynił i jaką mocą to zrobił, a także co się stało, kiedy to uczynił. Ilu z was wie, jaki był pierwszy cud, którego dokonał Jezus? Powiedzcie, wszyscy razem. Przemienił wodę w wino.
To prawda, pierwszy cud, którego On dokonał... Cóż, jeśli Bóg pozwoli. Kiedy dziś rano studiowałem, właśnie ta myśl przyszła mi do głowy.
20
Widzę, że mamy tu naszych dobrych przyjaciół, pana i panią Gender. Wydaje mi się, że oni siedzą tam z tyłu tego poranku. Zauważyłem go, kiedy obróciłem się w ten sposób względem tego słupka. Któregoś dnia przechodziłem badania. Muszę poddawać się badaniom w związku z zamorskimi podróżami. Gdy wyszedłem, spotkałem pana i panią Gender, siedzących tam w gabinecie doktora Schoen, w Louisville. Jest to bardzo dobry chrześcijański brat. Mówię wam, naprawdę spotkałem tam prawdziwego człowieka, który wierzy w Boga i Mu ufa.
Wiecie co? Coś wam powiem, spotykam więcej lekarzy, którzy wierzą w Boskie uzdrowienie niż kaznodziei. To jest prawda. Rozmawiasz z nimi. Powiedziałem: „Z pewnością”. A kiedy on... Kiedy chciałem odejść, on chwycił moją rękę i rzekł: „Bracie Branham, ty czynisz więcej dla ludzkości, niż ja mógłbym kiedykolwiek zrobić”. On powiedział: „To jest prawda”. Rzekł: „Ty możesz pomóc ludziom, których ja nawet nie mogę dotknąć”. Powiedział: „To prawda”.
Rzekłem: „Cóż, z pewnością możesz ich zeszyć lub nastawić kość lub coś takiego, ale to Bóg daje uzdrowienie”.
On powiedział: „To się zgadza”. Amen. Och, lubię widzieć inteligentnych i rozsądnie myślących ludzi. Ja myślę, że chirurgia, lekarz, kręgarstwo, Boskie uzdrowienie i to wszystko, jeżeli któreś z nich może komuś pomóc, to ja to popieram. A kiedy lekarz potępi kaznodzieję, kaznodzieja potępi lekarza, kręgarz potępi chirurga, a chirurg potępi lekarza, możecie przypuszczać, że gdzieś tam jest jakiś egoistyczny motyw za tym, to prawda. Przecież każdy jeden z nich udowodnił, że komuś pomaga. To jest dokładnie prawda.
21
Z tego wynika, myślę, że jeśli nasze motywy są dobre, a nasze serca otwarte dla ludzi, wtedy wszyscy powinniśmy pracować razem, by pomóc naszym rodakom i uczynić życie łatwiejszym. Wtedy twoje motywy nie są egoistyczne, oddajesz chwałę Bogu, który daje wszystko za darmo. Amen. Tak, panowie. Nie powinniśmy mieć nigdy egoizmu. To powinno być doskonałe.
Jeśli chiropraktyka może pomóc temu, kręgarz temu, chirurg temu, a ktoś inny tamtemu, módlmy się za nich wszystkich (amen), by Bóg dopomógł Jego drogim ludziom, aby byli zdrowi i szczęśliwi. „Nie zostaniemy tu długo, tylko parę dni i już będziemy w drodze gdzieś indziej”. A więc próbujemy trochę ułatwić sobie życie, abyśmy mieli tutaj lepszy czas. Amen.
22
Mając to w myślach, skłońmy nasze głowy, zanim otworzymy Biblię i porozmawiajmy z naszym wspaniałym Zbawicielem.
Nasz dobry niebiański Ojcze, przychodzimy w taki pokorny sposób tego poranku do Twojej Obecności i dziękujemy Ci ponad wszystko, co kiedykolwiek było i będzie na ziemi, za Pana Jezusa Chrystusa. On jest tym, który połączył człowieka z Bogiem i pojednał nas, biednych, niegodnych, bezbożnych cudzoziemców. Przez nasz własny wybór znaleźliśmy się z dala od Boga, podjęliśmy naszą własną decyzję i odeszliśmy od Niego. On był tak dobry dla nas, że kiedy my byliśmy niemiłymi Bogu, kiedy byliśmy grzesznikami, z dala od Boga, On nas pojednał z Ojcem przez przelanie swojej własnej Krwi.
Jakże dziękujemy ci za Niego. A dzisiaj On stoi tu jako Pośrednik, ten Jedyny pomiędzy Bogiem a człowiekiem, który może sprawić, że modlitwa przyjdzie do Obecności Bożej, przez pomost Jego własnej przelanej Krwi, z ziemi do chwały. Przyszedł na ziemię w stajni, urodzony w żłóbku, a odszedł skazany karą śmierci. Ziemia Go nie chciała, a niebo nie mogło Go przyjąć, bo był grzesznikiem. Nasze grzechy były na Nim. Ziemia Go nie chciała. Oni Go odrzucili. „Trzymajmy się z dala od takiej osoby”. Nie miał nawet miejsca, by się urodzić ani umrzeć. Wisiał tak pomiędzy niebem a ziemią. Niebiosa nie mogły Go przyjąć, a ziemia Go nie chciała. A On i tak umarł, by zbawić nas od naszych grzechów, by uzdrowić nas z naszych chorób, dać nam radość i piękny pobyt tutaj na ziemi. Co za Zbawiciel. Och, jak my Ci za Niego dziękujemy.
O Boże, niech wszelkie uwielbienie z naszych serc spłynie na Niego i tylko na Niego. Niech każdy respekt i wszelkie oddawanie czci, wszystko, co wychodzi z naszych ust i z naszych serc, będzie położone przed Tym, który jest tego godzien. Tym, który pewnego dnia usiadł na tronie z Księgą w Swoim ręku. Żaden człowiek w niebie ani na ziemi nie był godzien, albo nie był nawet w stanie, zajrzeć do tej Księgi lub zerwać jej pieczęcie, którymi była zapieczętowana. Ten Baranek, który był zabity od założenia świata, podszedł, wziął to z Jego ręki, otworzył te pieczęcie i uwolnił te Słowa dla ludzi.
23
Ojcze, modlimy się dzisiaj, żeby Jego Duch Święty uwolnił nasze serca od każdej ciemności, nasze języki od wszelkiego zła. Przebacz wszystkie nasze grzechy, weź całą ciemność i wstąp do naszych serc tego poranku.
Boże, błogosław szczególnie te małe dzieci, kiedy siedzą tu tego poranku, ze swoimi wspaniałymi matkami. Boże, jakże dziękujemy ci za macierzyństwo, za prawdziwe kobiety. W pośrodku tej ciemności, bałwochwalstwa, brudu i demoralizacji tego świata wciąż jednak mamy prawdziwe matki. Jakże Ci za nie dziękujemy. Starsze czy młodsze, obojętnie, dziękujemy Tobie za prawdziwe macierzyństwo. Modlimy się Panie, byś je błogosławił.
Tego poranku siedzi tu wiele naszych braci i sióstr, którzy noszą białe róże lub białe goździki, jakieś kwiaty. One oznaczają, że ich droga, poświęcona matka przeszła już przez tę zasłonę na drugą stronę. One nie umarły, lecz żyją na zawsze. Pewnego dnia oni też przyjdą w dół tej rzeki, a tam zobaczą je po drugiej stronie. Wielu nosi czerwone róże, co oznacza, że ich matki są wciąż tutaj. Dziękujemy Ci za to.
Modlę się, byś nas błogosławił, kiedy studiujemy Twoje Słowo, bo prosimy o to w imieniu Chrystusa. Amen.
24
Niech was Bóg błogosławi. Dziś rano rozpoczniemy bezpośrednio od Słowa. Cóż, przed rozpoczęciem tej historii, myślałem sobie o matkach i małych dzieciach... One będą mnie prawdopodobnie dobrze słyszały, bo ta mała rzecz tutaj ma dużą siłę głosu. Mam zamiar udramatyzować pewną historię, bo zauważyłem na moich zgromadzeniach, że taki sposób o wiele bardziej pomaga w zrozumieniu. Czy też tak myślicie? Ci mali zrozumieją to lepiej. Patrzę na tych kilku małych, jasnookich chłopców siedzących tutaj, którzy mnie teraz obserwują. Oni wkrótce będą mężczyznami, jeśli będzie jakieś jutro.
25
Zanim przedstawimy jakiś dramat lub cokolwiek w zborze, wszystko to musi być ugruntowane na Biblii. Amen. Fundamentem musi być Biblia. Najpierw zwróćmy się do Ewangelii Mateusza, 16. rozdziału, 25. wersetu. Przeczytamy te wersety. Najpierw je przeczytamy i przygotujemy się, póki nie ma tych małych. Czytamy z Mateusza 16, 25.
Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je,
a kto by utracił życie swoje dla Mnie, odnajdzie je.
To jest bardzo ważne miejsce Pisma. Przeczytajmy to wszyscy razem. Co na to powiecie? Każdy, małe dzieci i wszyscy, teraz razem. [Brat Branham i zgromadzenie czytają razem to miejsce Pisma — uw. wyd.].
Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je,
a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je.
26
Wy wiecie, chłopcy i dziewczynki, i ja wiem, że dorosłym będzie się to tak samo podobało jak i dzieciom. Pismo jest tak ważne. A niektóre miejsca Pisma są tak ważne, że Bóg umieścił je we wszystkich czterech Ewangeliach: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Ale to miejsce jest tak ważne, że On umieścił je sześć razy w Ewangeliach. Sześć razy wyszło to z ust Jezusa.
27
Przejdźmy do Marka i zwróćmy się do 8. rozdziału. Marek, zacznijmy od 34. wersetu. Przeczytam to. A chcę, byście także tutaj zauważyli małą kontynuację tego, co Jezus powiedział. Pamiętajcie, On to umieścił sześć razy w Ewangeliach, żeby to było pewne. Aby otrzymać świadectwo wystarczy dwóch świadków, a On umieścił to tam trzy razy (widzicie?), aby to na pewno zapamiętać.
A przywoławszy lud wraz z uczniami swoimi, rzekł im:
Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze
samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje Mnie.
Jeden z tłumaczy podał to tak: „Weźmie krzyż swój i naśladuje Mnie, każdego dnia”. Teraz 35. werset. Posłuchajcie.
Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto
by utracił duszę swoją dla Mnie i dla ewangelii, zachowa ją.
Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat
pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?
Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją?
28
Weźmy 35. werset i zacytujmy go razem. W porządku. Teraz powiedzmy go razem. Weźmy Marka 8, 16 i powiedzmy to razem. Marek 8, 16, bardzo przepraszam, Marek 8, 16—35. Nie, wciąż jeszcze źle. Marek 8 (przepraszam), Marek, Ewangelia Marka 8. rozdział 35. werset. Teraz spróbujmy. Marek 8. rozdział, 35. werset. Teraz to mamy. Czytajmy to. [Brat Branham i zgromadzenie czytają razem to miejsce Pisma — uw. wyd.]. Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla Mnie i dla ewangelii... zachowa ją.
29
Czy to nie jest cudowne? Teraz zaczniemy naszą krótką historię, a kiedy małe dzieci przyjdą, to zajmą swoje miejsca. Niech odźwierni uważają na nie, by je uciszyć, podczas kiedy będziemy przedkładać naszą historię. Tego poranku przedstawimy to w formie dramatu. A ja, wiele razy, tutaj parę dni temu, ja...
Myślę, że brat i siostra Wood byli ze mną na ostatnim zgromadzeniu. Przemawiałem na śniadaniu Chrześcijańskich Biznesmenów. Przedstawiłem mały dramat o Zacheuszu na drzewie sykomory. On wziął pojemnik na śmieci, kiedy Jezus tamtędy przechodził, wiecie ( ja to udramatyzowałem), aby wejść na drzewo, by widzieć Jezusa. Ten biznesmen, siedział na drzewie, wiecie, aby ukryć się przed Jezusem. A Jezus nie wiedział, gdzie on jest, tak jakby nie wiedział, rozumiecie. Potem ten biznesmen rzekł: „Mówią mi, że ten człowiek zna różne rzeczy i może je przepowiadać i wiedział, gdzie ta ryba miała... Ja w to nie wierzę”. A Jezus przechodził pod tym drzewem. A tamten powiedział: „Ach, On nie może mnie zobaczyć, przecież siedzę sobie na drzewie”.
Jezus zatrzymał się, popatrzył w górę i rzekł: „Zacheuszu, zejdź na dół”. Nie tylko wiedział, że był tam u góry, ale wiedział też, kim on był.
Myślę więc, że taki mały dramat czasami pomaga zarówno dorosłym, starszym chłopcom i dziewczynom jak i młodym.
30
Może zapytacie potem: „Bracie Branham, skąd masz te informacje o tych imionach i charakterach?”. Niektóre z nich pomógł mi zebrać mój dobry przyjaciel, brat Booth—Clibborn. A inne mam od Josephusa, tego wielkiego historyka, a jeszcze inne z książek historycznych, które czytałem o tych wydarzeniach, i tak dalej. W taki właśnie sposób uzyskałem informacje, z których będziemy korzystać w tym dramacie tego poranku, bo to...
31
Widzę, że nasi mali właśnie teraz wchodzą, aby posłuchać tej historii, którą zamierzamy opowiedzieć. Teraz, mali chłopcy i dziewczynki, jeśli chcecie, tylu, ilu was chce, podejdźcie tu do przodu. Mamy pięć lub sześć wolnych miejsc. Jeśli przyjdziecie tu do przodu, to będziemy zadowoleni. Wchodzicie w samą porę tutaj na ten mały dramat.
Tak więc, w ten sposób zdobyłem te informacje, tak je znalazłem. Ktoś mógłby roztrząsać to i powiedzieć: „Cóż, nigdy nie czytałem tej części Biblii”. Gdybyś nawet nie czytał, to historia to zapisała. Widzicie? To jest ciągle ta sama historia, tylko podana w formie małego dramatu.
32
A więc tak to jest. To jest to. Czy to jest twój mały braciszek? Och, on z pewnością jest do ciebie podobny. On jest fajnym chłopcem. Możesz mu to powiedzieć. W porządku.
Czy chcesz przyjść do przodu i usiąść tutaj? Tu są dwie lub trzy małe dziewczynki. Och, to jest po prostu świetne. Teraz, chcę... Ta historia, tego poranku, jest dla małych chłopców i dziewczynek. Pani Collins, myślę, że to ty tam siedzisz z jakąś inną małą siostrą. Kochanie, idź i usiądź tam. Tak, myślę, że tam znajdzie się miejsce, jeśli ta pani posunie swoją torebkę. I może... Tam, tam jest parę wolnych miejsc.
Chcę, by wszyscy ci mali chłopcy i dziewczynki usiedli tu z przodu, abym mógł do nich mówić. Mamy tu trochę krzeseł. Widzimy, że przynieśliście kilka. Tak. Niektórzy z nich pomogą nam tutaj, bo chcemy, by to było dla tych małych chłopców i dziewczynek. Ojej. Czy to w porządku? Teraz, kiedy... Myślę, że potrzeba trochę więcej, bracie Neville. Teraz jest tak jak trzeba.
Ile jest tu matek? Podnieście ręce. O, to wspaniale. Teraz, to jest w porządku.
33
Jeśli, wy, małe dziewczynki tam z tyły, chcecie tu przyjść do przodu, to przyjdźcie od razu, jeśli jesteście na tyle duże, by nie być z mamusią. Jeśli mama chce cię przyprowadzić, to powiedz jej, by zaraz przyszła. To jest też dla twojej mamusi. W porządku.
Mówię wam dzieci, przeczytamy tylko ten werset. Czy chcielibyście go ze mną zacytować? Czy wy wszyscy go ze mną zacytujecie? To, o czym będziemy mówić, znajduje się w Ew. Mateusza 16. rozdział, 25. werset. Teraz, te małe... Tego poranku każdy mały chłopczyk i dziewczynka zacytuje to teraz ze mną. Powiedzcie: „Św. Mateusz”. [Chłopcy i dziewczynki mówią: „Św. Mateusz” — uw. wyd.], „16. rozdział” [„16. rozdział”], „25. werset” [„25. werset]. Teraz cytujcie ze mną. „Bo kto by chciał życie swoje zachować” [ „Bo kto by chciał życie swoje zachować”], „utraci je” [„utraci je”] „a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je” [„a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je”]. Jeszcze raz. „Kto” [„Kto”] „by utracił swoje życie” [„by utracił swoje życie”] „dla mnie” [„dla mnie”] „odnajdzie je” [„odnajdzie je”]. Wspaniale.
34
Wiecie co, chłopcy i dziewczynki? Jest wiele rzeczy na świecie, które są naprawdę drogocenne. A jedną z tych rzeczy macie dzisiaj ze sobą, to jest dusza wewnątrz tego ciała. A to jest najbardziej drogocenna rzecz na całym świecie, którą macie. Matki, czy to prawda? Powiedzcie: „Amen”. [Matki mówią: „Amen” — uw. wyd.]. Najbardziej wartościową rzeczą, którą macie, jest wasza dusza. A teraz, kiedy zachowasz swoją duszę, to wtedy ją utracisz. A jeżeli utracisz swoją duszę, wtedy ją zachowasz, jeśli stracisz ją dla Jezusa. Widzicie? Innymi słowy, jeżeli uwierzysz Jezusowi, to wtedy zostajesz jego uczniem. Potem, kiedy oddasz swoje życie Jezusowi w tak młodym wieku, potem idziesz... On ciebie wybawi, dając wieczne życie. Ale, jeżeli chcesz je zachować, wtedy je utracisz. Tak, utracisz je. Jeśli chcesz się zachowywać tak jak ci inni chłopcy i dziewczynki, wychodzić i robić to co oni czynią, wtedy to utracisz. Jednak jeśli chcesz oddać swoje życie Jezusowi, wtedy zachowasz je na zawsze.
35
Zapamiętajcie to teraz, że najbardziej wartościową rzeczą na całym świecie, którą posiadacie, jest wasza mała dusza. Kiedy zachowasz życie dla siebie, utracisz je. Jeśli oddasz je Jezusowi, zachowasz je. Czy możecie to ze mną powiedzieć? Jeśli... Powiedzcie: „Jeśli je zachowam,” [chłopcy i dziewczynki mówią: „Jeśli je zachowam”] „utracę je” [„utracę je”], „a jeśli oddam je Jezusowi” [„a jeśli oddam je Jezusowi”], „zachowam je” [„zachowam je”]. O to chodzi. Teraz to macie. Czy to nie jest...
Wszystkie matki, które uważają, że to było dobre, niech powiedzą: „amen”. [Matki mówią: „amen!”]. Och, fajnie. To dobrze.
Teraz, widzicie, jest jedna rzecz, którą możesz uczynić. Cóż, idźcie dalej. Jeśli oni chcą w taki sposób się zachowywać i mają pragnienie za światem... Jeśli dziewczynki i chłopcy chcą chodzić tam, robić różne rzeczy, opowiadać jakieś pogłoski, mówić złe rzeczy, oszukiwać, kraść, robić złe rzeczy, odpisywać zadanie w szkole i różne inne sprawy, wy idźcie dalej. Oni to utracili. Oni to utracili. Ale jeśli oddadzą to Jezusowi, oni nie będą już tak postępować i zachowają życie. Tak chcecie czynić. Nieprawdaż?
36
Teraz rozpoczniemy naszą małą opowieść. To jest naszym fundamentem, pamiętajcie. Zacznijmy teraz naszą małą historię. Dorośli, ojcowie i matki, wy teraz też słuchajcie. Szczególnie ojcowie i matki. Zaczynamy. Czy lubicie krótkie historie? Czy tak? Ja po prostu je miłuję, szczególnie teraz... Czytacie wiele historii, które nie polegają na prawdzie. Jednak ta historia jest prawdą. Każde Słowo jest absolutną prawdą. To jest w Bożej Biblii, więc to musi być prawdą (widzicie?), bo to jest Boże Słowo. Boże Słowo jest prawdą.
37
— Wiesz, jestem taki zmęczony. Jestem tak zmęczony, że chyba umrę — rzekł Amram. — Cóż, czemu nie pójdziesz na górę do łóżka? Połóż się tam na łóżku polowym, tej sofie, i śpij — powiedziała Jochebed.
— Ale, och, ja jestem taki zmęczony. Kochanie, gdybyś widziała to, co ja dzisiaj widziałem, och, jestem... Co... Nie będę nawet jadł kolacji. To co dzisiaj widziałem, było okropne.
— Co takiego widziałeś?
— Nie mogę ci powiedzieć, póki są tu dzieci, bo to jest tak straszne. Och, to było przykre. — Więc, cóż takiego zobaczyłeś?
— Pójdę tam na górę i na chwilę się położę. Potem, po kolacji, kiedy położysz dzieci, powiem ci, co się dzisiaj stało. — W porządku — odpowiedziała.
Więc poszedł na górę i położył się.
„Och, jestem taki zmęczony — pomyślał.
Wiecie, jaki jest tatuś, kiedy jest zmęczony, naprawdę zmęczony.
38
Po chwili, mała, jasnooka dziewczynka zaczęła biegać wokół i mówić trochę za głośno.
— Pst, nie rób tak. Obudzisz tatusia. On jest taki zmęczony, że chciałby umrzeć. Nie chciałby już dłużej żyć. Kiedy tatuś jest taki zmęczony, powinniśmy pozwolić mu pospać przez chwilę. Nie budź go.
I mała Miriam usiadła sobie i była naprawdę cicho.
Po chwili Jochebed miała już gotową kolację, więc weszła na górę i zawołała:
— Amram?
— Tak, Jochebed, kochanie, już idę.
Zeszli na dół i zjedli dobrą kolację.
39
Kiedy zjedli, mama posprzątała i położyła spać tego małego chłopca i dziewczynkę.
Potem poszli do pokoju, ona i jej mąż, i usiedli sobie.
— A więc co takiego dzisiaj widziałeś, Amram, że byłeś taki wstrząśnięty i nie chciałeś już więcej żyć?
— Och, kochanie, ja tego po prostu nie potrafię zrozumieć — powiedział. — Widziałem... To jest... Cóż, my to widzimy każdego dnia, ale dzisiaj to było naprawdę szczególne. Zobaczyłem najokropniejszą scenę, jaką kiedykolwiek widziałem. Nasi biedni chłopcy, niektórzy z nich nie mają nawet dwunastu lat, muszą ciągnąć ten duży, stary wóz ze sznurami zawiązanymi wokół szyi. Tamte biedne małe dzieciaki ciągnęły tak, że już więcej nie mogły. Ciągnęły po takiej wielkiej pochyłości te ciężkie kamienie i nie mogły już iść dalej. Po chwili ten wóz zaczął skrzypieć i jechał naprawdę wolno, aż w końcu się zatrzymał. Podbiegł jakiś szalony mężczyzna i krzyczał: 'Dlaczego zatrzymaliście ten wóz?'. Łup! Smagał ich tymi skręconymi biczami, a krew ściekała po ich plecach. Te dzieci kurczowo trzymały się tych sznurów i płakały. Och, Jochebed. Co możemy uczynić, mamo? Jesteśmy Bożym ludem. Bóg nas błogosławił. Jesteśmy dziećmi Abrahama, Izaaka i Jakuba. Dlaczego musimy tu być niewolnikami i wykonywać te prace? Och, to było okropne, jak ci chłopcy płakali. Och, Jochebed, modlę się, modlę i modlę, a wygląda na to, jakby Bóg nawet mnie nie słyszał. Modlę się i modlę, a wygląda to tak, jakby Bóg puszczał to mimo uszu, jakby mnie w ogóle nie słyszał. Wydaje się, że Bóg już się więcej nie troszczy.
— Popatrz Amramie — powiedziała — to nie pasuje do ciebie. Ty jesteś prawdziwym ojcem i... To, co mówisz, nie pasuje do ciebie. Ty zawsze nas zachęcałeś. Mówiłeś, żebyśmy mieli wiarę w Boga.
— Ale kochanie, tyle się modlę, a Bóg ciągle mnie nie wysłuchuje. Wydaje się, że to staje się cały czas gorsze. Im więcej się modlę, tym jest gorzej.
40
Mali chłopcy i dziewczynki, czy Bóg słyszy modlitwy? Powiedzcie: „On słyszy modlitwy”. Czy Bóg odpowiada na modlitwy? Tak. Czy On odpowiada bardzo szybko? Nie zawsze, prawda? Nie. Czasami On sprawia, że musimy czekać. Czy to prawda? Ale Bóg odpowiada na modlitwy. Czy tak? Kiedy wszystko toczy się źle, to nie jest znakiem, byśmy przestali się modlić. Po prostu modlimy się pomimo wszystko. Czyż nie? To prawda. Odpowiedzieliście prawidłowo. Bóg odpowiada na modlitwy. Powiedzmy to razem. [Brat Branham i zgromadzenie mówią: „Bóg odpowiada na modlitwy” — uw. wyd.]. Tak. On i tak odpowiada, bez względu na okoliczności. W porządku.
— Cóż, czy znowu idziesz na górę, by się modlić?
— Tak — powiedział.
Ojciec miał sekretny pokój na strychu, gdzie chodził się modlić. A więc tego wieczoru on tam idzie, klęka w kącie.
— Jochebed — powiedział — idźcie spać, ty i dzieci. Nie przeszkadzajcie mi. Być może będę się dziś modlił całą noc.
41
Więc teraz on klęka i modli się i modli. Widzę jak podnosi swoje ręce i mówi: „O Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba, pamiętaj, co obiecałeś Twojemu ludowi. Jesteśmy tu w dole w Egipcie i jesteśmy w niewoli. Och, a nasi okrutni tyrani zmuszają nas, byśmy robili różne rzeczy. Biją nas. Nasi biedni ludzie są rozbierani do naga, a oni biją nas biczami. My jesteśmy twoim ludem. O Boże, Ty z pewnością słyszysz modlitwy i odpowiadasz na nie. Modlę się i modlę, a wydaje się, jakbyś mi nawet nie odpowiadał. Ale ja wierzę, że Ty jesteś Bogiem i w końcu odpowiesz na modlitwy”. Modlił się tak prawie całą noc.
42
Następnego poranku, około trzeciej lub czwartej, on schodzi na dół, rozgląda się, a tam jest jego śliczna, mała żona, mała Jochebed. Leżała tam w łóżku, usypiając. Mały Aaron i Miriam byli już otuleni w łóżku, a byli tak śpiący jak susły, więc w mig zasnęli. W porządku. On powiedział do niej... Ona rzekła:
— Jest już tak późno, a ty dopiero przychodzisz?
— Tak, modliłem się całą noc.
Jego oczy były mokre od łez, bo płakał za swoim ludem.
— Spójrz, Amram — powiedziała — ty nie powinieneś tak się tym przejmować.
— Posłuchaj, kochanie. To jest w porządku. Ale teraz popatrz, ty masz dwoje dzieci do wychowania. To brzemię zostało na mnie nałożone. Jeżeli ktoś nie będzie się modlił za naszych biednych ludzi, co się z nimi stanie? Co się stanie, jeśli ktoś nie będzie miał tych ludzi na sercu? Ktoś musi się modlić.
— Cóż, Amram — powiedziała — ale to brzemię nie jest całe twoje.
— Może nie, ale i tak będę się modlił przez cały czas.
43
Tego dnia on znowu idzie do pracy, jak każdego innego dnia. Przychodzi i znów odchodzi, ciągle ten sam trud... A miał ciężką pracę. On musiał... Oni wlewali zaprawę murarską do olbrzymich form, a on musiał stać przy tym wielkim piecu. Kiedy go otworzyli, och, to okropne ciepło prawie przypalało mu skórę. On tam wpychał te cegły i je wypalał. One służyły do budowy wielkich dróg, wysokich wież dla bożków i takich podobnych rzeczy. I wyglądało, jakby ten prawdziwy chrześcijanin pracował tam dla wroga... On był niewolnikiem, był w niewoli. On to musiał robić.
Każdego wieczoru, kiedy przychodził do domu, modlił się. Szedł do góry po schodach i modlił się, i modlił. Schodził z powrotem w dół, a nie było lepiej, ale ciągle gorzej.
44
Któregoś dnia w pracy usłyszał pewną pogłoskę. Zapytał:
— Co to? Co się dzieje? Powiedzcie mi.
Jeden szeptał do drugiego. Zanim skończył się dzień, już wszyscy w kraju wiedzieli, co ma się wydarzyć.
O co chodziło? Tego wieczoru miało odbyć się posiedzenie rady. Stary Faraon, ten stary, podły król, miał zwołać razem wszystkich swoich ludzi na wielką naradę. Oni mieli mieć tę wielką naradę.
45
Kiedy tego wieczoru Amram przyszedł do domu, był zupełnie załamany. Kiedy wchodził, jego żona powiedziała:
— Amram, kochanie — Ona spotkała się z nim w drzwiach, ucałowała go i rzekła — Mam naprawdę dobrą ciepłą kolację. Kochanie, ty jesteś taki blady. Co się stało?
— Och, Jochebed, gdybyś tylko wiedziała, co się dzieje. Jest gorzej niż kiedykolwiek.
— Co?
— Ciii... nie mogę tego powiedzieć, póki tu są dzieci. Poczekaj. Po kolacji ci o tym opowiem.
— Dobrze.
Przygotowała i podała kolację. Położyła wszystkie dzieci do łóżka.
A potem poszli. On rzekł:
— Jochebed, chcę ci coś powiedzieć. Dzieje się jedna z najstraszniejszych rzeczy.
— Co takiego?
— Oni będą się znowu naradzać tego wieczoru. Kiedy się naradzą, to włożą jakieś inne brzemiona na nasz lud.
46
Przenieśmy się teraz na chwilę do królewskiego pałacu. Król Faraon zgromadził ich wszystkich razem i przemówił:
— No tak, co się z wami dzieje, wy wszyscy generałowie? Wydaję rozkazy, a nadal wzrasta liczba tego ludu. Co się dzieje? Czy nie możemy tego powstrzymać? Pewnego razu wtargnie tu jakaś inna armia, a nasi wrogowie z Goszen, ci Izraelici, przyłączą się do tej armii i pokonają nas. Nasza wielka gospodarka załamie się, nasze wielkie królestwo zostanie zniszczone. Oni nas pokonają. Co się z wami dzieje? Niech ktoś się wypowie. Czy nie macie nic do powiedzenia?
Och, on był podły i nieuczciwy. Wszyscy generałowie trzęśli się ze strachu.
Jeden z nich powstał i rzekł:
— Niech żyje faraon.
— Mów, co chcesz powiedzieć.
— Niech żyje król. Wasza wysokość, życzyłbym sobie, abyś włożył na ten lud więcej brzemion.
— Ty tępaku, przecież już i tak włożyliście mnóstwo brzemion na ten lud, a oni wciąż się rozmnażają. Czemu, ty... Jeżeli masz tylko taki pomysł, to zachowaj go dla siebie.
Och, on był ostry.
47
Po chwili powstał inny człowiek z szerokim uśmiechem na twarzy jak diabeł.
— Niech żyje faraon — powiedział. — Mam pewien pomysł.
— No, mów. Nie stój tam tak.
— Powiem wam, co możecie zrobić. Wiecie, że ci ludzie rozmnażają się tak szybko.
— Tak, to prawda.
— Niektórzy z nich mają czternaścioro dzieci, a czasami aż dwadzieścia. A nasi ludzie nie mają czasem nawet jednego. Oni się tak szybko rozmnażają, że niebawem pokryją całą tę ziemię.
Widzicie, Bóg coś czynił. Bóg zawsze mydli diabłu oczy. Widzicie? Czy tak? On wie, co czyni. Widzicie? Wszystkie te kobiety miały dużo dzieci.
48
— Niech żyje król. Cóż, powiem wam, o co chodzi. Za każdym razem, kiedy kobieta urodzi małego chłopca... Poszukajcie w kraju kilka kobiet, które nie są matkami (widzicie?), takie, które nigdy nie miały dzieci, nie chcą ich mieć i nie miłują ich, te stare, długonose czarownice (widzicie?), im dłuższy nos tym lepiej. Takie ze starymi, długimi palcami i pomalowanymi twarzami. Takich szukajcie. One nie wiedzą, czym jest matczyna miłość. Więc potem, kiedy urodzi się mały chłopiec, niech go wezmą i wyniosą, uderzą jego głową o ścianę i w takim stanie wrzucą go z powrotem matce do domu. Albo niech wrzucą go do głębokiej studni. Och, a jeszcze lepiej, niech wezmą go, zwiążą mu ręce i nogi i rzucą go krokodylom na pożarcie. W taki sposób to załatwimy. Wtedy już nie będą się tak bardzo rozmnażać, bo nie będzie już więcej mężczyzn. Zabijajcie wszystkich małych chłopców.
— Och — rzekł faraon — to jest dobre. To jest dobry pomysł.
Patrzcie, jaki jest diabeł? On był podły, prawda?
— Tak będziemy czynić. Ty, weź... Masz... Ty miałeś ten pomysł, więc uczynię cię nadzorcą. Idź i znajdź takie kobiety, o których wiesz, że nigdy nie były matkami i nie miłują dzieci. A one... One...
Widzicie, trzeba być matką, by miłować dziecko. Czy pamiętacie, jak kochała was wasza mama? Więc teraz, patrzcie, matka kocha małe dzieci.
49
— Musisz znaleźć kogoś, kto nie miał dzieci i nie chciał ich, po prostu takie naprawdę stare, podłe kobiety — rzekł. — Ustanów je policjantkami. Kiedy je zrobisz policjantkami... Daj im zezwolenie, żeby mogły iść do każdego domu, do którego zechcą i mogły zabrać każde małe dziecko, rozbić jego głowę o ścianę i dać go krokodylom na pożarcie. Każde małe dziecko.
Och, jakie to okrutne. Wiecie, co potem zrobili?
— W porządku, to jest dobre.
50
Następnego dnia w pracy Amram usłyszał wydany dekret.
I, och, on idzie do domu.
— Jochebed, och kochanie, chcę ci coś powiedzieć. Czy wiesz, o czym mówi ten nowy dekret? O zabijaniu wszystkich małych chłopców.
Potem opowiedział jej o tym.
— Och, ja już tego nie mogę wytrzymać.
I znów poszedł po schodach na górę, by się modlić. Tej nocy modlił się tak, jak nigdy wcześniej.
Czy mamy nie ustawać w modlitwie? O, tak, módlmy się dalej. Czy to prawda? Po prostu módl się, nieważne co się dzieje. Módl się dalej.
Wiemy, że on modlił się całą noc. „O Boże, bądź miłościw. Pomóż, Boże. Modlimy się, abyś nam pomógł w jakiś sposób”. Zszedł w dół, gdy już prawie świtało.
51
Och, jaki krzyk rozlegał się w całym kraju dzień po dniu. Każdego dnia można było słyszeć na ulicach krzyczące matki. Tamte kobiety brały z ich ramion te małe dzieci lub raczej tych maleńkich chłopaczków. Te stare czarownice wchodziły tam, brały je za nogi i uderzały nimi o ścianę, zabijały i rzucały krokodylom. Te biedne matki padały na kolana i wołały: „Och, nie zabieraj mojego dziecka. Nie bierz mojego dziecka”. Och, jaki one miały czas.
52
Wiecie, jak matka kocha małe dzieci, znacie ten sposób, w który ona naciska mu na podbródek. Pamiętacie jak mama się wami zajmowała, myła was, całowała i mówiła, jacy jesteście piękni. Potem kładła was wieczorem do łóżka. Jeśli byłbyś... Kiedy były otwarte drzwi i był tam mały przeciąg lub coś takiego, ojej, ona biegła bardzo szybko, by zamknąć drzwi i przykryć to małe dziecko. Wiecie, ona to wszystko znosiła. Ona ciebie kochała. Widzicie? Ona was miłowała. Ona kochała te bezradne maleństwo, które dał jej Bóg. Ono było bezsilne i nie mogło sobie pomóc, więc ona miłowała to małe dziecko. Ona go po prostu całowała i bawiła się z nim, ponieważ była prawdziwą matką. Widzicie?
53
Ale te stare kobiety, które zabijały dzieci, one nie wiedziały, co to jest matczyna miłość. One nie były matkami. One myślały tylko o rzeczach tego świata, tylko to zaprzątało ich umysły. A więc wchodziły tam i zabijały te dzieci. Jesteście zbyt młodzi, by o tym wiedzieć, ale to ciągle ma miejsce. To prawda. Wy dorośli wiecie, o czym mówię. W porządku. Zbyt wiele z tego... Och, mówicie: „Nie brałbym...”. Jednak problem aborcji to ta sama rzecz. Dobrze, zobaczcie, one nie wiedzą, co to jest miłość matki. Wiecie, o co mi chodzi, kiedy mówię prawdziwe matki? Tak jest. Żadnej różnicy, to jest ten sam diabeł... Więc potem, tylko pomyślcie o tysiącach i tysiącach, i tysiącach rocznie. Jest tak źle, jak było w Egipcie lub gorzej. A tam...
One tam wchodziły, a nie miały matczynej miłości, więc brały te małe dzieci i zabijały je. Było gorzej i gorzej. A pewnego dnia rozniosła się pogłoska, że planują następne spotkanie.
54
Faraon zwołał wszystkich swoich doradców razem i powiedział:
— W porządku, oni wciąż się rozmnażają. Co teraz zrobimy?
Ten sam stary, przebiegły, wygadany facet, z twarzą jak diabeł, powstał i powiedział:
— Niech żyje faraon. Mam pomysł. Patrzcie, ci mężczyźni pracują. Wielu z nich zostało spalonych w piecach do wyrobu cegieł, gdy znoszono ich każdego dnia ze ścierniska. Zabiliście te małe dzieci, ale oni wciąż się rozmnażają. To co powinniście uczynić, to nakazać pracować także kobietom. Jeśli kobiety będą pracować, wtedy nie będą...
To nie jest miejsce matki. Nie. Więc on rzekł:
— Każcie pracować kobietom. Dajcie je tam, niech też wypalają cegły. Wtedy będą takie zmęczone, że kiedy przyjdą do domu, nie będą w stanie ugotować mężom kolacji. One już nie będą mogły być dobrymi matkami. Rozumiecie? A więc, kiedy one będą pracować, wtedy nie będą potrafiły robić innych rzeczy. Tak więc każcie im także pracować.
— To jest dobre. Ty jesteś mądrym człowiekiem.
A więc nakazał wszystkim kobietom iść do pracy.
55
Wieczorem stary, biedny Amram przychodzi do domu i mówi:
— Och, Jochebed, nie wiem już co zrobić. Oni nakazali pracować wszystkim kobietom. Mówię ci, och, nie wiem co robić. My jesteśmy po prostu... Jesteśmy niewolnikami i jest z nami coraz gorzej. Przewiduję, że jeśli Bóg kiedykolwiek coś dla nas uczyni, to będzie to dopiero po naszej śmierci.
Bóg nie czeka w taki sposób, prawda? Nie. Bóg po prostu czasami nas obserwuje, nieprawdaż? W porządku.
Więc tego wieczoru on mówi:
— Idę na górę modlić się jak nigdy wcześniej.
W taki sposób trzeba się modlić. Czy tak? Modlić się jak nigdy wcześniej, naprawdę zabrać się do rzeczy! Zobaczcie, nie wystarczy, jeśli tylko pójdziecie na górę i powiecie: „Panie błogosław tego, tego i tamtego”. Wtedy Bóg nie przywiązuje do tego zbyt wielkiej uwagi. Ale jeśli się rzeczywiście zabierzesz do rzeczy... Kiedy wy, mali chłopcy i dziewczynki, modlicie się, podejdźcie do tego poważnie. Czy to robicie odnośnie szkolnych spraw? Czy to pomaga... Czy prosicie Boga, by wam pomógł w szkole? Czy kiedy macie iść do szkoły, a nie macie za dobrych ocen, mówicie: „Boże, czy nie zechciałbyś mi pomóc?”.
56
Czy modlicie się? Ilu małych chłopców i dziewczynek modli się? Chciałbym widzieć wasze ręce. Och, dobrze. To jest dobre. Czy macie takie odosobnione miejsce, gdzie możecie się modlić, gdzie nawet mama i tata was nie widzą? Czy modlicie się w ten sposób? Nie modlicie się tak? Miejcie takie małe miejsce, do którego wejdziecie i będziecie się modlić, mówić waszą małą modlitwę. Czy modlicie się za każdym razem przed pójściem do łóżka? Czy modlicie się także o poranku, kochani? To jest dobre. Ilu jeszcze innych małych chłopców i dziewczynek w tym budynku modli się, podnieście swoje ręce. Och, czy to nie jest miłe? Cóż, to jest dobre. To pokazuje, że macie prawdziwe matki i prawdziwych tatusiów, którzy uczą was tych rzeczy. Kiedy naprawdę macie potrzebę, to lepiej módlcie się szczerze, czy tak?
57
A więc ten niewysoki Amram szedł po schodach na górę. Och, jej. On nie chciał żadnej kolacji.
— Jest zbyt źle — powiedział. — Moja...
— Och, ty musisz zjeść kolację tato.
— Ja po prostu nie mogę, Jochebed. Po prostu nie mogę. Ja...
— Och — powiedziała — ale ty tracisz na wadze, jesteś nerwowy, blady i wymiotujesz.
— Och, ja nie wiem, co mam czynić — rzekł. — Kochanie, jeśli ktoś nie będzie miał na sercu tego ludu, jeżeli ktoś nie będzie się za nim modlił, co wtedy zrobimy? Z nami jest coraz gorzej. Z pewnością przyjdzie czas, że Bóg usłyszy.
Tak, to jest prawda. To jest prawda. Bóg usłyszy. Zabierz się za to i trwaj w tym.
58
Och, tym razem on wychodzi na górę jakoś inaczej. Klęka, podnosi swoje ręce do góry.
— Boże, mówię do ciebie — krzyczy.
Amen. On się naprawdę zabrał...
— Boże, ty masz uszy i potrafisz usłyszeć. Ty masz oczy i potrafisz widzieć. Ty masz pamięć, ty znasz swoje Słowo. Ty znasz swoje obietnice. Błagam cię, Boże, spójrz w dół, Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba. Twój lud cierpi i umiera. Uczyń coś dla nas, Boże. Potrzebujemy Ciebie teraz. Potrzebujemy Ciebie, bo inaczej zginiemy. Musimy Ciebie mieć. Po prostu musimy, jeśli mamy żyć.
To jest prawdziwa modlitwa. Och, on się modlił.
59
Wiecie, czasami ludzie, kiedy się modlą, stają się zmęczeni. Czy tak, mamo i tato? Och, oni są tacy zmęczeni. Brat Branham czasami też jest taki zmęczony, że kiedy modlę się długo, to prawie mdleję, po prostu mdleję. Bez jedzenia i tych spraw przez parę dni modlę się i modlę, głoszę. Po prostu dochodzę do takiego miejsca, że prawie mdleję. A czasami ludzie dochodzą do takiego stanu. To nie jest czas, aby się poddać. Nie przestawaj. Bóg odpowie. Tak, panowie. Trzymaj się tego. Tak, panowie.
60
Tak więc on idzie w górę po tych małych, starych, skrzypiących schodach. Widzę Jochebed przechodzącą obok i mówiącą:
— Och, Amram, nie. Kochanie, wierzę...
— Jochebed, spójrz, ty jesteś miłą, śliczną...
Ona była piękną, śliczną, młodą matką. Idąc do góry, pogłaskał ją i rzekł:
— Teraz mamo idź i połóż Aarona i małą Miriam spać. Ja idę tam się modlić. Jeśli będziesz słyszała mój płacz, nie przychodź na górę.
— Cóż, ale, Amram, co zamierzasz zrobić, kochanie? Ty ledwo żyjesz.
61
— Zgadza się, lecz ja mam brzemię tego ludu na moim sercu. Muszę coś uczynić. Muszę pozostać na kolanach. Tak więc cały ten lud... Dzisiaj, zaledwie dzisiaj, byłem tam przy tym stosie cegieł i mówiłem: „Cóż, dzieci, Bóg usłyszy”. A jeden duży, starszy człowiek podszedł, oparł ręce na biodrach i rzekł: „Kiedy on usłyszy, kiedy?”. Patrz, jak ludzie stają się zgorzkniali? Oni obracają się przeciwko Bogu, bo modlą się i modlą, a nic się nie dzieje. A tamten też modli się i modli i nic się nie dzieje. Wszyscy kapłani mówią: „Dni cudów przeminęły, jedyną rzeczą, którą możemy czynić, to podporządkować się naszym starym tyranom, którzy oddają cześć poganom lub raczej pogańskim bogom itd... Cóż innego możemy zrobić?”. Ale ja wierzę w Jehowę. Amen. Wierzę, że On wciąż odpowiada na modlitwy.
Czy w to wierzycie? Czy wierzycie? Amen. Wy wszyscy, którzy temu wierzycie, powiedzcie: „Amen”. [Zgromadzenie mówi: „Amen” — uw. wyd.]. Wciąż odpowiada na modlitwy... W porządku.
62
Małe, stare, słabowite ciało, które straciło tyle na wadze, idzie do góry po skrzypiących schodach, idzie tam, klęka i mówi:
— O Jehowo...
On modlił się jak jeszcze nigdy przedtem.
— Jehowo, spójrz tutaj — rzekł. — Ty jesteś prawdziwym Bogiem. Wierzymy, że masz uszy. Wierzymy, że masz oczy. Ty wszystko wiesz. Wierzymy, że jesteś Bogiem Hebrajczyków, a my jesteśmy ludźmi obietnicy. Wierzymy, że dotrzymujesz swojego Słowa. Spójrz na tych pogan, jak oni wykorzystują naszą pracę. Budują wielkie drogi i bożki, i wszystko inne. Jehowo, czy będziesz siedział w niebie i pozwalał tym poganom panować nad nami? Nie wierzę, że tak będziesz czynił. Amen.
63
Wciąż nie wierzę, że On tak czyni. Amen. Kiedy przychodzi diabeł, to Bóg jest wciąż Bogiem. Dobrze. On nie pozwoli diabłu tego czynić. Wierzę, że w tym dniu, kiedy istnieje moda, nonsensy i wszystkie te głupstwa, to Bóg wciąż panuje i On wciąż jest Bogiem. Dobrze. Potrzebujemy takich ludzi jak Amram, którzy mają brzemię na swoim sercu, którzy będą tam stać i będą się modlić, aż niebiosa się otworzą i Bóg zstąpi w dół, odpowiadając na modlitwy. Amen.
— Spójrz tutaj, Boże — rzekł — czy pozwolisz tym poganom, żeby tak wyśmiewali się z Twojego ludu? Minęły tygodnie, miesiące i lata, a my ciągle się modlimy. Zalaliśmy łzami nasze... [Puste miejsce na taśmie — uw. wyd.].
— Boże, czy ty zezwolisz na takie rzeczy?
64
Zastanawiam się dzisiaj, czy kiedy te setki dzieci są wrzucane do rzek i szamb, nie pozwalając im żyć, kiedy dopuszczane są sprawy aborcji i wszystko to inne jest popełniane, o, Jehowo, czy pozwolisz, by to wszystko toczyło się tak dalej? Dzisiaj, kiedy whisky, piwo, nocne życie i wszystko inne napiera. Nawet pulpit stał się tak słaby, że boją się coś powiedzieć na ten temat. Jehowo, czy pozwolisz, by ten nonsens wciąż trwał? On pewnego dnia odpowie. Och, Jego gniew będzie straszny, kiedy On przyjdzie. Tak, panowie. Te kobiety biegające tu i tam, przyprawiające swoje dzieci o śmierć, te popielniczki, do których strząsają popiół i wszystkie te inne sprawy. Ludzie zabierają swoje małe dzieci do tych piwiarni. Te małe dziewczynki i chłopcy, którzy mają po sześć czy osiem lat, siedzą tam, gdzie oni piją i robią takie rzeczy. A w kraju jest to legalne. I to jest w porządku? Och. Myślicie, że Jehowa tego nie widzi? Oni nawet wyśmiewają się z ludzi, którzy są naprawdę w porządku przed Bogiem. To wszystko będzie toczyć się dalej, a oni będą się wyśmiewać. Wytrwaj, po prostu wytrwaj. Jehowa odpowie. W porządku.
65
Posuńmy się trochę dalej. Znajdujemy go tam modlącego się. On jest taki zmęczony, że już prawie się kładzie. Modli się tak długo, aż pada na podłogę. Nie daje już więcej rady, więc ucina sobie małą drzemkę. Obudził się.
„Co się dzieje?” — pomyślał.
Rozgląda się dookoła. Skąd pochodzi to światło? Och. Patrzy. Tam stoi coś w rogu. To był anioł z przepasanym u boku mieczem. Och, znów popatrzył i przetarł oczy. On podciągnął się, aby uklęknąć.
— Panie — powiedział. — Och, och, czego sobie życzysz ode mnie?
66
— Amramie, jestem aniołem Bożym. Zostałem posłany z nieba, aby ci powiedzieć, że Bóg usłyszał twoje modlitwy. Przyszedłem ci oznajmić, że On pośle wam wyzwoliciela. On pamięta o wszystkich Swoich obietnicach.
Widzę teraz tego anioła. Spójrzcie na niego. On wyciąga ten miecz i wskazuje na północ. Amram patrzy.
— Ten miecz jest nakierowany na obiecaną ziemię — mówił dalej. — Obiecałem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, waszym ojcom, że wasz lud odziedziczy tę ziemię. Słyszałem jęki ludzi, płacz dzieci i zstąpiłem na dół. Chcę, byś wiedział Amramie, że będziesz w tym odgrywał wielką rolę, ponieważ byłeś wierny w modlitwie. Byłeś wierny we własnym domu. Za rok o tym czasie, twoja śliczna, młoda żona Jochebed będzie piastowała małego chłopczyka. Ten mały chłopczyk będzie wyzwolicielem. Chwała.
67
— Och, tak. Tak. Och, tak. Tak. Och, On jest taki cudowny.
Spojrzał, a ten anioł zaczął się podnosić. Wyglądało, jakby całe niebo się otwarło i on odszedł z pokoju. Amram czekał chwilę.
— Och, mam nadzieje, że nie zwariowałem — powiedział.
Szybko zszedł na dół.
— Jochebed, Jochebed, szybko.
— Tak, co się stało kochanie?
— Wstawaj.
A księżyc świecił przez okno... ona wyglądała tak pięknie.
— Widziałem właśnie anioła Pańskiego — rzekł — a on mi powiedział wszystkie te rzeczy.
— Jak on wyglądał? — zapytała ta matka — Jak wyglądał?
— Och, on był cudowny. Miał ubraną lśniącą szatę, jego oczy błyszczały. Miał w ręce miecz i wskazywał na północ.
Jak wiecie, w tym kierunku, patrząc z Egiptu, leży ziemia obiecana, tam w górę, Palestyna.
— On wskazał na północ. Powiedział, że będziemy mieli dziecko, gdzieś w tym czasie za rok. To małe dziecko, które się urodzi, będzie zwycięzcą i wyzwoli Jego lud. Och, alleluja, Jochebed.
— Tak.
— Och, ty... To nie może się stać. Wiesz co? Och, żebyś nigdy nie miał tej wizji. Wiesz, że faraon zabija wszystkie małe dzieci.
— Tak. Ale wiesz, że jeśli Bóg da nam dziecko, to On się o nie zatroszczy. Amen. Bóg obiecał. Bóg się o niego zatroszczy.
Cóż, następnego dnia on wychodzi do pracy. Wszyscy ci faceci tam zwrócili uwagę na Amrama. Zamiast być pochylony i słaby, stał wyprostowany.
— Podajcie więcej cegieł. No, szybciej — rzekł.
— Co się stało?
— Chwała Bogu. On odpowiada na modlitwę. Uhm.
I pracował dalej.
68
Zauważył, że ona ucichła. Jej twarz, jej oczy były szeroko otwarte. Jej wielkie oczy wpatrywały się w niego.
— Jochebed, co się stało?
— Och, Amram! Nie, nie, nie. Czy my będziemy mieli chłopca?
69
Wiecie, kiedy macie odpowiedź, to czujecie się dobrze. Czy znamy to uczucie, tato i mamo, kiedy Bóg daje odpowiedź? Nie musisz widzieć wizji, musisz po prostu tylko wiedzieć, że odpowiedź tam jest, to wszystko. To wszystko, bądź pewny, że odpowiedź tam jest.
Teraz słuchajcie uważnie. Chcę, byście słuchali, co było dalej. W porządku.
— No dobrze, Amram, co się z tobą dzieje? — powiedzieli po chwili.
— Bóg odpowiada na modlitwę. Bóg odpowiada na modlitwę.
— Cóż, jak On odpowiada na modlitwę?
— To nie ma żadnego znaczenia.
Jeden stary gość przyszedł i powiedział:
— Myślisz, że On kiedykolwiek odpowie na modlitwy?
— Nie powiem ci, bo i tak jesteś niewierzącym. Podajcie mi więcej cegieł.
On je tam wrzucał w ten sposób. Nie... Nie martwcie się, nie musicie tego wszystkiego mówić niewierzącym. Czy tak? To nie ma żadnego znaczenia. Nie, panowie. Z pewnością nie.
— Podajcie mi więcej cegieł. Alleluja. On odpowiada na modlitwę.
Tak się czujesz, gdy wiesz, że to się wydarzy. Czy tak? Tak, panowie.
— Więc, jak On to uczyni?
— Żadnym sposobem nie dowiecie się tego, więc po prostu podawajcie mi cegły.
On je tam wszystkie ułożył. Wziął wszystkie te stare cegły.
70
Tego wieczoru, kiedy powrócił do domu, rzekł:
— Och, Jochebed, pomyśl o tym, będziemy mieli dziecko. On będzie tym wyzwolicielem. Bóg go pośle. Och, to będzie cudowne.
— Hm, ale ja jestem taka...
— Och, zostaw to zmartwienie. Nie martw się. Cóż , Bóg jest... Bóg jest teraz na drugim końcu linii. Bóg ma uszy, On potrafi słyszeć. Bóg ma ręce, On może wyswobodzić. Och, on miał dużo wiary.
Wiecie, kiedy się przemodlicie, otrzymacie odpowiedź, wtedy naprawdę macie dużo wiary. Och. Czy kiedykolwiek modliliście się o coś i wiedzieliście, że Bóg to dla was uczyni? Czy wy, małe dziewczynki i wy, mali chłopcy, robicie to? Tak, oczywiście. Tak się dzieje, kiedy wiecie, że to się stanie. W porządku.
71
Minął cały rok. Widzimy Amrama przychodzącego pewnego dnia z pracy. Co się wydarzyło? Pojawiło się najsłodsze małe dzieciątko, takie małe maleństwo, gdzieś tak długie. Więc ona go podniosła i podała Amramowi. Wiecie, on je ucałował. On je miłował. Widzicie? A ta matka go trzymała. Och, jaki to skarb. Powiedziała:
— Jestem taka przestraszona, wiesz. To małe dziecko jest takim słodkim, małym stworzonkiem.
Wiecie co? Biblia mówi, że on był najpiękniejszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek się urodziło. Wiem, że matki się ze mną nie zgodzą. One myślą... Twoja matka myśli, że to ty jesteś tym najpiękniejszym dzieckiem. Czy tak jest? Tak. Ona ma prawo, by tak myśleć. Ale Biblia mówi, że on był najpiękniejszym małym dzieckiem. Och, on był skarbem. Wiecie, Bóg miał nad nim swoje ręce. Och, więc on był najsłodszym małym stworzeniem. Leżał tam i uśmiechał się delikatnie, bez ząbków.
72
Czy macie małego braciszka, który nie ma zębów i uśmiecha się mniej więcej tak? Następną rzeczą, wiecie. O, nie!
— Och. Uff. Te stare... ukryć.
— Co się stało? Co robisz?
— Weź go na dół. Wiesz jaki wydano rozkaz. Widzisz, jeśli te stare długonose czarownice tu przyjdą, one wezmą nasze dziecko i zabiją je. To jest prawda. Nie możemy pozwolić, żeby płakał.
On potrzebował śniadanie lub kolację. Więc mama wzięła go gdzieś do kąta i nakarmiła, wiecie. Potem już nie krzyczał.
73
Kilka wieczorów później, oni bawili się z nim, a wtedy (o, nie!), wiecie, on zaczął płakać. Ona odeszła i ukryła go bardzo szybko. Na dole, tam z tyłu w ścianie, Amram przygotował małe miejsce, gdzie mógł schować to dziecko.
Pewnego razu usłyszeli, jak ktoś szedł po schodach... [Brat Branham puka palcem w pulpit — uw. wyd.].
— Oj, przyszły.
Wszyscy pobiegli na jedno miejsca i powiedzieli:
— To one. To te stare czarownice.
One miały długie palce i pomalowane paznokcie. Te czarownice zaglądały tam. Oni patrzyli przez okno i mówili:
— Tak, to one. One tam stoją.
[Brat Branham puka w pulpit — uw. wyd.].
— Otwierać!
Amram podszedł otworzyć drzwi i rzekł:
— Czego chcecie?
— Macie tu dziecko, wiemy o tym. Zamierzamy je zabrać.
— Nie mamy żadnego dziecka, które moglibyśmy wam dać. (Oni nie mieli).
74
— Tak i tak wejdziemy i sprawdzimy. Jesteśmy policjantkami. To są nasze plakietki! A to jest... Czy to ma być zajęcie dla kobiety?
— My jesteśmy policjantkami. Mamy pozwolenie od władz.
Wiecie, dzisiaj też mamy je w tym zawodzie. Więc weszły i przeszukały dół. Idą, przesuwają kanapę, otwierają wszystkie szuflady i wyrzucają ubrania na podłogę. Biorą całą pościel, przetrząsają i idą na górę, gdzie znajdują małe, sekretne miejsce taty. Sprawdziły wszystko, ale nie znalazły dziecka.
75
Nie mogły go znaleźć, więc poszły do tej kobiety... biedna Jochebed, stała tam, a jej twarz była blada. One podeszły i powiedziały:
— Spójrz tu. My wiemy, że jesteś matką. Możemy to stwierdzić po twoim wyglądzie. Wiemy, że karmisz i wiemy, że dziecko jest tutaj. Wrócimy i weźmiemy je. Wyszły. Zatrzasnęły za sobą drzwi i poszły.
— Och, co możemy zrobić? Co możemy zrobić? — powiedziała.
Więc Amram odpowiedział:
— Modlić się.
Czy to jest ta rzecz, którą trzeba czynić? Czy to jest to? „Modlić się. Pomódlmy się”.
— Och, och, och. Nie wiem co czynić. Och.
— Uspokój się i idź nakarmić dziecko. Ja idę na górę, żeby się modlić.
76
On idzie na górę i modli się. Mówi:
— Jehowo, ty masz uszy. Jehowo, masz oczy. Jehowo, ty potrafisz usłyszeć. Potrafisz odpowiadać na modlitwy. Dałeś nam to dziecko. Dałeś nam Swoją obietnicę, której dotrzymasz i zachowasz to dziecko. Jestem o tym przekonany. 176. Po modlitwie stał się bardzo zmęczony, osunął się i zasnął. On był taki zmęczony. Pracował cały dzień i modlił się całą noc. Był zmęczony. Wiecie, co się potem stało? Poszedł spać i śnił mu się sen.
77
Wiecie co, Bóg mówi także przez sny. Czy tak? Na pewno tak. Tak, On to czyni. On może. Widzicie? Przemawia przez sny.
Och, on się obudził. [Brat Branham pstryka palcami — uw. wyd.].
— To jest to — powiedział. — Powinienem był o tym pomyśleć. To właśnie powinienem czynić. Ja po prostu nic o tym nikomu nie powiem.
Zszedł na dół i rzekł:
— Jochebed.
— Tak, kochanie? Och, tak się martwię. Nie mogę spać.
— Oj, idź spać. Idź spać. To już jest załatwione.
— Skąd wiesz?
— Och, po prostu wiem. Mam pewność.
78
Tego wieczoru zamiast iść na górę modlić się, ojciec poszedł do piwnicy. Był bardzo zajęty. Zastanawiam się, co tam robił? Wślizgnijmy się tam i zobaczmy, co robi. Widzę jak tam... [Brat Branham zaczyna stukać młotkiem i pokazuje, jakby coś budował — uw. wyd.]. „Stuk, stuk, stuk”. [Brat Branham nuci — uw. wyd.]. Bierze trzcinę, ogląda ją, skręca i sprawdza, czy jest dobra. [Brat Branham nuci — uw. wyd.]. Tego dnia mały Aaron przyniósł całą wiązkę trzciny i zaniósł ją do piwnicy. [Brat Branham nuci: „Bóg troszczy się o ciebie” — uw. wyd]. „Starodawna religia, jest to nic innego tylko cała prawda!”. [Brat Branham w coś uderza — uw. wyd.]...trzaska dookoła.
— Amram, co się z tobą dzieje?
— Alleluja. Nic kochanie. Idziemy naprzód.
[Brat Branham podśpiewuje — uw. wyd.]. „Starodawna religia”. [Brat Branham znowu uderza — uw. wyd.]. „Starodawna religia”. Przenosi to gdzieś tutaj. „Starodawna religia”. „Psss”. On to wszystko uszczelnia. „Wystarczalna dla mnie jest. Dajcie mi tę starą...”. On coś dalej robił.
79
Wiecie, po tygodniu czy dwóch, wszyscy zastanawiali się, co on tam robi.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy już spali, on wyszedł do góry z tym małym czymś. Niesie to w ten sposób. Przynosi na górę. Podnosi przykrycie, gdzie śpi jego żona, Jochebed, i wsuwa to pod to nakrycie. Mały Aaron i Miriam śpią. Och, ta mała dziewczynka, a także mały Aaron, byli słodkimi dziećmi. Więc on to tam wsunął. Powiedział:
— Jochebed, kochanie.
— Czy byłeś w piwnicy i modliłeś się tam teraz w nocy, Amram?
— Nie. Byłem w piwnicy i oddawałem cześć Bogu.
— Co robiłeś? — spytała.
— Chcę ci coś powiedzieć. Wiesz, że te czarownice znowu przyjdą.
— Tak.
— Chcę ci powiedzieć, co będziemy czynić. Mamy już to dziecko przez trzy miesiące i musimy się go pozbyć.
— Och, Amram, co ty chcesz uczynić?
— Musimy się pozbyć tego dziecka.
— Pozbyć się dziecka?
— Tak.
— Och, jesteś okrutny.
— Nie, nie jestem okrutny. Nie, nie, nie. Wiem, co robię.
— Co masz na myśli? Czy zamierzasz być tak zły jak faraon. Chcesz się pozbyć naszego dziecka?
— Tak, chcę się go pozbyć.
— Och, my nie możemy tego zrobić.
— Teraz posłuchaj. Jeżeli je zatrzymamy, wtedy je stracimy. A jeśli oddamy je Temu, który nam je dał, On go odnajdzie.
Czy to jest prawda? „Jeśli go zatrzymamy, wtedy go stracimy”.
— Dlaczego chcesz się go pozbyć?
— Cóż, ponieważ te stare czarownice przyjdą i wezmą go sobie.
80
Patrz, kiedy zachowasz dla siebie swoją duszę i będziesz szedł dalej z tym światem, to wtedy ją stracisz. Te czarownice z piekła pędzą za tobą. To jest prawda. Wszystkie te stare świeckie głupstwa cały czas cię prześladują. Jeśli ją zatrzymasz, utracisz ją, ale kiedy dasz ją Temu, który ci ją dał, wtedy znajdziesz i zachowasz ją. Co to teraz uczyni? Jeśli ją zatrzymamy, to co się stanie? [Dzieci mówią: „Stracimy ją” — uw. wyd.]. Stracimy ją. Jeśli ją oddamy Chrystusowi, to co się stanie? Zachowamy ją. Amen! To jest dobre. Odpowiadacie dobrze.
— Jochebed — rzekł — musimy to stracić, jeżeli chcemy to odzyskać. Więc jeśli oddamy to Temu, który nam to dał, wtedy to zachowamy.
81
Macie duszę, wy także ojcowie i matki. Ale jeśli ją zachowacie dla siebie, wtedy ją utracicie. To prawda, czarownice z piekła zabiorą ją wam. One pędzą tuż za nią. Ale jeżeli oddacie ją temu, który wam ją dał, wtedy otrzymacie ją na Wieczność. Alleluja. Amen. Przepraszam was dzieci, że jestem staromodny i wciąż krzyczę. Jeśli ją zatrzymacie...
Powiedzmy to razem. [Brat Branham i zgromadzenie mówią razem — uw. wyd.]. „Jeśli to zachowasz, to wtedy to stracisz. Ale jeśli oddasz to
Temu, który ci to dał, wtedy to zachowasz„. Amen. Zapamiętajcie to, oddajcie to Jemu.
Popatrzmy teraz. Ona płakała i rzekła:
— Co z nim uczynisz?
— Spójrz, chcę ci coś pokazać.
— Co tam masz pod łóżkiem?
— Pokażę ci.
On to wyciągnął.
— Och, to jest mały wiklinowy koszyczek.
82
To był mały statek. Bez steru, bez żagli i dział, ale zamierzono przewieź nim najcenniejszy ładunek, jaki kiedykolwiek miał możliwość płynąć na statku. Słuchajcie. Nie było tam ani kapitana, ani załogi. Bracie, ja znam także taki Statek dla dorosłych.
— Och, Amram, czy mogę na to spojrzeć. Daj mi popatrzeć.
Podeszła tam.
— Popatrz, tutaj jest małe wieczko. Można je podnosić.
— Uff, śmierdzi. Och. Uff. Ojej.
— Tak, śmierdzi — powiedział.
— Dlaczego?
— Nasączyłem go dużą ilością smoły. Jest całe przesiąknięte żywicą.
Żywica jest jak smoła, więc oni całe to nasączyli. To było właśnie to, co Amram robił na dole. Gotował żywicę i lał ją na tę słomę. Zasmołował to.
— Widzisz, woda przez to nie przecieknie. To jest całe zatkane. Woda po prostu nie może się tam przedostać. Nasmołowałem to.
— Uff, tak brzydko to pachnie!
83
Dzieci, wy wiecie, co to jest smoła. Używa się ją do naprawienia dróg. Oooch, to okropnie śmierdzi. Ale ona zatrzymuje... Ona uszczelnia wszystkie pęknięcia na drodze. Tak właśnie ona działa; nie pozwala przedostać się wodzie.
Tak się dzieje, kiedy wierzący się modli. To trzyma świat z dala od ciebie, kiedy smołujesz na kolanach i mówisz: „Panie Jezu”. Wtedy przychodzi Krew i pieczętuje cię tak, że diabeł nie może cię dostać. Widzicie, to jest prawda. Widzicie? Potem wiele razy ludzie przychodzą i mówią: „To jest okropne”. Ale dla ciebie to nie ma żadnego znaczenia. Jesteś zabezpieczony. Widzicie? To jest ta główna rzecz — być bezpiecznym. Powiedzą, że jesteś staromodny, ale to nic nie szkodzi. Jesteś zabezpieczony.
84
— Cóż, w takim razie co zrobimy? — zapytała Jochebed.
— W porządku. Powiem ci, co będziemy czynić. Weźmiemy to dziecko i porozmawiamy jeszcze trochę. Potem włożymy je tutaj i położymy je na wodach Nilu.
— Och, nie, nie, nie. Amram, nie możesz włożyć naszego dziecka do rzeki.
— Tak, tak. Wiem, co robię.
Widzicie, on miał sen i wiedział co czynić. Widzicie? Bóg go poinstruował. Wiedział, co czynić. Zbudował to i wiedział, że to był dokładny typ arki, która zachowała Noego w jego dniach.
Więc on rzekł:
— Popatrz tu. Z wierzchu zrobiłem mały otwór, żeby mógł oddychać. Przez niego będzie też przedzierało się światło słoneczne.
Wiecie co, ta arka w starodawnej Biblii została uczyniona w ten sam sposób. Ona miało na górze mały otwór, przez który mogłeś zobaczyć do środka (rozumiecie?) i przez który on musiał patrzeć do góry.
Tak więc to małe, biedne dziecko nie miało nawet imienia. Małe, bezimienne dziecko, a jednak to było najsłodsze dziecko na świecie.
85
Następnej nocy, kiedy już wszystko było gotowe, czekali aż do trzeciej godziny nad ranem, a potem... On przyszedł. Już się przemodlił. Poszedł tam i powiedział:
— Chodź Jochebed, wstawaj.
Obudzili małego Aarona i Miriam. Och, ona przyszła i objęła go.
— Tatusiu — powiedziała mała Miriam — chyba nie zabierzesz nam naszego małego braciszka i nie zostawisz go na Nilu, gdzie są wszystkie te stare krokodyle?
On poprawił jej włoski. A jej... Ona miała śliczne oczy i śliczne włoski. On ucałował ją w policzek.
— Kochanie, mnie też to boli. Mnie też to boli, ale musimy to zrobić.
86
Widzicie, chłopcy i dziewczynki, czasami musimy robić rzeczy, które nas w pewnym sensie ranią, ale i tak musimy to robić. Kiedy jakieś dziewczynki mówią: „Hej, czy kiedykolwiek paliłaś papierosa?”.
Powiesz: „Nie”.
„Spróbuj jednego. Och, wiesz, jestem twoją przyjaciółką. No, spróbuj jednego”. Ale wy, choć to może będzie trochę bolesne, powiedzcie: „Nie chcę tego. Nie chcę”.
„Czy pójdziesz ze mną na seans do kina tego wieczoru?”.
„Nie, nie. Ja tam nie chodzę”. Rozumiecie? To może trochę zaboli. Widzicie?
„Och, jesteś starym dziwakiem”. Nie wierz temu. To może troszeczkę sprawi ból, ale po prostu odwróć się od tego. Tak powinniście czynić. Widzicie? Zawsze tak czyńcie. Zachowujcie się we właściwy sposób. W porządku.
87
Teraz, kiedy dziewczyny uczą się tego baletu i tych innych głupstw, one chcą, byście to także robiły. Powiedzcie im: „Nie, nie”. Nie róbcie tego. Rozumiecie?
„Och, ale w tym jest tak wiele zabawy”. Nie ważne ile jest w tym zabawy. Jeśli pragniecie czynić to co właściwe, czyńcie tak zawsze. Zapamiętajcie to. Czy nie zapomnicie?
Cóż, więc co oni dalej zrobili? Oni wzięli to dziecko i poszli. Mały Aaron przyszedł i powiedział:
— Tatusiu, co chcesz zrobić z naszym dzidziusiem?
— Aaron, kochanie, usiądź mi na kolanach. Popatrz Aaronie, jeżeli zatrzymamy to dziecko, co wtedy się stanie? [Zgromadzenie mówi: „Stracimy je” — uw. wyd.]. Stracimy je. Ale jeśli oddamy je Temu, który nam je dał, to co wtedy? Otrzymamy je z powrotem. To jest prawda.
— Ale jak zamierzasz to zrobić, tatusiu?
— Nie wiem. Nie wiem, jak to się stanie, ale Bóg tego dokona.
Widzicie?
88
Zabrali to małe dziecko i chcą już iść. Podchodzą do drzwi. On spogląda w dół ulicy. Nikogo nie ma.
— Chodź, Jochebed. Chodźcie, Aaron i Miriam. Idziemy.
Biorą swoją małą arkę i podchodzą do przybrzeżnych zarośli. Było jeszcze daleko do świtu. Mały Aaron trzyma za rękę małą Miriam, braciszek i siostrzyczka. Oni płaczą. Idzie tam ta biedna mała Jochebed, idzie... [Brat Branham naśladuje płacz Jochebed — uw. wyd.].
— Cii, cii, ciii. Obserwujcie ulicę. Bądźcie ostrożni. Ciii. Ostrożnie.
Idą w dół ulicą.
— Ciii, bądźcie ostrożni. Niosą to małe dziecko. Matka trzyma dziecko, a tata arkę.
89
Podeszli do rzeki. Och, to jest olbrzymia rzeka, druga co do wielkości na świecie. To wielka szumiąca rzeka, w której było pełno starych krokodyli i aligatorów. One już były bardzo tłuste. Uff. Karmiono je małymi dziećmi. Po prostu były tłuste. Jochebed mówi do swojego męża Amrama:
— Och, a co jeśli te aligatory to pożrą? A co jeżeli te krokodyle jednak się tego tkną?
— Nie martw się. Jeśli kiedykolwiek wsadzą swój nos do tej smoły, to zaraz odpłyną. Rozumiesz? Z tego powodu to tak śmierdzi. Widzisz? One pokręcą nosem, bo nie będą mogły wyczuć zapachu ludzkiego ciała, więc się oddalą. Ta smoła będzie tak śmierdzieć, że zaraz uciekną. Wszystko będzie w porządku. Nie martw się.
Oni... Uklęknął i położył tę małą arkę.
— Nakarm je.
90
Więc ta matka karmiła to dziecko, aż dostało porządne poranne śniadanie. Potem go pocałowała. [Brat Branham demonstruje pocałunek — uw. wyd.].
— Teraz ty Aaron, pocałuj go — powiedziała.
Aaron go pocałował, a potem Miriam i mama. Rzekła:
— Och, po prostu...
— Ciii. Słuchajcie, musimy być teraz żołnierzami. Widzicie? Musimy być jak oni. Czy chcecie go jeszcze raz pocałować?
Wszyscy jeszcze raz pocałowali to dziecko. Potem ułożyli go do koszyka.
Matka włożyła tam mały kocyk i poduszkę. Powiedziała:
— Moje małe dzieciątko, niech cię Bóg błogosławi.
— Cii. Bóg się o to zatroszczy. Nie martw się.
Zamknęli wieczko. Ojciec ściąga płaszcz, koszulę i wchodzi do wody.
91
Co myślicie, co działo się w tym czasie w niebie? Alleluja. Wiecie, kiedy wszystkie sprawy idą w dół, jest też coś, co idzie do góry. Amen. Widzę, jak Bóg wstał ze swojego tronu, podszedł i powiedział: — Gabrielu, Gabrielu, gdzie jesteś?
— Tu jestem Panie.
— Chodź tu, chcę ci coś pokazać. Wszyscy aniołowie, chodźcie tu na chwilę. Chcę wam coś pokazać. Mam tu ludzi, którzy mi wierzą. Tak, mam ludzi, którzy Mi ufają. Chodźcie tu. Jest to dobre dla was aniołowie. Spójrzcie na to. Patrzcie.
— Gdzie?
— Tam na dole. Mniej więcej tam.
— Tak, tak, tak widzę.
— Spójrzcie tam. Widzicie, na skraju sitowia, tam przy brzegu?
— Tak.
— Popatrzcie tam.
— Co to jest?
— Tam jest mężczyzna na kolanach, z rękami uniesionymi do góry, który Mnie woła. Jest tam płacząca matka i płaczące dwoje małych dzieci. Oni ufają mi aż do końca. Gabrielu, pamiętasz, jak tam byłeś? Pamiętasz tego mężczyznę?
— Tak, spotkałem go w tym pokoju w nocy i rozmawiałem z nim. Uhm.
— On wciąż Mi ufa. Mam lud, który mi wierzy. Oni wierzą mi do końca. Widzicie go? Patrzcie. Tak, czy to nie jest chwalebne.
92
Ten ojciec brnie w wodzie i zaczyna popychać tę łódeczkę.
Słyszę jak On mówi:
— Gabrielu.
— Tak, Panie.
— Zawołaj dziesięć tysięcy aniołów i daj im rozkaz do wymarszu. Zwołaj całe zastępy niebieskie. Roześlij ich wzdłuż i wszerz granic nieba i każ im poustawiać się wzdłuż Nilu. Nakazuję, aby żaden krokodyl ani nic innego, nie dotknęło tego ładunku. Nie pozwólcie nawet, aby jakieś kawałki drewna podpłynęły do tego. Alleluja.
— Tak jest — odpowiedział Gabriel.
—...zadmij w trąbę.
Przyszło dziesięć tysięcy uzbrojonych aniołów.
— Ojcze... Gdzie będziesz się znajdował, Panie?
— Ja będę na drugim końcu.
On zawsze jest przy odbiorniku.
— Będę czekał na drugim końcu. Mam do tego pewien powód. Gdy ludzie Mi ufają, to wtedy mam w tym pewien cel. Wszystko będzie z nimi w porządku.
Dobrze, On idzie w dół na drugi koniec.
93
Widzę Aarona i pozostałych wracających ulicą, płacząc.
— Cii, ciii.
Obserwujcie to.
Mała Miriam wciąż tam stoi i patrzy. Mówi:
— Och, Och.
— Chodź Miriam, już robi się jasno. Chodź, koguty zaczynają już piać, obwieszczają nowy poranek. No, chodź, bo już jest prawie jasno. Chodź kochanie, idziemy.
— Och, tato, tato. Jeszcze chwilę, proszę. Pozwól mi tu postać. Po prostu będę się patrzyła i zobaczę, co się stanie. Za chwilę będę w domu.
— Och. [Brat Branham pstryka palcami — uw. wyd.]. To dobry pomysł, Miriam. To może być w porządku. Stój tam i patrz, co się stanie.
— Dobrze, będę się patrzyła.
— Za chwilę przyjdź do domu. Zobacz tylko, co się będzie dziać, a potem przyjdź i przynieś nam jakieś wieści, o tym co się dzieje.
— Dobrze, tato.
Oni w pośpiechu powracali do domu.
Mała Miriam stoi tam i obserwuje. Po chwili jest już jasno. „Och, och, och, co tam płynie? Cóż, to jest jakiś kloc. Nie. Czy to aligator? Och, odpłynął”.
94
Ha, ha. Co on zobaczył? Zobaczył to, co wielu ludzi nie zauważa. Widzicie? Ten mały ładunek, unoszący się na wodach... Oni myśleli, że on nie ma pilota ani kapitana. Ale tak nie było. Oni wszyscy tam byli zgromadzeni.
Podpływa mały krokodyl i mówi:
— Och, spójrzcie tutaj.
Podpływa, unosząc się w taki sposób, on... Och, nie. Nie, nie. On nie może zbliżyć się do tego ładunku. Tam stał wyzwoliciel, który wyswabadza i uwalnia milion Żydów w czasie potrzeby. Żaden diabeł w piekle, nie mógł się go dotknąć. Ta mała, stara arka nasączona smołą płynie w dół rzeki.
95
Zaraz na początku wpada do wiru wodnego. Miriam mówi:
— Och, nie. Popatrz tam, na ten wir, spójrz na to.
Ni z tego ni z owego ta arka pokonuje ten wir.
Tak właśnie się to dzieje. My też czasami wpadamy naszą małą łodzią do wiru. Nie martw się. Jest Ktoś, kto cię obserwuje. „Aniołowie Pana, zakładają obóz wokół tych, którzy się Go boją”. Teraz było ich dziesięć tysięcy na liście do wymarszu.
96
Mała Miriam schodzi, wspina się na skałę, pędzi dookoła, w ten sposób. Znów biegnie w dół i obserwuje tę arkę. A ta płynie w dół i przepływa przez zarośla. Po chwili utknęła tam.
— Och, och, zastanawiam się.
Jej tatuś powiedział jej wcześniej: „Nie pozwól, aby ktoś zobaczył, że obserwujesz tę arkę. Jeśli ktokolwiek będzie przechodził, po prostu zachowuj się, jakbyś w ogóle na to nie patrzyła. Po prostu idź jakąś inną drogą. Nie pokazuj, że na coś patrzysz, tylko idź dalej.
— W porządku — powiedziała.
97
Ona idzie do brzegu, gdzie utknęła ta arka. Zbliża się duża grupa rybaków. Ona zachowuje się po prostu jak mała dziewczynka, która tam sobie spaceruje. Jest około dziesiątej rano. Ona zeszła do rzeki i patrzy ukradkiem, czy ktoś nie idzie.
Za chwilę, znów mija ją jakaś inna grupa. Ona nie spuszcza oka z arki i przysuwa się trochę bliżej. Obserwuje i znów podchodzi bliżej.
Po chwili zbliża się do wielkiego muru.
— Ojej, ta arka popłynęła za mur.
Co ona może teraz zrobić? Nie wie, co robić. Nie może przejść przez mur, więc przeprawia się przez wodę, przechodzi przez to w ten sposób i czołga się w górę. Dostaje się tam i znów idzie dalej.
98
Jest w ślicznym ogrodzie. Wszędzie kwitną kwiaty i jest tak ładnie. Posłuchajcie teraz na chwilę. Patrzcie małe dziewczynki. Piękne kwiaty i przycięte drzewka. Było to takie ładne. To był park.
— Och, spójrz na to! — rzekła. — Ojej, jestem w parku pałacowym, na terenie pałacu faraona. Co mam teraz zrobić? Jeśli przyłapią mnie tutaj, och, jej, co mi wtedy zrobią?
Ona popatrzyła. Tam płynie ta mała arka, potem staje i kręci się w miejscu. Ciekawe czemu? Słyszy, jak ktoś rozmawia. Wślizguje się pod krzaki. Siada tam i obserwuje, wiecie, ta mała Miriam... uważa i patrzy.
99
Nadchodzi kilkoro dużych, silnych, ciemnych mężczyzn niosących baldachim. Idą też damy dworu i śpiewają. W końcu nadchodzi kobieta z długą, złotą wstęgą wokół głowy. Na przedzie ma dużego węża z otwartą paszczą (o tak). Ona jest ładną kobietą. Schodzi w dół. Ma ubraną naprawdę piękną szatę. Słyszę, jak jedna z dam dworu mówi:
— Wasza Wysokość, czy myślisz, że woda dzisiaj rano, będzie ciepła?
— Wysokość? — mówi Miriam. — To z całą pewnością jest park królewski. Jeśli mnie tu złapią, co ze mną zrobią?
100
Ona chce zejść w dół, a ci wielcy, ciemni mężczyźni niosą ją, po prostu trzymają w ten sposób. Podchodzi do wody i zsuwa buty. Jedna z dam dworu trzyma ręcznik, a druga mydło. Ona zamierza wziąć kąpiel. Przygotowuje się, aby wziąć kąpiel. Zdejmuje buty i mówi:
— Wsadzę swój palec do wody i zobaczę, czy woda jest już ciepła. Och, wspaniała, po prostu... Co to tam jest?
101
— Och — mówi mała Miriam. — Och, och, och, ona dostrzegła tę arkę.
— Czy to jest krokodyl?
Jeden z tych dużych, silnych mężczyzn mówi:
— Chwileczkę. Zaraz to sprawdzę.
Plusk, plusk, on wchodzi do wody, bierze to i wychodzi na brzeg.
— Wasza wysokość... — mówi.
Podaje to damie dworu, a ta kładzie to na ziemi przed księżniczką.
— Co to jest? Uff, to śmierdzi. Całe pokryte smołą. Spójrz, tam na górze jest otwór.
— O, nie — mówi Miriam. — Tam jest mój mały braciszek. Tam znajduje się mój mały brat.
102
Więc oni podnieśli to wieczko.
— Och, to jest dzidziuś.
Zaczął... Najpiękniejszy na świecie... Bóg, który mógł spowodować nienawiść, mógł też spowodować miłość. A całą miłość matki w stosunku do dziecka, którą może pomieścić ludzkie serce, On umieścił w sercu tej młodej dziewczyny. Ona rzekła:
— To jest Heb... Wiem, kim on jest. To jest z powodu mojego złego ojca. On jest taki podły. Nakazał, by zabijać wszystkie małe hebrajskie dzieci. A jedna z tych matek wsadziła tu swoje dziecko, oczekując, że gdzieś bezpiecznie dopłynie. Och, on jest okrutny. Tego on nie zabije, bo ten będzie mój.
Uhm, widzicie co Bóg czyni?
103
Wzięła go i [brat Branham naśladuje cmoknięcie — uw. wyd.] ucałowała go. To dziecko zaczęło płakać. Ten płacz po prostu rozgrzał jej serce. Powiedziała:
— Biedne maleństwo. Wezmę go i nazwę go... Dam mu imię.
Tam on otrzymał swoje imię.
Jakie było jego imię? [Zgromadzenie mówi: „Mojżesz” — uw. wyd.]. Mojżesz. Mojżesz znaczy wyciągnięty z wody. Widzicie?
W tych czasach oni nie mieli butelek i tych innych rzeczy. Kobiety nie paliły papierosów, tak jak teraz. Widzicie? One się trują. Więc powiedziała:
— Cóż, jeśli znacie... Co mogę zrobić? Ja...
Jeden z nich powiedział:
— Doradzę ci, Wasza Wysokość. Znajdę mamkę dla tego dziecka.
— Och, to bardzo dobrze.
Coś przemówiło delikatnie. To anioł stał przy tym krzaku i powiedział:
— Miriam, masz teraz szansę. Tu jest twoja szansa.
Mała Miriam wybiegła.
— Nie mów o tym ani słowa — powiedział — nic nie wygadaj. Idź tam i powiedz, że znajdziesz mamkę. Potem idź i przyprowadź swoją mamę.
W porządku, więc ona tak powiedziała.
— Wasza Wysokość... — rzekła
104
Ona rzekła:
— Nazwę go Mojżesz, a to będzie moje własne dziecko. Zatrzymam je. Lecz ja jestem dziewicą. Nie mogę go karmić. Nie mam możliwości, by go karmić.
105
Normalnie ta zapytałaby: „Co ty tu robisz?”. Ale widzicie, Bóg to wszystko zakrył. Dlaczego? On miał dziesięć tysięcy aniołów gotowych do walki. Widzicie? Jego plan zaczął działać. Stało tam dziesięć tysięcy aniołów.
— Tak, moja kochana, co ty tu robisz?
— Właśnie zobaczyłam ciebie z tym dzieckiem. Znam miłą matkę, która zajęłaby się tym dzieckiem.
— Przyprowadź ją i powiedz, że dam jej trzysta dolarów na tydzień i apartament w pałacu za to, że będzie się troszczyć o to dziecko. Jeśli znasz jakąś hebrajską kobietę, która akurat karmi piersią, to niech karmi to dziecko. To jest moje dziecko.
— Tak, Wasza Wysokość. Przyprowadzę ją.
— Zaczekaj. Zanim wejdziesz do zamku, musisz znać hasło. Widzisz, ty go nie znasz. Każdego dnia mamy inne. Wiesz, jakie jest dzisiejsze hasło? „Widły w stogu siana”. Tak musisz powiedzieć, kiedy będziesz przechodzić przez bramę.
106
Miriam wraca do domu. Biegnie szybko, przeskakuje przez mur, biegnie wąską uliczką, bardzo szybko. Biegnie do domu.
Amram właśnie wrócił do domu. Jochebed powiedziała... Byli smutni, zastanawiali się, co się dzieje.
— Moje biedne maleństwo, moje biedne dziecko — powiedziała ona...
— Posłuchaj. Szedłem chwilę temu ulicą w dół. Ta biedna matka. One dzisiaj nikomu nie dały spokoju. Tego poranku przyszły do sąsiedztwa i roztrzaskały głowy wszystkim tym małym dzieciom. Jak one krzyczały i płakały. My nie wiemy, co się dzieje z naszym dzieckiem. Jednak gdziekolwiek ono jest, Bóg się o nie troszczy.
107
Właśnie wtedy ktoś... [Brat Branham stuka w pulpit — uw. wyd.].
— Och, och, one są za drzwiami.
Podeszli więc i zajrzeli. Nie, to była Miriam.
— Och, Miriam! Wejdź, kochanie. Co się dzieje z dzieckiem?
— Mamo, jestem taka głodna.
— Ale co się dzieje z dzieckiem?
— Mamo, umieram z głodu. Och, chwała Panu! Alleluja. Mamo, zaraz umrę z głodu.
— Lecz, co się dzieje z naszym dzieckiem?
— Mamo, jestem taka głodna, że mogłabym zjeść wszystko, co jest w domu.
— Dobrze, zrobię ci coś do jedzenia, ale powiedz, co się z nim dzieje?
— Wszystko jest w porządku, mamo. Daj mi coś do jedzenia. Och, jestem taka szczęśliwa.
— Ale co się z nim dzieje?
— Daj mi coś zjeść, bo umieram z głodu.
Czy możecie sobie to wyobrazić?
— Miriam, jesteśmy twoimi rodzicami. Gdzie jest to dziecko?
108
— Mamo mówiłam ci, że widziałam je i wszystko jest w porządku. Teraz mamo daj mi coś do jedzenia, bo umrę. Wiesz, umieram z głodu.
Podobnie jest z wami, kiedy wracacie ze szkoły, wiecie. Och, wy po prostu musicie coś zjeść.
Ona poszła i przyniosła jej kanapkę.
— Powiedz mi teraz.
— Mniam, mniam — wiecie, ona zajada w ten sposób. — Mamo?
— Tak, co się w końcu dzieje z dzieckiem?
— Mamo...
Ona opowiedziała jej tę historię.
— Mamo, ubierz swoje najlepsze ubrania i spakuj walizkę, bo będziesz się opiekowała swoim dzieckiem. Och.
— Co?
Jeśli coś stracisz, to na nowo to odzyskasz. Czy to prawda? Jeśli to zachowasz, wtedy to utracisz. Jeżeli to oddasz czy stracisz, to wtedy to znajdziesz. Czy to jest prawda.
109
Mała Miriam je i mówi:
— Tak, dzisiaj idziesz do pałacu. Nie tylko to, ale dostaniesz trzysta dolarów tygodniowo i najlepsze pokoje w kraju, żebyś mogła opiekować się swoim dzieckiem.
Pierwszy raz w historii świata płacono matce, by karmiła swoje dziecko. Widzicie, jak to Bóg czyni? Alleluja. Karmiąc swoje dziecko, dostawać trzysta dolarów na tydzień i najlepsze pokoje w całym kraju. Widzicie, co Bóg czyni? Czy warto się modlić? Czy dobrą rzeczą jest się modlić?
110
Przygotowała więc swoją małą walizeczkę. Będziemy się śpieszyć, aby za chwilę zakończyć. My... Przygotowała walizkę i poszła jak mogła najszybciej ulicą w dół. Podeszły i natknęły się na dużego strażnika z wielką włócznią.
— Kto tam idzie?
— „Widły w stogu siana” — odpowiedziała.
— Przejdźcie.
Widzicie, jak Bóg to czyni?
Doszły do następnego strażnika. Ten wyciągnął swój miecz i rzekł:
— Kim jesteście? Kto tam idzie?
— „Widły w stogu siana”.
— Przejdźcie.
Och, widzicie, jak Bóg to czyni?
Idą w górę do pałacu, a ci lokaje wychodzą i wyciągają swoje miecze.
— Kto idzie?
— „Widły w stogu siana”.
— Wejść.
Wreszcie podchodzi pewien mężczyzna i pyta:
— Czy ty jesteś tą małą damą, na którą czeka Wasza Wysokość?
— Tak.
— A czy to jest ta mamka dla dziecka, które zostało znalezione dzisiaj rano?
— Tak, proszę pana.
— Przyprowadź ją.
Ona wprowadziła to dziecko, raczej tę matkę, do środka.
111
Ta mała księżniczka weszła i zapytała:
— Czy wiesz cokolwiek o dzieciach?
— Tak, Wasza Wysokość.
— Spójrz na to dziecko. Czy ono nie jest piękne?
— O, tak, tak, Wasza Wysokość.
— Czy wiesz, jak je karmić?
— Z pewnością, Wasza Wysokość.
— Tak więc, twoja zapłata będzie wynosiła trzysta dolarów tygodniowo.
Hm. Czy Bóg nie był dobry?
— Dostaniesz najlepsze pokoje w pałacu — dodała — a posiłki będą ci przynoszone. Nawet nie będziesz musiała wychodzić i sama sobie gotować. Tu jest to dziecko. Bądź ostrożna. Nie upuść go.
— Och, proszę się nie martwić. Nie upuszczę go.
— Proszę się o niego troszczyć jak najlepiej.
— Naprawdę, proszę się nie martwić. Będzie miał najlepszą opiekę.
Pewnie, bo to było jej własne dziecko. Widzicie? „Zapewnię mu najlepszą opiekę”.
— To jest piękne dziecko, nieprawdaż?
— O, tak, jest naprawdę śliczny.
— W porządku.
112
Drzwi zamknęły się za Miriam, jej mamą i małym Mojżeszem. Kiedy te drzwi się zamknęły, Jochebed rozglądnęła się dookoła i powiedziała:
— A ona myśli, że jesteś jej dzieckiem. Ha, ha, ha.
Och, ojej, jak ona go ukochała.
Co ona uczyniła? Ona... Jeżeli by go zachowała, co by się wtedy stało? [Zgromadzenie odpowiada: „Straciłaby go” — uw. wyd.]. Ponieważ ona oddała go Temu, który jej go dał, to co się stało? Znalazła go. I mogła go zatrzymać. Co się teraz stanie, kiedy stracimy... Jeśli zatrzymamy nasze dusze, co się stanie? Stracimy je. A co się stanie, jeśli oddamy je Temu, który nam je dał? Zachowamy je. Czy to prawda?
113
Ilu z was zechciałoby przyjść do ołtarza i modlić się? Czy chcielibyście to zrobić? Czy chciałbyś, by Jezus opiekował się tobą tak, jak to uczynił z tym małym dzieckiem? Niech teraz wszystkie małe dzieci zgromadzą się wokół ołtarza. Czy to zrobicie? Chodźcie i uklęknijcie wokół ołtarza. Módlmy się. Niech wszystkie małe dzieci tu przyjdą. Czy podobała wam się moja historia? Czy tak? Dobrze, teraz przyjdźcie tutaj. Chodźcie. Wy, małe dzieci, klęknijcie dookoła, tu zaraz przy ołtarzu. To jest to. Ci mali, którzy są z tyłu, niech przyjdą, bo będziemy się modlić. Dobrze. Chcecie przyjść i modlić się? Chodźcie i uklęknijcie przy ołtarzu. W porządku. Dobrze. Po prostu świetnie. Tak.
Matki i ojcowie, czy chcecie też przyjść. Klęknijcie między ławkami.
114
Chcę was o coś zapytać, małe dzieci. Czy wierzycie, że Jezus kocha was tak samo jak Mojżesza? Czy wierzycie, że aniołowie strzegą was w ten sposób? Bóg dał wam duszę. Czy tak? Jeśli zachowasz swoją duszę, co się z nią stanie? Stracisz ją. Ale jeżeli oddacie ją Jezusowi tego poranku, to co się wtedy stanie? Zachowacie ją... Chcecie uratować swoją duszę, czy tak? Czy chcecie wyrosnąć na prawdziwe matki i damy, prawdziwych mężczyzn, kaznodziei itd.? Czy chcecie nimi być? Jeśli tak, to oddajcie swoją duszę Jezusowi. Tak powinniście uczynić. Powiedzcie: „Drogi Jezu, to jest wszystko, co mogę ci dać, moją duszę. Proszę, strzeż mnie tak jak Mojżesza”.
115
Jeśli jakaś starsza osoba, chce przyjść i uklęknąć, może któraś z matek chciałaby tu uklęknąć... Będzie miło, jeśli zechcecie sami tu przyjść i uklęknąć. Tu idzie matka ze swoim małym chłopczykiem. Czy jeszcze ktoś?
Ojcowie, tatusiowie, jeśli chcecie być takim mężem modlitwy jak Amram, to przyjdźcie i uklęknijcie tu.
Matki, jeżeli chcecie być jak Jochebed, to chodźcie tu i uklęknijcie.
To na pewno jest dla każdego. Dlaczego? Bo wy też macie duszę. Jeśli ją zatrzymacie, co wtedy się stanie? Stracicie ją. A gdy oddacie ją Temu, który wam ją dał, co się stanie? To ocalicie ją na wieczne życie. To jest prawda. Chcę, żebyście się zgromadzili, abyśmy pomodlili się z tymi małymi, wszyscy razem.
116
Dzień Matki, wspaniały dzień... Może tego wieczoru, mógłbym zmienić mój temat i mówić o tym, co tamta matka robiła, jak ona się zachowywała. Ona była tą, która nauczała swojego małego chłopca, że poprowadzi całego Izraela do ziemi obiecanej. Och, ona była prawdziwą matką. Czy ona nią była? Wy też macie prawdziwą matkę, która modli się za wami. A on był prawdziwym tatusiem. A tatusiowie także modlą się za wami. Teraz wszyscy pomodlimy się razem, prosząc Jezusa, by nam dopomógł.
Bracie Neville, czy przyszedłbyś tu i uklęknął z nami?
117
Skłońmy wszyscy nasze głowy. Teraz, siostro Gertie... [Pianistka zaczyna grać: „Przynoście je” — uw. wyd.].
Drogi niebiański Ojcze, to była mała, prosta historia o dawnych czasach, które już przeminęły, gdzie prawdziwy ojciec i matka, prawdziwi wierzący, przychodzili do Ciebie i oddawali Ci cześć, wierząc Tobie. Wtedy w tym kraju ludzie cierpieli. Skąd możemy wiedzieć, czy nie klęczy tu współczesny, mały Mojżesz? Skąd wiemy, że tu nie ma współczesnej Miriam, tej prorokini, która być może klęczy tu tego poranku?
O, kochany Ojcze, te małe dzieci miłują Ciebie. Przychodzą, klęczą przy krzyżu, uświadamiając sobie, że mają duszę, która musi być zbawiona. Oni ją oddają Tobie. Przeczytaliśmy w Twoim Słowie: „Jeśli ją stracisz, znajdziesz ją, ale jeżeli ja zachowasz, to utracisz ją”. Ojcze, oni nie chcą zachować swojej duszy dla siebie. Nie chcą też żyć dla siebie. Oni chcą Tobie oddać swoją duszę, aby przez to znaleźli Życie Wieczne... Spraw to, Panie.
118
Pobłogosław wszystkich tych chłopców i dziewczynki, którzy są przy ołtarzu. Błogosław także ich matki i ojców tego poranku. Niech twoja pełna miłości łaska i miłosierdzie spoczną na nich. Przebacz nam Panie nasze grzechy i wady. Zabierz choroby spomiędzy nas.
Poślij aniołów. Alleluja. Boże, to Ty wydałeś rozkaz Gabrielowi, a także zwołałeś pod broń dziesiątki tysięcy aniołów. O ileż więcej aniołów przychodzi, kiedy widzisz tego poranku, te biedne dzieci klęczące wokół ołtarza. Wszędzie, przy ołtarzu, w całym zborze stoją Boży aniołowie. Jest tu także zapisujący anioł, który zapisuje te imiona w tej Księdze. Oni tracą swoje dusze, aby mogli je znaleźć w Chrystusie. Spraw to, Panie.
119
Niechby od tego dnia ich życie było pokorne i słodkie. Niechby były posłuszne swoim rodzicom, a także ich Ojcu, który jest w niebie, aż do tego dnia, kiedy Ty zawołasz ich do domu. Chroń ich w ich małej łódce, kiedy znajdą się blisko tego wiru. A kiedy tylko ona utknie w zaroślach, niechby anioł Pański zepchnął ją ku płynącym prądom Bożej miłości. Uczyń to, Panie. Niechby na końcu tej drogi znaleźli ten ukochany Dom, swoje matki i wszystkich umiłowanych, tam w chwale, gdzie Bóg będzie stał w bramie, by nas powitać. Spraw to, Ojcze.
Przebacz nam nasze grzechy i przewinienia. Pomóż nam dzisiaj, byśmy byli zupełnie Twoimi. Powierzamy teraz te małe dzieci wraz z matkami w Twoje ręce. Panie, niechby one były prawdziwymi matkami w tym Dniu Matki, który jest przypomnieniem, danym matkom. Niechby one, od tego dnia, były lepszymi matkami, a dzieci lepszymi dziećmi. Niechbyśmy wszyscy byli lepsi, Panie, aby więcej Tobie służyć. Uczyń to, Ojcze, bo prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
120
Zaśpiewajmy teraz mały refren. Czy wierzycie, że Jezus was zbawił? Czy chcecie, żeby Jezus opiekował się wami od teraz, kiedy powstaliście? Podnieście do Niego swoje ręce w ten sposób. Chcę, byście się obrócili do matek i ojców. Obróćcie się tam. Spójrzcie teraz tutaj, mamo i tato. Wy, mali chłopcy i dziewczynki, powstańcie. Jak wielu z was przyjmuje Jezusa jako swojego Zbawiciela i będzie Mu ufać, że On się o was zatroszczy, tak samo jak czynił z Mojżeszem? Chcę widzieć wasze ręce. Każdy z was. To dobrze. Co się teraz stało? Jeżeli zachowacie swoją duszę, to co wtedy? Utracicie ją. Ale jeśli oddacie ją Jezusowi, co się stanie? Wtedy ją zachowacie. A co się stało, jeśli Jezus uchwycił cię tego poranku? Teraz jesteś Jezusowy, prawda? Jesteś małym chłopcem albo dziewczynką Jezusa.
121
Spójrzcie na tych małych, stojących tu ze łzami w oczach. Powiedzcie mi, dlaczego oni nie mieliby tego wiedzieć. Amen. Tego, że są mężami jutra. Tak. To prawda. Amen.
Przynoście je z pól grzechu,
Przynoście je, przynoście je,
Przynoście tych małych do Jezusa.
„O, jakże kocham Jezusa”. No, śpiewajcie.
O... (wszyscy razem)... jakże kocham Jezusa.
(Podnieście wasze ręce).
O, jak kocham Jezusa,
O, jak kocham Jezusa,
Bo On wpierw umiłował mnie.
122
Czy to nie jest cudowne? A teraz zaśpiewajmy: „Jezus kocha dzieci z całego świata”. Siostro, zagraj ten refren. Wy, małe dziewczynki, odwróćcie się do mnie. Chcę zaśpiewać: „Jezus kocha dzieci z całego świata”. Ilu z was to zna? Dobrze, zaśpiewajmy to.
Jezus kocha małe dzieci,
Wszystkie dzieci z całego świata;
Czerwone i żółte, czarne oraz białe,
One są drogocenne przed Jego obliczem.
Jezus kocha dzieci z całego świata.
123
Teraz wszyscy jesteście w armii. Czy wiedzieliście o tym? Czy wiecie, że jesteście w Bożej armii? Popatrzcie na mnie. Zaśpiewajcie to ze mną, bo jesteście teraz żołnierzami. Czy wiecie o tym? Jesteście żołnierzami krzyża. Teraz: „Mogę nigdy nie maszerować...”. Czy znacie to? Dobrze. Dawno temu nauczyłem się tej pieśni na szkółce niedzielnej. „Mogę nigdy nie...”. Patrzcie na mnie. [Brat Branham maszeruje, gdy śpiewa pieśń: „Jestem w armii Pańskiej” — uw. wyd.].
Mogę nigdy nie maszerować w piechocie,
Jeździć w kawalerii albo strzelać w artylerii;
Mogę nigdy nie lecieć nad wrogiem,
Ale jestem w armii Pańskiej,
Jestem w armii Pana,
Och, jestem w armii Pańskiej!
Teraz wszyscy razem.
Mogę nigdy nie maszerować w piechocie,
Jeździć w kawalerii albo strzelać w artylerii;
Mogę nigdy nie lecieć nad wrogiem,
Ale jestem w armii Pańskiej.
124
Czy myślicie, że możecie zaśpiewać to sami? Chodź tutaj do przodu dziewczynko. Chcę, żebyście wszyscy czynili te same rzeczy, które będę czynił. Chodźcie tu za ołtarz. Chodźcie tu. Niech każdy zbliży się tu do mnie. Widzicie? Podejdźcie tutaj. Nikogo nie ma z tej strony ołtarza, tu gdzie jestem. O to właśnie chodzi. Chodźcie tu z tyłu. Obróćcie się i spójrzcie tam do tyłu. To jest to. Chcę wam pokazać, co mali chłopcy i dziewczynki czynią, po tym, kiedy poznają Jezusa. Przyjdźcie tu tędy. Teraz jest dobrze. Popatrzcie tam.
125
Kiedy powiem: „Mogę nigdy nie maszerować w armii”. Wy... „Maszerować w piechocie”. Wtedy wy też musicie maszerować. Kiedy powiem: „Mogę nigdy nie jeździć w kawalerii”, to wtedy wy robicie to samo. Odsuńcie się ode mnie, bo potrzebuję trochę miejsca. Odsuń się jeszcze trochę synu. Zaśpiewajmy to. [Brat Branham i dzieci pokazują w czasie śpiewania — uw. wyd.].
Mogę nigdy nie maszerować w piechocie, (maszerujcie!)
Jeździć w kawalerii albo strzelać w artylerii;
Mogę nigdy nie lecieć nad wrogiem,
Ale jestem w armii Pańskiej,
Jestem w armii Pana,
Och, jestem w armii Pańskiej! (gotowi!)
Mogę nigdy nie maszerować w piechocie,
Jeździć w kawalerii albo strzelać w artylerii;
Mogę nigdy nie lecieć nad wrogiem,
126
Ojcze Niebiański, pobłogosław te dzieci. Panie, one należą do Ciebie, bo oddały swoje serca Tobie. Słyszały teraz to opowiadanie o Mojżeszu i o tym, jak Ty go chroniłeś. Słyszeli o tym, jak dobry ojciec i matka pomagają i wychowują. Oni również mają dobrych rodziców. Modlę się, Ojcze, żebyś ich strzegł i prowadził ich w przyszłości i niechby Boży aniołowie ich strzegli. Niechbyś Ty przyjął ich do Swojego Królestwa, kiedy ich czasu tu na ziemi się zakończy. Prosimy o to w Imieniu Chrystusa. Amen.
127
Możecie teraz wrócić z powrotem na miejsca i powiedzieć tatusiom i mamusiom jak dobrze się czujecie. Amen. „Przez wszystkie dni ich błąkania się, oni byli prowadzeni”...ta, Gertie?
...ich błąkania się, oni byli prowadzeni,
Byli prowadzeni do ziemi obietnicy;
Przez rękę Pana i pewne wskazówki
Byli przyprowadzeni do brzegów Kanaanu.
Teraz wszyscy.
Znakiem ognia nocą,
A chmurą za dnia,
Wiszącą w powietrzu, tuż przed nimi.
Kiedy podróżują swoją drogą
Jest stróż i przewodnik jest
Aż się skończy ta pustynia,
Bo Pan, nasz Bóg, w swoim dogodnym czasie
Doprowadzi nas w końcu do Światłości.
128
Ilu jest tu chorych i chce, by się za nich pomodlono? Chcę widzieć wasze ręce. Jesteśmy już trochę spóźnieni, więc może odłożymy usługę uzdrawiania na wieczór. Tylko krótka modlitwa, bo jesteśmy spóźnieni.
Czy podobała wam się ta historia? Czy myślicie, że to było dobre dla małych dzieci? [Zgromadzenie odpowiada: „Amen” — uw. wyd.]. Tak. Wiele razy o nich zapominamy. Nie powinniśmy tego czynić. Widzicie, ja nigdy nie mam okazji, by uczyć na szkółce niedzielnej, ale tego poranku mogłem z nimi rozmawiać. Nie chciałem was wyczerpać, tylko chciałem opowiedzieć tę krótką historię.
Zapamiętajcie, małe dzieci, to nie jest tylko jakaś opowieść, którą możecie gdziekolwiek przeczytać. To prawda. To jest prawda. Bóg to uczynił. A teraz On jest z tobą. W porządku.
Skłońmy nasze głowy, kiedy będziemy śpiewać końcową pieśń: „Weź ze sobą imię Jezusa jako tarczę chroniącą od każdego wroga”. W porządku.
Weź ze sobą imię Jezusa,
Dziecię smutku i niedoli.
Wróć do czytelni Następne kazanie