• PL
  • EN
  • CZ
Używana szata

Tytuł: Używana szata

Data: 1956-11-25

Miejsce: Jeffersonville, Indiana, USA

Długość: 60 min

Pobierz

Audio PDF

Pobierz

Audio PDF

Pomniejsz/ powiększ tekst:
A-
A+
  • Wybierz szybkość auto przewijania:
  • Powoli
  • Średnio
  • Szybko
  • Zatrzymaj

Używana szata

1
Byłem właśnie w środku z pastorem. Powiedziałem... Prosiłem go wczoraj, by zadzwonił do mnie. Przyszedłem, by się dowiedzieć, po prostu... Cały dzień nikt nie dzwonił i pomyślałem: „Hm, zastanawiam się co jest złego? Coś jest... Wszystko jest takie spokojne”. Po chwili przyszła siostra Wood z garścią wezwań. Jeśli ktoś z was dzwonił, to mój telefon wyłączał się. Telefon dzwonił, lecz nie było odgłosu, tak więc problem był w centrali. Naprawili to o ósmej wczoraj wieczorem, albo może trochę wcześniej, i telefon, te wezwania przychodziły aż do teraz.
2
Jesteśmy szczęśliwi, że możemy być tego poranku na nabożeństwie. Jest mi okropnie zimno, jak zwykle, kiedy powracam do domu. Brnąć w śniegu aż do pasa i spać w nocy poza domem. Nie pomyślelibyście o tym, będąc daleko stąd, lecz przejdźcie tylko ten pagórek tam w New Albany, to jest wszystko, co musicie uczynić. Kiedy wchodzę do tej doliny, wtedy jest mi strasznie zimno. I to jest... Nie wiem. Jest coś, właśnie tutaj w tej dolinie, co powoduje, że kiepsko się czujemy. Jest tutaj niż i to w ogóle mi nie odpowiada.
Jak powiedziałem, jesteśmy szczęśliwi, będąc w zborze, słuchając naszego drogiego dobrego pastora, który przedkłada słowa swojej prośby za nas, do Pana Jezusa. A słyszę, przykro jest to słyszeć, że tak wielu jest chorych i w potrzebie, a diabeł sieje zniszczenie, sprawiając, że każdy jest chory.
Jakaś niewysoka pani powstała z tyłu w sprawie swojej siostry i wiem, że siostra Sauer była z nią. Lekarz posłał ją do domu, by umarła. A ona ciągle wierzy, że zostanie uzdrowiona. Ona jest w poważnym, bardzo poważnym stanie. Moja teściowa tak samo, ma teraz 70 lat. Ona jest w bardzo złym stanie. Z pewnością w tej krainie jest wiele chorób. A jest również w tej krainie Duch Święty, który uzdrawia nasze choroby, jeśli tylko potrafimy znaleźć u Niego przychylność.
3
Otóż, mam chore gardło, nie chore, lecz zachrypłe. Nie będę próbował głosić, lecz przemówić przez chwilę ze Słowa, a potem będę modlił się za chorych, tak jak obiecałem, że będę czynił. Zanim jednak będę to czynił, chciałbym ogłosić kilka dalszych zgromadzeń.
W moich zgromadzeniach pojawia się mały sprzeciw... nie sprzeciw, lecz pewne niezrozumienie. Wielokrotnie, ja nie mam żadnych środków masowego przekazu w mojej usłudze, tak jak wielu innych braci na misyjnym polu, takich jak radio, telewizja, czasopisma i tak dalej. Dlatego działając w ten sposób, ktoś powie: „Brat Branham będzie tutaj”. W tym tygodniu jestem zapowiedziany na trzech miejscach, właśnie dzisiaj, na trzech różnych miejscach. Jedno w Kentucky, dwa w Kalifornii, to te, o których wiem. I nic z tym nie można zrobić, ponieważ nie ma żadnego innego oficjalnego środka przekazu, a więc jest to trochę trudne.
4
O tak, jeśli jest tutaj ktoś z okolic Madisonville, Kentucky, to byłem zapowiedziany tam w ostatnim tygodniu, a nic o tym nie wiedziałem. Przyjechałem do domu, a oni to ogłosili. Brat, który to uczynił nazywa się Epply albo, myślę, że tak się nazywał. On to uczynił w dobrej wierze. On zadzwonił do mnie i prosił mnie, czy mógłbym tam wpaść, by być błogosławieństwem i przyjąć błogosławieństwo od jego ludzi. I on zadzwonił. Powiedziałem mu, by poprosił o to brata Moore. Cóż, potem musiałem odjechać. Powiedziałem mu, że muszę odjechać w tym samym dniu. No cóż, brat Moore zawiódł w tym, by komukolwiek o tym powiedzieć. Nie dał znać ani mnie, ani żonie. Tak więc byłem w Idaho i po prostu powróciłem, a to zgromadzenie miało miejsce.
Zobaczyłem przez to, że nie można robić ustaleń w Luizjanie odnośnie spraw, które mają miejsce tutaj. Tak więc sam przejąłem te ustalenia, by samemu przygotować te zgromadzenia, dopóki moje spotkania... Ja po prostu... Och, nie wiem, myślę, że wyznanie jest dobre dla duszy. Czy tak myślicie? [Zgromadzenie mówi: „Amen” - wyd.] Byłem zbyt opieszały wobec tych rzeczy i pozwalałem komukolwiek, gdziekolwiek, aby przebiegało to na chybił trafił. I poznałem, że to nie działa. Po długim czasie, umieścicie... Musicie mieć jakiś system, aby to czynić. I teraz próbują dokonać jakiś ustaleń.
5
Zamierzam spotkać się z panią Arnold. W Louisville spotkałem bardzo wartościowego człowieka, kiedy miałem tam zgromadzenia. Nazywa się brat Burgum. I on chciał mieć zgromadzenia, przez wieczór lub dwa. Zamierzam spotkać się z jej małym Teddy, tak myślę, Teddy Arnold. Na jakiś czas w tym tygodniu.
Tak więc w nadchodzącą sobotę i niedzielę, jeśli Pan zechce, chcę być w Madisonville. Mają tam dwudziestu pięciu, trzydziestu kaznodziejów. Oni wszyscy tam siedzą, przychodzą dla kilku... Jeden z nich był z odległości sześciuset, siedmiuset mil. Cóż, żaden nie był tam, nie z mojej winy, lecz ja po prostu... lecz właśnie przez nieporozumienie albo niedopatrzenie, by go wywołać. I będę chciał tam być przez następny weekend, jeśli Pan zechce.
Potem, od szóstego do siódmego, będę w Brooklynie, w Nowym Jorku. A stamtąd, na czternastego, piętnastego i siedemnastego, do Parkersburg, w Zachodniej Wirginii. Właśnie te dwa ustalenia zrobiłem wczoraj wieczorem i dzisiejszego poranku. Otóż, Charlotte, w Południowej Karolinie, jest na tej liście, lecz ja nie wiem. Potem nadchodzą wakacje.
Następnie udajemy się na Zachodnie Wybrzeże, gdzie oni przygotowali zgromadzenie w wielkim audytorium. Są to małe grupy w średnich szkołach i tego rodzaju miejscach. Jedno będzie na Zachodnim Wybrzeżu, będą tam dwa miasta, połączone miejskie zgromadzenie, w Oakland i San Francisco.
Następnie jest delegacja do Phoenix, gdyż brat Roberts nie może tam być w tym roku. Ja jakby zajmę jego miejsce w Phoenix, będzie to zgromadzenie z całej okolicy Maricopa. Jest to wspólny wysiłek.
I módlcie się za mnie, ponieważ tego potrzebuję. Jestem tego świadomy, że za każdym razem, kiedy wiara się podnosi, diabeł kieruje każdą broń w piekle wprost na nią, w ten sposób, widzicie, i to sprawia, że jest dosyć ciężko.
6
Tak więc tego poranku będziemy się modlić za chorych. Chciałbym przeczytać coś z wiecznego Bożego Słowa i przez kilka chwil przemawiać z Pisma. Potem będziemy modlić się za chorych. Och, miłuję mówić o Nim! Czy wy również? Po prostu miłuję, kiedy mogę o Nim mówić.
Chcę przeczytać teraz z Biblii, z 2. rozdziału II Księgi Królewskiej, fragment 12. wiersza.
Elizeusz zaś, widząc to, zawołał:
Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i jego konnico!
Jeśli chodzi o ten tekst, to chciałbym przemawiać na temat: Używana szata. Niech Pan doda Swoje błogosławieństwo, kiedy przemawiam do was tego poranku. A wy módlcie się za mnie.
7
Dzieje się to w czasie panowania Izraela w tym kraju. Izrael był potężnym narodem i panował wtedy pokój, o ile chodzi o militarną stronę. Jeśli jednak chodzi o duchową stronę, to był to jakby czas podrabiania. Jeśli spojrzymy wstecz do Starego Testamentu, możemy zawsze odnaleźć przykłady tego, co przebiega obecnie. W wypadku Biblii, zawsze jest tak, że rzeczy, które miały miejsce na początku są typem spraw, które mają miejsce teraz.
Otóż, 1 Księga Mojżeszowa wydała wszystko, co jest dzisiaj na świecie. Nie ma niczego na świecie, co by się nie rozpoczęło w 1 Mojżeszowej, dlatego, że to jest początek. Tam rozpoczął się każdy izm. Wszystko, co miało swój początek, rozpoczęło się w 1 Mojżeszowej. Prawdziwy kościół rozpoczął się w 1 Mojżeszowej i fałszywy wierzący pojawił się w 1 Mojżeszowej. Obojętność rozpoczęła się w 1 Mojżeszowej. 1 Księga Mojżeszowa była początkiem.
8
W czasie panowania Eliasza, albo pielgrzymki Eliasza na ziemi, był on Bożym prorokiem na tę godzinę.
Bóg nigdy nie pozostawił ziemi bez Swego świadka. Bóg zawsze gdzieś miał, w jakimś miejscu, osobę, na którą mógł położyć Swoje ręce, by stała jako świadek. Jeśli więc On to czynił od 1 Mojżeszowej, wtedy na pewno, ma On gdzieś męża, na którego może położyć Swoją rękę teraz. On ma teraz więcej niż jednego męża. On ma wielu mężów, na których może położyć Swoją rękę, ponieważ dochodzimy do czasu zjednoczenia, czasu żniwa.
W 1 Księdze Mojżeszowej było sadzenie nasienia, a w czasie tych sześciu tysięcy lat miało miejsce dojrzewanie do żniwa. Teraz nasienie znowu stało się samym nasieniem. Ono doszło do stanu zakwitania i od stanu zakwitania do owocu. A teraz ma miejsce czas zgromadzenia, czas żniwa tych wszystkich wielkich rzeczy, które się rozpoczęły. Prawdziwy kościół, który rozpoczął się w 1 Mojżeszowej doszedł do czasu owocu, owocu Ducha. I antychryst, który rozpoczął w 1 Mojżeszowej doszedł do swego owocu. Właśnie teraz jesteśmy na końcu czasu tego ogólnoświatowego okresu śmiertelnej istoty. Ten czas jest najwspanialszym ze wszystkich wieków jakie miały miejsce. Jest to wstrząsający czas. Jest to przykry czas dla grzeszników, lecz cudowny czas dla chrześcijan, ponieważ wiemy, że kompletujemy albo czynimy wspólnie, ostatnie wysiłki, aby pójść do domu i spotkać Pana.
Otóż ludzie, kiedy dzisiaj rozglądacie się wokół, widzicie te wielkie kłopoty i rozpacz, która przychodzi na ten naród.
9
Kilka wieczorów temu rozmawiałem z pewnym agentem ochrony. Powiedział: „Bracie Branham, zostaliśmy pouczeni przez rząd, by już dłużej nie radzić ludziom, kiedy uderza bomba, aby kładli się z dala od okien na podłodze albo schodzili do piwnicy. Jest nowa bomba, którą potrafią radiowo prowadzić z Moskwy na ulicę 4. w Louisville i uderzyć dokładnie w tę ulicę. Wystrzelić ją. Są w niej zawarte pewne wybuchowe materiały, które mogą zniszczyć tysiące, tak wiele tysięcy ludzi. Kierowana z Moskwy, z Rosji, przez gwiazdy i radar i spuszczona dokładnie na ulicę 4. w Louisville. Kiedy ona by tam uderzyła... Nie ma potrzeby posługiwać się samolotem lub czymkolwiek. Ona po prostu czmychnie stąd i wyląduje właśnie tam. Wybije otwór w ziemi o powierzchni... o głębokości 175 stóp (54 m) i wielkości 15 mil do kwadratu (~ 39 km˛), obojętnie w którym kierunku się to posunie - 15 mil do kwadratu. Nic nie można uczynić, tylko przygotować się, aby polecieć w górę. Kiedy nadejdą te czasy, jest to jedyna rzecz, którą można uczynić.
Pomyślcie tylko, że jeśli tylko chcą, mogą wystrzelić ich pięćdziesiąt albo sto, jednorazowo. Będzie po wszystkim, w przeciągu... Sądzę, że po 60 albo 80 minutach lub coś około tego, albo raczej po sekundach, stamtąd tutaj, aby miało miejsce całkowite unicestwienie wszystkiego. Nie pozostanie nic pomiędzy Louisville a Henryville i pomiędzy Louisville a Bardstown, tylko jedna dziura w ziemi, z leżącą w niej kupą prochu. To jest wszystko, co pozostanie, poza terenami, które znikną i mile i mile i mile, które spłoną. Jedna spada tam, dalsza spada jeszcze gdzieś indziej, aby to wypełnić.
10
Jestem tak szczęśliwy, że posiadam schronienie. „Imię Pana jest potężną wieżą, sprawiedliwy do niej wbiega i jest bezpieczny”. Bez względu na to jak wiele bomb albo jak wiele czegokolwiek jeszcze... Tam jesteśmy bezpieczni. Tak więc świat i grzesznik, nie mający tego schronu, albo tego bezpiecznego miejsca, ma wstrząsający czas. Myślę, że gdybym nie był chrześcijaninem, oszalałbym, myśląc o tym, co się może w każdej chwili wydarzyć. Mając dom pełen małych dzieci i tak dalej, nie wiedziałbym, co czynić. Jestem jednak tak szczęśliwy, że mogę stać w moim domu i wprowadzać ich do tego schronu, którego żadna bomba nawet dotknąć nie może, będąc pod ochroną skrzydeł Pana Jezusa. „Nie mocą, nie siłą, lecz przez Mego Ducha,” powiedział Pan. Widzicie? To jest nasza ochrona.
Jaki to wspaniały, chwalebny czas, kiedy wiemy, że cały grzech, zmaganie i próby życia wkrótce się zakończą. Jednego z tych dni to się zakończy i pójdziemy do domu, by być z Panem. Otóż, to, co jeszcze pozostało, to głoszenie Ewangelii, by przyprowadzić do tej wielkiej wieży tak wielu, jak tylko to jest możliwe.
11
Zatem, spoglądamy na wzór naszej dzisiejszej lekcji, na Eliasza, w czasie jego panowania... raczej jego pielgrzymki na ziemi. On był wielkim, potężnym mężem. Bóg posługiwał się nim w potężny sposób, z wielką mocą. Dowiadujemy się, że w tym czasie była grupa podrabiaczy, która próbowała imitować Eliasza, która próbowała czynić te same rzeczy, które on czynił.
Widzimy to samo dzisiaj. Imitowanie chrześcijaństwa. Ludzie, którzy próbują zachowywać się jak chrześcijanie, którzy próbują sami uczynić się chrześcijanami. Nie możesz tego uczynić. Bóg to musi uczynić. On jest jedynym, który może to uczynić.
Tak więc założyli szkołę i nazwali ją: „Szkołą proroków”. Wszyscy oni uczęszczali do tej szkoły proroków i tam byli kształceni. Mogę sobie wyobrazić wszystkich tych kaznodziejów, noszących ten sam rodzaj płaszcza, jaki nosił Eliasz. Mogę sobie wyobrazić, jak oni próbowali imitować jego głos, sposób w jaki mówił, również jego sposób bycia. Każdy próbował czynić tę samą rzecz, ponieważ Eliasz był wielkim mężem, którym posługiwał się Bóg.
To samo widzimy dzisiaj. Słuchałem niedawno audycji radiowej. Był tam Billy Graham, który przemawiał do całego narodu, po swojej wizycie w Louisville. Każdy próbował imitować tę samą rzecz. Oni prawie że czesali się w ten sam sposób, nosili tę samą odzież, mieli ten sam rodzaj głosu i tak dalej. Nie możecie jednak tego czynić. Musisz być tym, kim jesteś, tym, kim Bóg cię uczynił. To się zgadza. Tak więc widzimy, że prawdopodobnie, w ich dniach miała miejsce ta sama rzecz.
12
Otóż, Bóg przewidując, że dni Eliasza dobiegną końca, że będzie tutaj na ziemi tak długo jak każdy inny człowiek, tak więc Bóg przygotował następcę Eliasza. A kiedy to uczynił, powołał tego męża. Ten nie uczęszczał do żadnego seminarium, kiedy On go powołał. Orał pole przy pomocy zaprzęgu wołów, usługując, albo troszcząc się o swoją matkę i ojca. A Bóg powołał go, by był następcą Elizeusza, a raczej Eliasza.
Prawdopodobnie wielu w tej szkole było pewnych, że będą jego następcami, że będą nosić jego szatę, skoro tylko on dojdzie do końca.
Jednak Bóg jest tym, który powołuje. Bóg postanawia. Bóg dokonuje wyboru. Bóg ustanawia. „Bóg ustanowił w kościele niektórych apostołami, niektórych prorokami, niektórych nauczycielami, niektórych ewangelistami i pastorami”. Sam Bóg to czyni. Nie możemy sprawić, że nasz włos stanie się czarny albo biały. Tak samo nie możemy przez jakiś pomysł dodać jednej rzeczy do naszej postawy. Bóg w Swojej nieskończonej łasce, przez Swój wybór i Swoją uprzednią wiedzę ustanawia te rzeczy tak, że każde koło działa właściwie. Lubię to.
Byłbym zniechęconym mężczyzną tego poranku, gdybym nie wierzył w wybór i powołanie Boże.
13
Gdybym myślał, że ten świat został pozostawiony na pastwę mocy i mądrości człowieka, wpływowych ludzi i Narodów Zjednoczonych, które nawet nie wspominają imienia Pana. Byłbym zniechęconą osobą. Lecz ja nie wyglądam takiego zakończenia.
Spoglądam tutaj na stronice tej starej Księgi, gdzie Bóg to zapisał i wszystko wydarzy się dokładnie w sposób, w jaki On powiedział, i to wszystko. Tak więc jedyną rzeczą, którą mam uczynić, to nie stanąć w jednej linii z nimi, lecz w jednej linii z Golgotą. Stań w jednej linii z Bogiem, z Jego Słowem. Stań na Jego Słowie. Bez względu na to czy wydaje się, że będzie to w ten sposób - to się wydarzy w sposób, w jaki Bóg zamierza, że to będzie. To nie może być inaczej, ponieważ On będąc nieskończonym, zna koniec przed początkiem i sprawia, że wszystko działa dla Jego chwały. To się zgadza.
„Wszystkie rzeczy będą współdziałać razem”. Wszystko będzie musiało być dopasowane do swego miejsca. Och! Czy to nie jest coś, co dodaje odwagi chrześcijaninowi! Nic nie może działać niewłaściwie. Przede wszystkim nie jest to nasza walka, lecz Jego. Nie jest to nasza mądrość, lecz Jego. Jedyną rzeczą, którą musimy uczynić, to umieścić tam naszą wiarę i ufność, usiąść spokojnie i oglądać Bożą chwałę - patrząc jak ona zajmuje swoje miejsce, a każde koło się porusza. Może to się trzęsie z boku na bok, jednak ona zajmie swoje miejsce, kiedy Bóg wypowiada Słowo.
On od początku znał koniec. On wiedział, co on wybierze. Zanim świat był ukształtowany, On wiedział, że Elizeusz zajmie miejsce Eliasza. Wszystko musi działać właściwie.
Martwimy się o naszych umiłowanych i tak dalej: „Czy oni kiedyś wejdą?” Jeśli ich imiona zostały zapisane w Barankowej Księdze życia, przed założeniem świata, to oni będą z tym współdziałać. To jest jedyna rzecz, którą możemy uczynić - wydać świadectwo i zaświecić światłem. Bóg jest tym, który sprawia, że ono do nich dociera.
14
Zauważcie, że potem Eliasz rzucił swoją szatę na niego i wypróbował ją na nim. Innymi słowy, prorok Eliasz, który miał na sobie Boży płaszcz, podszedł i położył go na Elizeuszu, rolniku, by zobaczyć, czy do niego pasuje. To wymagało dziesięciu lat przemiany, by dopasować ten płaszcz.
Wiecie, że Bóg zwykle sadza nas w warsztacie i przycina. Otóż, On nie przerabiał tej szaty, by dopasować ją do Elizeusza. On doprowadził Elizeusza do tego, że pasował do tej szaty. On zmienia nas, aby dopasować nas do tej szaty. On nie zmienia tej szaty, by dopasować ją do nas. Czasami chcemy spowodować, by ta szata pasowała na nas. Nie możemy jednak tego osiągnąć. Musisz pozwolić na to, by zostać dopasowanym do tej szaty. Jest to Boża szata i on uczynił ją doskonałą. I musimy... On musi przyprowadzić nas do tego wymiaru, by ta szata do nas pasowała.
Tak więc nie możemy być doskonałymi z samych siebie. Wiemy, że tego nie możemy. Nie ma dla nas sposobu, abyśmy takimi byli, chociaż On powiedział, abyśmy takimi byli. On to jednak uczynił. On dokonał przebłagania dla nas. Pan Jezus Chrystus i Jego sprawiedliwość. To jest sposób w jaki przychodzi doskonałość. Odrzucenie naszej własnej świętości, której nie mamy i naszych własnych myśli, których nie powinniśmy mieć, lecz rzeczywiste odpocznienie na dokonanym dziele Pana Jezusa. Bóg posłał Go na ziemię i w Nim odpoczęliśmy.
15
Zauważcie, że przez wszystkie te lata, jak daleko wiemy, on miał jeden chrzest tej szaty, która przewionęła nad nim. Jednak przez te lata, Bóg kształtował charakter tego męża, by pasował do miejsca swego powołania, by pasował do tej szaty i był sługą Pana.
Kiedy Eliasz przeszedł i rzucił ją na niego, zaczęli iść w kierunku Gilgal i wielu innych miejsc. W czasie swojej podróży udali się do szkoły proroków. W końcu Eliasz próbował nakłonić Elizeusza, by zawrócił. Czy zauważyliście to? Próbował nakłonić go, by zawrócił. Rzekł: „Ja... - innymi słowy - synu, może ta droga jest dla ciebie zbyt trudna. Może jest dla ciebie zbyt wąska, byś nią szedł”.
Wiecie, tam, gdzie znajdował się Eliasz, tam była prostota. Gdziekolwiek Boży prawdziwy sługa głosi Ewangelię - jest to bezpośrednia, niezmieszana Ewangelia.
16
Pewnego dnia, kiedy udał się w odwiedziny do szkoły proroków, oni powiedzieli mu, że chcą opuścić to miejsce. Rzekli: „Jest tutaj dla nas zbyt ciasno”.
To, czego potrzebujemy dzisiaj, to trochę więcej Ewangelii, głoszonej w prostocie, która oddzieli pszenicę od plewy, to co właściwe, od tego, co błędne. Sprawi, że to, co jest dobre, będzie dobre, a to co złe, będzie złe.
Wszyscy ci faceci ze swymi przeżyciami i tym wszystkim, czym oni byli! Oni poszli, by zebrać coś do zjedzenia, a jeden z nich zebrał dzikie pnącza, nazbierał trochę dzikich ogórków i zagotował trochę śmierci w tym kościelnym garnku. I jak wiecie, oni zaraz wykrzyknęli: „Śmierć w garnku!”
Jednak Elizeusz, z podwójną porcją, wiedział, co uczynił, więc wrzucił garść mąki do garnka. Powiedział: „Teraz śmiało możecie to spożywać”. Innymi słowy, oni...
17
Myślę, że jest to typem obecnego dnia. Mamy wiele metodystów, baptystów, prezbiterian, luteran, zielonoświątkowców i wszystkich pozostałych pomieszanych razem, a jeden walczy przeciwko drugiemu. Nie potrzebujemy usuwać całej tej rzeczy i działać bez niej. Potrzebujemy dalszej garści mąki. Pozostańcie z tym samym zborem.
Ta mąka pochodziła z izby w tej szkole, gdzie ludzie przynosili tę ofiarną mąkę, która była starta w szczególny sposób, tak że każde ziarenko tej mąki było takie same. Potem, gdy...
Ta mąka, która wyglądała tak samo, reprezentowała Chrystusa. Mąka to życie. Ta mąka, która była typem Chrystusa, była starta w ten sam sposób, a to znaczyło, że: „Jezus Chrystus jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki”. A tak jak tę mąkę składano w ofierze z pokarmów, tak samo Chrystus wszedł w śmierć, przynosząc życie. To jest to, co może spowodować różnicę w naszej martwej formie, w naszych poróżnieniach, w naszych kościelnych argumentach i wszystkim pozostałym. Jeśli tylko umieścimy w tym Chrystusa, On zmieni śmierć, oddzielenie, w życie. Jeśli tylko to uczynimy.
Jest 19 milionów baptystów w Ameryce. Istnieje 13 milionów metodystów w Ameryce. Luteran jest 11 milionów, a prezbiterian 10 milionów. Tylko Bóg wie, ilu jest katolików, którzy przewyższają każdą denominację. Czego jednak potrzebujemy w tym wszystkim? Garści mąki. Potrzeba sprowadzić życie do zboru. Chrystus jest tym życiem. On przyszedł, by przynieść nam życie.
18
Tak więc oni mieli swoje spory, swoje szkoły i swoich teol... teologów i tak dalej.
Wtedy Eliasz rzekł do Elizeusza: „Lepiej zawróć, gdyż droga może być trochę trudna”. Jednak w wypadku męża Bożego, który się raz z tym zetknął, albo szata Bożej sprawiedliwości i mocy została wrzucona na jego ramiona, wtedy nie jest takie łatwe, by zawrócił.
Kiedy usłyszałem pastora mówiącego tego poranku, że nasz... „Wielu jest zniechęconych”. To, czego potrzebujemy, bracie, jest przyjąć zachętę. To się zgadza. Próby mogą nadejść. Nie zostało nam obiecane, że one nas ominą, lecz że On da nam łaskę, aby przez nie przejść. Jeśli góra jest zbyt wysoka, by po niej przejść, zbyt głęboka, by pod nią przejść, zbyt szeroka, aby ją obejść, wtedy On da nam łaskę, by przez nią przejść. To się zgadza. Tylko się nie martw, patrz jednak na Chrystusa, dlatego że On jest jedynym, który może nas przez to przeprowadzić.
19
Otóż, widzimy, jak oni podróżują dalej, aż doszli do szkoły. I on rzekł: „Pozostań teraz tutaj. Osiądź tutaj, bądź dobrym nauczycielem teologii i tak dalej. Prawdopodobnie pewnego dnia zostaniesz tutaj dziekanem. Ja jednak muszę iść trochę dalej”.
Czy możecie sobie wyobrazić, że mąż Boży będzie zadowolony z tego, że jest dziekanem szkoły, podczas, gdy moc Boża jest wokół miejsca, gdzie on stoi? Nie, panowie. On rzekł: „Jako żyje Pan i jako żyje twoja dusza, że cię nie opuszczę”. Lubię to.
Stój przy tym, bez względu na zniechęcenie, nawet jeśli pochodzi ono od twej mamy, twego taty albo twego pastora. Pozostań z Nim.
20
Dotarli do Jordanu. Przekroczyli go. Eliasz powiedział: „Cóż, co chcesz, abym ci uczynił?”
Odrzekł: „Niech podwójna porcja twego Ducha zstąpi na mnie”. On wiedział, że ma pracę do wykonania. On powiedział: „Podwójną porcję”. Nie tylko dobre rozgrzewające przeżycie, nie tylko miłe podanie ręki albo dobra społeczność z resztą zboru, lecz: „To, czego chcę, to podwójna porcja tego, co jest teraz najlepsze”.
Mówię wam, kiedy Bóg ustanawia człowieka, by spełnił jakieś zadanie w tym świecie - on musi posiadać coś lepszego niż posiada ten świat. On musi posiadać coś lepszego, niż posiada zbór. On musi pójść za podwójną porcją.
Jeśli kiedykolwiek był czas, by była potrzebna podwójna porcja pomiędzy ludźmi, jest to dzisiaj. Coś lepszego, coś wyższego. Nie mógł... Myślę, że fasolka i chleb są bardzo dobre, lecz czasami muszę sięgnąć trochę wyżej. Czynimy to - musimy. Musimy się stale podnosić. Izrael odstępował, kiedy pozostawał na tym samym terytorium. On musiał posuwać się naprzód albo cofać się do tyłu. Tak samo jest w wypadku kościoła.
21
Tak więc, kiedy szli, nie minęło pięć minut i on rzekł: „Poprosiłeś o wielką rzecz, niemniej jednak, jeśli mnie ujrzysz, gdy będę odchodził, możesz mieć to, o co prosiłeś”.
Otóż, to musi być szczery motyw, szczere serce, szczere oko patrzące na tę obietnicę. Hm! Jeśli jesteś chory tego poranku albo obciążony, istnieje wielka obietnica - nie Eliasza, lecz samego Boga. „Jeśli potrafisz wierzyć, kiedy się modlisz, wierz, że otrzymasz to, o co prosisz, a otrzymasz to”. Bez względu na to, co mówi lekarz, jak to czy tamto przebiega, trzymaj się szczerze tej obietnicy.
Eliasz dał mu polecenie: „Jeśli ujrzysz mnie, kiedy będę odchodził, ona zstąpi na ciebie”.
Jest obietnica: „Jeśli tylko możesz wierzyć, wszystko jest możliwe dla tych, którzy wierzą”.
22
Czasami patrzę na siebie i myślę: „Byłem w moim życiu taką meduzą. Oczekiwałem i przeoczyłem wiele tysięcy dusz dla królestwa, ponieważ oczekiwałem i mówiłem: ‚Boże'...”. Zbyt dużo polegałem na duchowym darze. Mówiłem: „Panie, jeśli tylko pokażesz mi, jeśli dasz mi wizję, co czynić”. I Bóg dawał wizje, a wtedy odwracałem się i pozwalałem komuś, by mówił mi coś innego.
Och, nigdy jeszcze nie dotarłem do miejsca, by... jak to, w którym jestem teraz, gdy odczuwam wiarę, że muszę wykroczyć, ponieważ taka jest obietnica. Te rzeczy, które On uczynił, uzdrowienia, których dokonał, oraz cuda tak dalece posunięte, że zstąpił i zrobiono Mu zdjęcie obok nas, i tak dalej, co nie miało miejsca od założenia świata. I po tym stać jak meduza? To sprawia, że jestem zniechęcony sobą. Jest to czas, by utrzymać swój wzrok na obietnicy.
Tę właśnie rzecz przez Bożą łaskę czynię. Uświadamiam sobie, że każdy diabeł w piekle będzie do tego strzelał. Jednak przez Bożą łaskę ustawicznie patrzę na obietnicę.
23
Eliasz powiedział: „Jeśli...”. Eliasz rzekł: „Jeśli ujrzysz mnie jak odchodzę, otrzymasz to, o co prosisz”. To się zgadza. Musisz na to spoglądać. Obserwuj tę obietnicę. Co, gdyby on zawrócił i rzekł do niektórych z tej szkoły: „Ej, chłopaki, co ja właściwie teraz czynię, naśladując tego proroka?” On by może zawiódł. On się jednak nie zajmował tym, co myśli ta szkoła albo o czym myślą wszyscy ci nauczyciele. Nie zajmował się tym, co myślą sąsiedzi albo inne rodziny lub czy ktoś na niego patrzy. Jego wiara była skupiona na obietnicy.
To, czego dzisiaj potrzebujemy, to jest wiara w Bożą obietnicę i nie zwracania żadnej uwagi na to, co ten lub tamten mówi.
Jak rzekł pewien brat: „Jeden kaznodzieja miał dwie nieme dziewczynki. A ten ich... krytyka odnośnie Bożego uzdrowienia. Tak, że te dzieci nie mogły zostać uzdrowione”.
Nie zwracaj żadnej uwagi na krytyków. Skup swoją wiarę na obietnicy. Bóg tak powiedział! „Modlitwa wiary uzdrowi chorego i Bóg go podniesie”. Jeśli On może sprawić, że jeden głuchoniemy usłyszy, może także sprawić, że dalszy głuchoniemy usłyszy. Wiemy to, dzięki niezawodnym dowodom, że On to czyni. Utrzymujmy naszą wiarę w obietnicę. Niech nasze oko jest wpatrzone, nasze ucho wytężone, nasze serce oddane i nastawione tylko na Jezusa Chrystusa, a On potrafi dokonać tego, co obiecał. Och, kiedy o tym myślimy, zmienia to całą scenę. Bóg dał obietnicę. Bóg był tym, który to powiedział.
Otóż, tutaj był Boży przedstawiciel, który to powiedział, a teraz sam Bóg to powiedział. Co w takim razie możemy uczynić? Nic tylko skupić na tym swoje myśli. On rzekł: „Jeśli ujrzysz mnie, jak odchodzę, możesz mieć tę obietnicę”. Elizeusz ustawicznie spoglądał na Eliasza. Nie miało znaczenia, co krzyczano i co się wokół działo, co się przed tym wydarzyło, on nawet na to nie spojrzał. On ustawicznie patrzył na tę obietnicę. Chodzi o to, by twoje oczy spoglądały na tę obietnicę.
Myślę o tej pani, którą odwiedziliśmy pewnego wieczoru, pani Sauer. Lekarz powiedział jej w jakim złym stanie ona jest. A ja nigdy nie powiedziałem jej i nie powiedziałem nigdy jej umiłowanym, jak niemożliwym jest dla niej, by kiedykolwiek wyzdrowiała. Otóż, brat, jej zięć zapytał mnie o to. Powiedziałem: „Jeśli ona potrafi tylko wpatrzyć się w tę obietnicę”. Bez względu na to, co się dzieje, patrz na tę obietnicę.
24
Kilka tygodni temu, siostra Wood i brat Wood, dwoje naszych bliskich przyjaciół z naszego tutejszego zboru. Byłem w Michigan z moimi przyjaciółmi, Leo i Gene. Opuściliśmy zgromadzenie w Chicago i udaliśmy się z niektórymi ich ludźmi na dwa dni, aby polować na jelenia, przy pomocy łuków i strzał. W powrotnej drodze mojej żonie udało się jakoś nawiązać ze mną kontakt i ona powiedziała: „Módl się za mamą pani Wood. Rak pożera jej twarz”. Rzekła: „Nigdy nie widziałam siostry Wood tak zaniepokojonej. Ona płacze”. Siostra Wood była zawsze bohaterem wiary, odkąd Bóg uzdrowił jej chłopca z okaleczonej nogi, a ją uzdrowił z gruźlicy i tak dalej. Jednak tym razem się poddała.
Tego wieczoru modliliśmy się tam w pokoju. Wchodząc, pani Wood powiedziała: „Bracie Branham, przenieśmy się”. Udaliśmy się do jej mamy, która była w Louisville. Miała raka na jednej stronie nosa. A lekarz rozdrobnił to i rozdrapał, tak że pozostał tylko mały pierścień połowy nosa, tylko jakieś 1/8 cala (~ 3 mm) od jej oka, była tam tylko kość. Zostało to zżarte po prostu tak szybko jak tylko to możliwe.
25
Udałem się do pokoju i uklęknąłem. Powiedziałem: „Chciałbym tylko z nią rozmawiać”. I poszedłem do pokoju, by modlić się za tę kobietę. Kiedy byłem w tym pokoju, pomyślałem: „O Boże, gdybyś pokazał mi wizję odnośnie tego, co się stanie z tą kobietą”. Pan i pani Wood siedzieli na zewnątrz, czekając, co powie wizja.
Jednak w czasie, gdy tam byłem, odczułem potępienie. Zostałem potępiony z powodu oczekiwania na wizję. Wydawało się, jakby coś odpowiedziało. Nie był to słyszalny głos. „Dlaczego potrzebujesz wizji, jeśli obietnica została już wypowiedziana?” Tak więc uklęknąłem i modliłem się. W czasie, kiedy się modliłem, coś zakotwiczyło się wewnątrz, wiara obietnicy.
Wyszedłem na zewnątrz. Kiedy powiedziałem o tym pani Wood, ona rzekła: „Czy widziałeś coś, bracie Branham?”
Powiedziałem: „Nie widziałem niczego dokładnie, lecz odczułem coś, co powiedziało mi, że Jego obietnica jest prawdą i On ją wypełni. I wierzę, że On to uczyni”.
W przeciągu mniej niż 24 godzin, koniec tego raka zaczął się odrywać i pojawiło się na tym zasklepienie. Jak wiecie, rak nie pokrywa się strupem, dopóki nie jest martwy. Tak więc się to zakończyło. Tak kobieta jest uzdrowiona i jest w domu. Jaki wspaniały Chrystus! Dzięki spoglądaniu na tę obietnicę! Bóg tak powiedział!
26
Czasami jednak, kiedy modlono się za nami, odchodzimy i mówimy: „Cóż, nie stało się to od razu, więc lepiej podejdę znowu”. Och, nie.
Spoglądaj na tę obietnicę. Bóg tak powiedział i to rozstrzyga. To wszystko. Jeśli Bóg to powiedział, to potrafi dotrzymać Swej obietnicy, w przeciwnym wypadku nie powiedział tego.
Abraham nazwał te rzeczy, których nie było, jakoby były. Przez dwadzieścia pięć lat obstawał przy tym co niemożliwe, ponieważ uznał, że Bóg potrafi dotrzymać tego, co obiecał. Amen. A my dzięki wierze jesteśmy dziećmi Abrahama.
Z pewnością Eliasz ustawicznie spoglądał na... raczej Elizeusz na Eliasza, kiedy szli naprzód.
27
Po chwili przybył wóz i rozdzielił ich, jednego na jedną stronę, a drugiego na drugą. Potem zabrał Eliasza. Na... On wstąpił do tego powozu i pojechał w górę. Zdjął szatę ze swych ramion i wrzucił ją na Elizeusza, ponieważ Elizeusz dorósł do niej, tak więc wiecie, ona do niego pasowała. I możecie sobie wyobrazić...
Och, chcę waszej niepodzielnej uwagi, kiedy odczuwam, że moje gardło mnie drapie. Chcę was o coś zapytać.
Czy możecie sobie wyobrazić, co czuł Elizeusz, kiedy podniósł ten płaszcz i położył go na swoje własne ramiona? Och, co za uczucie?
28
Nie aplikuję tego do siebie, lecz około 10 lat temu, wygłosiłem zza tego pulpitu kazanie o Dawidzie, wojowniku z procą w swojej ręce i Goliacie, który stał przed nim. W tamtych dniach nie było żadnych kampanii uzdrowieniowych, nigdzie, wiemy o tym. Och, jak krytycznie byli nastawieni ludzie do Bożego uzdrowienia! Jednak jakaś istota popierała te zgromadzenia. Pastorzy mówili mi, że tracę rozum, że tak nie może być. Jednak zza tej samej skrzyni tutaj, przemawiałem o Dawidzie. On rzekł: „Chcecie mi powiedzieć, że armia żywego Boga, pozwoli temu nieobrzezanemu Filistynowi przeciwstawiać się tej armii?”
Ten mały, przygarbiony, kędzierzawy chłopak odziany w owczą skórę, stał z procą w swojej ręce, a cała armia Izraela była z tyłu, popierając go. Jednak on wystąpił sam. Człowiek z włócznią o długości 19 stóp (5,8 m) i końcówką z zaostrzonej stali, która ważyła jakieś 20 funtów (9 kg) - włócznia 19 stóp. Jego palce miały 14 cali (36 cm). Dawid zaś ważył prawdopodobnie 90 funtów (41 kg), stał tam, podskakując w górę i w dół, jak mały zadziorny kogut, mówiąc: „Chcecie mi powiedzieć, och, że pozwolicie temu nieobrzezanemu Filistynowi...”. [Brat Branham stuka w pulpit cztery razy - wyd.] „Jeśli chce tam stać, niech stoi, lecz on przeciwstawia się armii żywego Boga”. Och, jaki bohater!
29
„I wy wszyscy boicie się, by wyruszyć z nim do walki?” Rzekł: „Pozwólcie mi to uczynić”. Och! Powiedział: „Bóg niebios pozwolił mi zabić lwa przy pomocy procy. On sprawił, że zabiłem niedźwiedzia przy pomocy procy. O ile bardziej On mnie wyzwoli z ręki tego nieobrzezanego Filistyna!” Z pewnością.
I gdy ta pierwsza walka została zwyciężona i Goliat został powalony, cała armia izraelska poszła za Dawidem. Oni ścinali głowy i uderzali, Izrael... raczej bili Filistynów aż do ich własnego kraju. Wepchnęli ich do rogów, wybili, zajęli ich miasta i wszystko pozostałe i osiągnęli zwycięstwo.
Bracie i siostro, ta sama rzecz została osiągnięta w nadprzyrodzonym wymiarze, kiedy rzekli: „Boże uzdrowienie nie działa. Dni cudów przeminęły”. Jeśli dni cudów przeminęły, przeminęły również Boże dni. Zbór, który nie wierzy w to co nadprzyrodzone, ostatecznie umrze i Bóg ten zbór opuści. Musi! Bóg dał obietnicę, a Boże obietnice są wieczne.
30
Jakiś czas temu, pewne dziewczyny pracowały tutaj z radem, zanurzając i ręcznie nanosząc ten rad na zegarki. Właśnie taki posiadam. Jakaś dziewczyna popełniła błąd. Wzięła pędzel i włożyła go do ust. To ją uśmierciło. Wiele lat później oni przyłożyli mikroskop do czaszki tej dziewczyny i ciągle mogli słyszeć jak ten rad pracuje: „Wrr-wrr-wrr”. Jest to nieskończone. On działa dalej i dalej. Nie ma w nim punktu zatrzymania.
Och, bracie, jeśli rad ma takie działanie w nas, o ile bardziej niekończonym będzie, wieczny, nadprzyrodzony, wszechmocny, nieskończony, wszechmogący Bóg! Musi On przynieść tem sam efekt, kiedy rozpocznie. On musi to wszystko posiadać albo nie jest wszechmocnym, wszechmogącym Bogiem. On ciągle oczekuje na kogoś z płonącą wiarą, który wystąpi i wyzwie nieprzyjaciela w oparciu o Jego Słowo i powie, że tak to jest.
31
Co się wydarzyło, skoro tylko rozpoczęła się wielka uzdrowieniowa kampania? Wtedy tysiące żołnierzy, Bożych mężów, którzy znajdowali się na tyłach tych niewielkich kościołów, jak Oral Roberts, Tommy Hicks i tych wielu innych wybitnych mężów, którzy znajdują się na misyjnym polu, wyciągnęli swój miecz i wyruszyli. Ten miecz obcina zarówno to, co przychodzi jak i odchodzi, to co z góry i z dołu, co wchodzi i wychodzi. „Rozeznaje myśli, nawet do szpiku kości”. Oni wyciągnęli swoje Biblie, swoje miecze, i wyruszyli, kiedy ujrzeli, że to może być uczynione. Pobiliśmy nieprzyjaciela, dzięki łasce Boże, tak że na całym świecie pojawiło się przebudzenie uzdrowieniowe. To mogło być uczynione. Nieznaczni pastorzy, którzy mieli niewielkie zbory i tak dalej, uchwycili ogień i ujrzeli wizję, szarpnęli za miecz, wyruszyli i pobili nieprzyjaciela.
Skąd wiecie, że tak jest? Wielki mąż, kongresman Upshaw, król Anglii Jerzy i wielu ważnych mężów, którzy leżeli chorzy i dotknięci, zostało uzdrowionych przez moc wszechmogącego Boga. Tak więc teraz nie mogą nic powiedzieć. To się stało. Z pewnością! On był...
32
Potem przyszedł Elizeusz. Po tym... Jedynym pragnieniem jego serca było otrzymać tę obietnicę. On chciał tej obietnicy. Taki był jego motyw. To było w nim. To było jego życiem. Taki był jego cały zamiar. Wszystko, co miał, poświęcił temu, by mieć tę obietnicę.
Jestem przekonany, aby wierzyć w to, że odnośnie tych spraw, nie jesteśmy tak szczerzy, jak o tym twierdzimy. Jeśli całym twoim motywem tego poranku jest odpocząć na: „Oddaję Bogu chwałę za moje uzdrowienie. Jestem zdecydowany, by zostać uzdrowiony przez Bożą moc. Jestem zdecydowany, by żyć chrześcijańskim życiem. Jestem zdecydowany, by chodzić w pokoju z Bogiem. Zdecydowałem się, by tak czynić. Nie ma dla mnie znaczenia, co matka mówi, co kościół mówi, co pastor mówi, co ktokolwiek inny mówi, co świat mówi. Jestem zdecydowany. To jest szczerość mego serca,” wtedy gdzieś się dostaniesz.
Potem Eliasz zobaczył, że jest on zdecydowany, by to otrzymać. Eliasz zobaczył, że Elizeusz jest zdecydowany i wtedy dał mu tę obietnicę. Otóż, tą obietnicą było: „Jeśli ujrzysz mnie, kiedy będę odchodzić! Jeśli będziesz tylko mógł mnie ujrzeć, kiedy odchodzę!” Otóż, teraz zależało to już od Elizeusza. On chciał usłyszeć tę obietnicę, tak więc miał tę obietnicę. Było w niej zawarte jeśli. „Jeśli ujrzysz mnie, kiedy będę odchodzić!”
Otóż, jeśli jesteś chory tego poranku i chcesz zostać uzdrowiony, mogę udowodnić ci, że Chrystus dał ci tę obietnicę. Ta obietnica jest wasza. „Jeśli możesz wierzyć! Jeśli możesz wierzyć!” Nie bądź pokonany.
33
Teraz Elizeusz został owinięty w szatę Eliasza, proroka. Co za zwycięzca maszeruje! On kroczy, wstępuje do nieba, jako zwycięzca! On usłyszał obietnicę. Odczuł moc. Szedł jak wojownik, wprost do Jordanu.
Chwała Bogu, przyjacielu! Każdy wierzący tego poranku, który jest owinięty w sprawiedliwość Chrystusa, idzie drogą w kierunku Jordanu. To się zgadza.
Niech spadną atomowe bomby, jakimkolwiek sposobem. Jesteśmy odziani i kroczymy jako zwycięzcy. Amen. „Nie bójcie się, zwyciężyłem świat”. Tak panowie! O czym mamy pamiętać? „Zwyciężyłem świat”. [Brat Branham klaszcze w ręce dwa razy - wyd.] Chrystus to powiedział. [Brat Branham puka w pulpit dwa razy - wyd.]
Elizeusz szedł odziany w używaną szatę, jak zwycięzca, dokładnie, podchodząc do Jordanu.
Bracie, pozwól, bym powiedział ci to z szacunkiem. Nie wkładaj na kogoś szaty, która jest pożarta przez mole z powodu zwątpienia, gdzie wszystkie te porażki, przesądy, wzloty i upadki zrobiły w niej dziury i wszystko przez nie wypada. Ubierz szatę zwycięzcy, Chrystusa. Nie ufaj swemu kościołowi, który kiedyś nauczał chrztu Ducha Świętego, który kiedyś nauczał Bożego uzdrowienia, a teraz zapiera się tego. Wszystko to jest pożarte przez mole zwątpienia i całą resztę. Przywdziej szatę Tego, który nigdy nie przegrał bitwy. Jesteś na swojej drodze do Jordanu. Amen.
34
Otóż, on miał używaną szatę. To prawda. Wielu ludzi tego poranku ma przywdziane używane szaty. Jednak, kiedy doszedł do Jordanu uświadomił sobie, że sama ta szata nie będzie działać. To się zgadza. A zbór metodystów, baptystów, zielonoświątkowców, prezbiterian: „Och, posiadamy szkoły! Posiadamy wszelką etykę Biblii, znamy ją na wyrywki. Wszystkie nasze tkane szaty są w porządku, obietnice. Wszystko to posiadamy. Och, wszyscy jesteśmy ochrzczeni i jesteśmy naprawdę apostolscy. Mamy apostolską wiarę. Wierzymy w Boże uzdrowienie. Wierzymy w Boga. Posiadamy wiarę w Bożą moc. Zostaliśmy ochrzczeni w taki sposób, jak mówi Biblia. Otrzymaliśmy Ducha Świętego. Mówiliśmy w obcych językach. Wszystko to czynimy”. Jednak bracie, jeśli to jest jedyna rzecz, którą potrzebujesz, doświadczysz również niedostatku, kiedy dojdziesz do Jordanu.
Och, może byłeś nauczany. Może jesteś bystry. Może posiadasz tytuł doktora teologii. Może masz doktora filozofii. Może to wszystko posiadasz i masz swoje błogosławieństwo. Możesz posiadać wszelkiego rodzaju stopnie. Możesz mieć na sobie szatę metodystycznego kościoła. Może nosisz szatę zielonoświątkowego kościoła. Może masz szatę zgromadzeń Bożych, jednościowców, trynitarian lub kogokolwiek. Jest to od początku tylko używana szata, to się zgadza, pewnych dogmatów ludzkiej roboty, które były nauczane i tak dalej,
35
nawet jeśli byłeś chrześcijaninem i ten zbór był chrześcijański, właściwie odziany.
Kiedy Elizeusz powstał, rzucił się w oczy całej grupie w pełni uszeregowanych proroków i krytyków, którzy patrzyli na to, co będzie czynił. I oto idzie, krocząc, w przywdzianej szacie Eliasza. Och! Alleluja! Innymi słowy jest on wyszkolony. Jest wykształcony. Jest poddany. Wierzy. Nie ma w nim niczego niewłaściwego. Schodzi do Jordanu. Świat go obserwuje.
O Boże, jak tego dzisiaj potrzebujemy! Mamy wielu wyszkolonych i wyuczonych nauczycieli. Posiadamy mężów, którzy potrafią rozdzielić tę Biblię i zestawić ją razem, matematycznie, którzy znają historię biblijną w każdym szczególe, którzy potrafią wam podać godzinę, w której świecznik został zapalony i godzinę, w której zgasnął. Mogą powiedzieć wam wszystkie te rzeczy. I oni są... Posiadają wodny chrzest. Mają duchowy chrzest, jak go nazywają, szatę. Posiadają wszystko w należytym porządku.
Tak postąpił Elizeusz.
36
Kiedy jednak doszedł do Jordanu, spoglądając w twarz światu krytyki, co zawołał? „Gdzie jest Bóg Eliasza?” Nie była to szata Eliasza, która to sprawiła. Była to moc Boga Eliasza, która to sprawiła.
Tego poranku świat potrzebuje mocy Boga Eliasza. Mogłeś mówić w obcych językach, wykrzykiwać i biegać po podłodze. Jednak to, czego potrzebujemy, to moc Boża Zielonych świąt, by wydała życie i rzeczy, które miały miejsce w tamtym dniu, apostolska moc.
Używana szata jest w porządku, on jednak potrzebował świeżego powołania od Boga w swoim sercu. On potrzebował świeżego namaszczenia od Boga. On miał ubraną używaną szatę, kiedy doszedł do tej rzeki, lecz potrzebował całkowicie nowego, powołania z pierwszej ręki od Boga. Bożej mocy z pierwszej ręki, aby dokonała cudu.
37
Mój bracie, nie obawiaj się poprosić Boga o cokolwiek. Musisz domagać się albo prosić Boga o każdą rzecz, którą On obiecał. Jeżeli ja przedstawiam Boga, który jest wszechmocny i wszechpotężny i jeśli jestem sługą Bożym, wtedy muszę czynić dzieła Boże. Jeśli czynię dzieła Boże, wtedy muszę domagać się od Boga, aby dokonał tych rzeczy, ponieważ On wymaga ode mnie, bym zamanifestował to, co niemożliwe. Muszę Go prosić. Muszę Go wzywać, stać tam i mówić: „Boże, obiecałeś to”. Tak więc i wy czyńcie, każda osoba.
„Otrzymacie moc - Dzieje Apostolskie 1,8 - po tym, kiedy Duch Święty zstąpi na was. Po tym, kiedy Duch Święty zstąpi na was”. Po tym, kiedy Duch Święty zstąpi na was! Po tym, kiedy zostałeś odziany jak chrześcijanin, po tym, kiedy twoja wiara została umieszczona w Chrystusie, potem otrzymasz moc. Tam się znajdujesz. Tak.
Bracie, siostro, każdy z was tego poranku. Może to wypowiem przed modlitwę za chorych! Może to powiem! Z Bożą pomocą, módlcie się za mnie. Dziesięć lat temu stałem na tym podwyższeniu, głosząc o Dawidzie i Goliacie. Otóż, to nie był Goliat, który mi przeszkadzał. Bóg go zabił przede mną. Jednak to, co mi przeszkadzało, to niedostatek wiary, brak czegoś o czym wiedziałem, że jest blisko.
Tego poranku, ponownie krzyczę przed tym małym zgromadzeniem - gdzie jest Bóg, który dał tę obietnicę? Gdzie jest Bóg, który mnie tam napotkał? Wystąp Boże i daj mi zachętę. Daj mi siłę. Daj mi zdecydowany zmysł, bez względu na to, co przychodzi lub przebiega. Czy wygląda to ciemno, czy wygląda to... Jakkolwiek to wygląda, wyrusz. Obietnica jest prawdą.
38
Bracie i siostro, jednego z tych dni, i ty przyjacielu grzeszniku, który jesteś tu tego poranku, również wy ludzie, którzy próbujecie podrabiać chrześcijaństwo. Może należysz do zboru. Jest to bardzo dobre. Nie mówię nic przeciwko temu. Nic przeciwko waszemu naukowemu wykształceniu lub przeciw waszej teologii. Nie mam nic przeciwko temu. Jednak, och, gdzie jest ten Bóg?
W końcu nie był to Elizeusz. Nie był to Elizeusz, który rozdzielił tę rzekę. Nie była to jego szata. Elizeusz zdjął ją ze swoich ramion. Zwinął ją w ten sam sposób, jak uczynił to Eliasz. Kiedy jednak zaczął próbować nią wymachiwać, nie było tam żadnej mocy. Wtedy zawołał, wiedząc, że gdzieś jest Bóg: „Gdzie jest ten Bóg? Gdzie On jest?” Wtedy coś musiało uderzyć tego proroka, dlatego że wywinął tą szatą, uderzył tę wodę i otworzył ją w tę i tamtą stronę. Potem przed duchowieństwem tego dnia, przed krytykami tego dnia, przeszedł Jordan, tak jak uczynił to Eliasz przed nim.
39
Nie potrzebujemy nauczania. Mamy je. Potrzebujemy jednak Boga Eliasza. Potrzebujemy mocy Boga Eliasza, z powrotem w naszym zborze. Mocy, która sprawiłaby, że będzie się to trzymać i nazywać Boże Słowo prawdą, bez względu na okoliczności.
Każdy z nas tego poranku, będąc ludzką istotą, jest na drodze do Jordanu. „A kiedy doszedł do Jordanu”. Przybędziecie tam, jednego z tych poranków, lub jednej z tych nocy.
Kiedy on doszedł do Jordanu, szedł jak zwycięzca. Lecz, kiedy doszedł do Jordanu, w tym leżała ta różnica. Miał on przywdzianą używaną szatę. Nosił ją inny mężczyzna. Lecz była to dobra szata i on wiedział, kim był ten mąż, który ją nosił.
40
Bracie, siostro, jednego z tych poranków muszę zejść do Jordanu.
Myślę, że tego popołudnia udamy się do brata i siostry Wright. Nie zapomnijcie o nich. Oni mają złotą rocznicę ślubu. Sądzę, że zbór, że oni będą mieli z nimi obiad. Myślałem o tym pewnego dnia - 50 lat! Widzę ich oboje w podeszłym wieku i pochylonych. Pomyślałem: „Tak, mam czterdzieści siedem lat”. Oni zostali zaślubieni trzy lata przed moimi narodzinami.
Czterdzieści siedem lat! Zmierzam w kierunku Jordanu. Muszę tam zejść. Muszę się tam dostać. Zamierzam tam przybyć. To może być wypadek samochodowy na drodze. To może być upadek samolotu. Mogę zostać przestrzelony gdzieś jakąś diabelską strzałą i umrzeć. Nie wiem, jak odejdę. Lecz jedno wiem, odchodzę i zmierzam w kierunku Jordanu.
Kiedy jednak się tam dostanę, chcę wiedzieć jedno - że również mam przywdzianą używaną szatę. Nie ufam mej własnej, gdyż ona nie jest dobra. Skoro tylko Elizeusz podniósł szatę Eliasza, podarł swoją własną na kawałki i odrzucił. I tak się stało, kiedy znalazłem Chrystusa. Rozdarłem samego siebie, moje własne pomysły, mój własny nonsens, moje małe nieistotne sprawy. Myślałem, kiedy byłem młodym baptystycznym kaznodzieją, byłem mniej więcej jak... Byłem kimś. Lecz ja to rozdarłem i odziałem się w Jego szatę. I kiedy podchodzę do Jordanu, chcę widzieć samego siebie odzianego w Jego szatę. On to uzna. Dotrę tam pewnego dnia.
Módlmy się jednak przez chwilę.
41
Niebiański Ojcze, kiedy maszerujemy tego poranku do Jordanu, jako zwycięzcy, wiemy, że pewnego dnia spotkamy się z czymś przy Jordanie, jest to śmierć. Och, jaka to będzie straszna rzecz, oddzielenie od Boga. Nie możemy się przeprawić. Nie. Jednak, kiedy Elizeusz tam dotarł, miał na sobie szatę Eliasza. Szatę Eliasza. I kiedy zdjął tę szatę... Eliasza, który był miły w Twoich oczach, którego przyjąłeś i którego zabrałeś do niebios, by był z tobą. A Elizeusz nosił jego szatę i okazał ją przy Jordanie, śmierci, tę szatę Eliasza. Została ona przyjęta, a Jordan otwarty i on przeszedł.
Drogi Boże, któregoś dnia, musimy tam zejść. Nie możemy przedstawić naszych dobrych uczynków. Nie mamy żadnych. Nie możemy niczego z tego świata przedstawić. Nie mam nawet pragnienia, by cokolwiek przedstawiać, lecz ufam zupełnie zasługom Jezusa. Przyjąłeś Go, wzbudziłeś z martwych i przyprowadziłeś Go do obecności Bożej, aby pozostał tam na zawsze. Boże, chciałbym przedstawić to Tobie, że wierzę w Niego i miłuję Go. I przez Jego łaskę, On nas odział Swoją szatą. Modlę się Ojcze, abyś nam teraz pomógł w tych dniach walki, kiedy mąż Boży musi czynić dzieła Boże. Modlę się, byś pozwolił nam wziąć szatę Chrystusa, moc Ducha Świętego i zawołać Boga, który żył w Nim. Spełnij to. Prosimy o to w imieniu Chrystusa.
42
W czasie, kiedy nasze głowy są pochylone. Zastanawiam się tego poranku, czy jest tutaj jakaś osoba, która próbuje podejść do Jordanu bez przywdziania tej szaty. Czy jest jakaś osoba, która nie ma na sobie szaty Jezusa Chrystusa, mimo że była ona kiedyś noszona przez Syna Bożego? Zastanawiam się, czy jeśli nie masz jej tego poranku, czy podniesiesz swoją rękę do Boga i powiesz: „Drogi Boże, to jest godzina, kiedy chcę ją przyjąć”.
Niech panią Bóg błogosławi. Czy ktoś jeszcze podniesie swoją rękę? Niech cię Bóg błogosławi synu. Niech cię Bóg błogosławi mały chłopcze. Niech cię Bóg błogosławi młody mężczyzno. Czy ktoś jeszcze chce podnieść swoją rękę? Niech pana Bóg błogosławi tam z tyłu.
43
Po prostu powiedz: „Z Bożą pomocą, chcę tego poranku porzucić moją własną sprawiedliwość, moje własne pomysły, moje myśli o przyjemnościach, wspaniałym czasie i grzechu, w którym żyłem. Chciałbym, by Chrystus włożył Swoją szatę na mnie tego poranku, żebym posłużył się Jego szatą. Wiem, że ona jest doskonała”. Niech cię Bóg błogosławi synu. Niech ktoś jeszcze powie: „Ja po prostu podniosę...”.
Podnieś swoją rękę i powiedz: „Chcę teraz przyjąć Ducha Świętego do mego życia. Chcę być przyodziany w Jego sprawiedliwość. Kiedy dotrę tam w tym dniu, nie wskażę na samego siebie i nie powiem: „Hm, kupiłem komuś trochę węgla. Uczyniłem to”. To miłe, to jest naprawdę miłe, lecz to... Coś musiało umrzeć, abyś mógł żyć. Tylko przez ten akt możesz był zbawiony. Czy podniesiesz swoją rękę? Powiedz: „Chrystusie, porzucam teraz moją własną drogę. Chciałbym, byś okazał mi łaskę, kiedy dojdę do końca mojej drogi”. W porządku. Niech panią Bóg błogosławi. Niech cię Bóg błogosławi. W porządku. Będziemy się teraz modlić.
44
Otóż, sprawiedliwy, niebiański Ojcze, jakieś siedem, osiem, dziewięć rąk się podniosło. Nie znam ich położenia. Ty wiesz o nich wszystko. Ja nie wiem. Oni są jednak dzisiaj w potrzebie. Oni uświadamiają sobie, że są w potrzebie i są chętni, by przyjść i przyjąć pomoc w czasie kłopotu. Tak, by ujrzeć tę wielką godzinę, która jest teraz na wyciągnięcie ręki, atomowe bomby, wielkie rzeczy, które na nas oczekują.
Modlę się, niebiański Ojcze, żebyś pobłogosławił tych ludzi i położył dzisiaj Swoją rękę na nich, odejmując od nich wszelką ich nieprawość i zwątpienie. Niech oni odrzucą swoją starą pożartą przez mole szatę własnej sprawiedliwości, gdzie wijące się robaki, świerszcze i mole przesądów i kościelnictwa, wyżarły w niej dziury, tak że już dłużej nie może się trzymać. Niech oni odrzucą ją teraz i sięgną, by otrzymać szatę Pana Jezusa. Powiedz: „Ufam Jemu. Owijam się nie w moją sprawiedliwość ani w moje myśli. Jednak od tej godziny, ufam Tobie”. Spraw, by oni to przyjęli. Ojcze, prosimy o to w imieniu Chrystusa. Amen.
Wróć do czytelni Następne kazanie