• PL
  • EN
  • CZ
W jakim punkcie jest teraz moja usługa

Tytuł: W jakim punkcie jest teraz moja usługa

Data: 1962-09-08

Miejsce: Jeffersonville, Indiana, USA

Długość: 95 min

Pobierz

PDF

Pobierz

PDF

Pomniejsz/ powiększ tekst:
A-
A+
  • Wybierz szybkość auto przewijania:
  • Powoli
  • Średnio
  • Szybko
  • Zatrzymaj

W jakim punkcie jest teraz moja usługa

1
... ewangelizacji, jestem bardzo zmęczony i wyczerpany. W czasie podróży mieliśmy bardzo dużo społeczności, wspaniałe zgromadzenia, chrześcijanie przekazywali pozdrowienia z miejsca na miejsce, z południowej części wschodniego wybrzeża, a także z północnej części wybrzeża zachodniego aż do Kanady. Wspaniale współpracowały z nami najróżniejsze denominacyjne kościoły: Zgromadzenia Boże, Zjednoczony Kościół Zielonoświątkowy, Zbór Boży, Stanowczy Chrześcijanie i wiele innych organizacji - mieliśmy razem wielkie zgromadzenia. Odnieśliśmy wielki sukces, jeśli można by to było dziś nazwać sukcesem, i być może wielu nazwałoby coś takiego czymś wielkim. Jeśli jednak chodzi o mnie, to jestem przebudzeniowcem. A przebudzenie, mówiąc w zakresie ogólnonarodowym, się już prawie skończyło. Pragnę oglądać przebudzenie, w którym serca ludzi zostają zapalone - nie więcej członków kościoła, ale przebudzenie. Nasz Pan uczynił wiele cudów uzdrawiając ludzi, i jasne, że trochę ludzi zostało zbawionych. Teraz jestem w domu na krótkim odpoczynku, by za kilka tygodni, jeśli Pan pozwoli, wrócić do usługi.
2
To, co dziś mówię, kieruję do wielu ludzi i moich przyjaciół z całego świata. Chciałbym przedstawić dziś wieczorem tutaj w kaplicy - gdyby ktoś z was tu był i mógł to zobaczyć - dziś wieczorem w kaplicy jest bardzo ciepło. W środku i na zewnątrz jest pełno ludzi - stoją także w drzwiach, siedzą na zewnątrz w samochodach i tym podobne. Jest bardzo gorąco, będzie nam ciężko - ludziom i mi także.
Ale doszedłem do takiego miejsca, że chciałbym wyjaśnić, w którym punkcie usługi, darowanej mi przez Pana, żyjemy. Chciałbym to nagrać w naszej kaplicy. Mam to na sercu od zeszłej wiosny, czekałem jednak, aż tutaj wrócę, by móc to nagrać i posłać do was, ludzie z całego świata.
3
Mijają jakieś 32 lata od dnia, kiedy Pan Jezus, nie dalej niż 150 jardów od miejsca, w którym właśnie teraz stoję, tutaj w Jeffersonville, na skrzyżowaniu ulicy Eighth i Penn - od tego poranka, w którym kładłem pod tę kaplicę kamień węgielny, choć były tu zwykłe moczary. A mieszkałem wtedy zaraz po drugiej stronie ulicy ode mnie w lewo. Byłem jeszcze kawalerem. Mieszkałem z ojcem i matką. W tamten dzień, kiedy mieliśmy położyć kamień węgielny, Pan Jezus obudził mnie wcześnie rano około godziny szóstej. Leżałem trochę w łóżku - moje serce było przepełnione radością - myśląc o tej wielkiej chwili, kiedy Pan miał mi dać kaplicę, w której mógłbym głosić Słowo Boże. Wtedy byłem jeszcze młodym chłopcem. I w tamten dzień... Dziewczyna, z którą chodziłem, a która wkrótce, bo w następnym roku, miała zostać moją żoną, miała być z nami w tym dniu, kiedy mieliśmy położyć kamień węgielny.
4
Pamiętam, że kiedy się obudziłem w ten poranek i leżałem w łóżku na piętrze, tutaj na ulicy Seventh, coś powiedziało do mnie: „Wstań”. Wstałem i zobaczyłem jakby takie wielkie miejsce przypominające dolinę, w której płynęła rzeka. Kiedy zszedłem do rzeki, dowiedziałem się, że było to miejsce, na którym Jan Chrzciciel chrzcił ludzi, lecz zrobiono tam wybieg dla świń. Bardzo to krytykowałem, mówiąc po prostu, że czegoś takiego nie powinno się robić.
Kiedy tam byłem, przemówił do mnie głos i podniósł mnie do góry, i zobaczyłem kaplicę mniej więcej w takim stanie, w jakim jest teraz, lecz było tam tak wielu ludzi, że wypełniali szczelnie całe jej wnętrze, mniej więcej tak jak teraz. Byłem bardzo szczęśliwy. Stałem za kazalnicą i mówiłem: „Boże, jakże jesteś dla mnie dobrym, że dałeś mi kaplicę”.
A wtedy anioł Pański powiedział do mnie: „Ale to nie jest twoja kaplica”.
5
Powiedziałem: „Panie, gdzie w takim razie jest moja kaplica?”
A On znowu podniósł mnie w Duchu i posadził w takim lasku. W całym tym lasku były tylko rządy równych drzew, o wysokości około 20 lub 30 stóp. Przypominały drzewa owocowe, a rosły w wielkich zielonych donicach. Wtedy zauważyłem, że po mojej prawej i lewej stronie stały puste donice. Zapytałem: „Co z nimi?”
On odpowiedział: „W nich ty masz zasadzić drzewka”. Zerwałem więc gałązkę z drzewa po prawej stronie i zasadziłem ją do donicy stojącej po prawej stronie, a następnie zerwałem gałązkę z lewej strony i zasadziłem ją w donicy po lewej stronie. Szybko wyrosły z nich drzewa sięgające aż do nieba.
Wtedy On powiedział: „Wyciągnij ręce i zbierz ich owoc”. Do jednej ręki wpadło mi wielkie żółte jabłko, soczyste i dojrzałe. Do drugiej ręki wpadła mi wielka żółta śliwka, soczysta i dojrzała. I usłyszałem słowa: „Jedz owoc tych drzew, bo jest smaczny”. Wtedy zacząłem jeść z jednego i drugiego drzewa. Były to bardzo smaczne owoce. Znacie tę wizję. Znajduje się w jednej z książek. Myślę, że w książce pod tytułem „Mój życiorys” albo „Prorok odwiedza Południową Afrykę”.
6
A właśnie wtedy, kiedy miałem ręce w górze i wznosiłem okrzyki chwały na cześć Pana, nagle zstąpił Słup Ognia i zawisnął nad szczytami tych drzew, wśród grzmotów, błyskawic i bardzo silnego wiatru, który zaczął zrywać liście z drzew. Daleko w dole zobaczyłem coś przypominającego naszą kaplicę teraz. Na tym końcu, gdzie znajduje się pulpit, były trzy drzewa, które nabrały kształtu trzech krzyży. Zauważyłem wokół środkowego krzyża wiązki śliwek i jabłek razem. Wtedy pobiegłem bardzo szybko, krzycząc na cały głos i upadłem na ten krzyż, a raczej przy tym krzyżu i objąłem go. Wiatr zaczął trząść krzyżem i zaczęły z niego spadać owoce, które zasypały mnie całego. Byłem bardzo szczęśliwy i po prostu się radowałem. A wtedy głos powiedział: „Jedz jego owoce, bo są smaczne”.
7
A wtedy ten ognisty krąg zawołał: „Nadeszło żniwo, ale robotników mało”. Potem dodał: „Kiedy wrócisz do siebie, albo wyjdziesz z tego, przeczytaj 2 Tymoteusza 4, 2 List do Tymoteusza 4”. Wtedy ocknąłem się przecierając rękoma twarz. Byłem w kącie pokoju, słońce już było wysoko, a więc wizja ta musiała trwać godzinę lub więcej. Było w niej powiedziane: „2 Tymoteusza 4,” dlatego sięgnąłem zaraz po Biblię, by to przeczytać.
8
Chciałbym przeczytać to teraz. Choć może wydawać się to bardzo dziwne, kiedy czytałem ten 2 Tymoteusza 4, miejsce, w którym się zatrzymywałem, a wiele razy głosiłem na ten temat tutaj w kaplicy - to dziwne, że zawsze zatrzymywałem się w tym jednym miejscu. Czytamy więc z 2 Tymoteusza 4 pierwsze 5 wierszy (a 5 to liczba łaski):
Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem Jezusem, który będzie sądził żywych i umarłych, na objawienie i królestwo jego;
Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem.
Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce,
I odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom;
Ale ty bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją.
9
Czy zwróciliście kiedy uwagę - bo sam uświadomiłem to sobie dopiero w maju tego roku - że nigdy nie czytałem dalej tego miejsca Pisma? Nigdy nie przeczytałem więcej niż dotąd, bo wydawało mi się, że tyle wystarczy, był to bowiem nakaz, bym głosił Słowo, znosił trudy i był cierpliwy, bo nadchodził czas, kiedy ludzie nie ścierpią zdrowej nauki, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy ku zmyślonym opowiadaniom. Zobaczcie jednak, że On nie powiedział, że jestem ewangelistą, lecz: „Wykonuj pracę ewangelisty” - Paweł mówił to Tymoteuszowi. Widzicie? Czy zauważyliście, jak to jest powiedziane? On nie powiedział: „Zostałeś powołany na ewangelistę”. Tutaj pisze: „Wykonuj pracę ewangelisty”. Widzicie? Tak więc widzimy to tam. A gdybym miał powiedzieć szczerze i według tego, co wiem - wypełniło się to co do joty, dokładnie. A miało to miejsce 30 lat temu.
10
O ile wiem, to każda wizja, którą On mi dał, wypełniła się, oprócz tej, która mówiła o zmianie w mojej usłudze, tak iż będę się modlił za ludzi na takim małym miejscu przypominającym małe miejsce pod namiotem, albo w wielkim audytorium lub czymś takim. Przypominało mi to namiot. Pamiętacie ją, dwa lub trzy lata temu? Prawie wszystko z tego się wypełniło. To, że miałem się udać do Mexico, że w owy wieczór miało padać i to, co miało się tam wydarzyć. On powiedział mi także o mojej usłudze pierwszego pociągnięcia. Pamiętacie tę wizję o złapaniu maleńkiej rybki, a raczej o niezłapaniu jej? W drugim pociągnięciu była mała ryba. Ale potem On powiedział do mnie: „W trzecim pociągnięciu, nie zawiedź. I nie mów nic ludziom”. Zawsze staram się wyjaśnić ludziom, co chcę zrobić. On przestrzegł mnie, bym nie mówił ludziom, co robię. Mam robić tylko to, co On mi każe i tak to zostawić. Widzicie?
11
Lecz... Taki już jestem. Nie mam tajemnic, dlatego mówię po prostu wszystko, co wiem. Myślę, że mam to w krwi. Ale staram się... Miłuję ludzi i tak bardzo chcę, żeby byli zbawieni, że staram się powiedzieć im wszystko, co wiem, żeby to zrozumieli - chyba że jest to coś, czego On mi nie pozwolił mówić. Rozumiecie? Chcę, żeby widzieli to tak wyraźnie, żeby nie było w tym żadnej pomyłki.
12
Tak więc to wypełniło się dokładnie. Pamiętajcie więc, że polecenie brzmiało, gdybyśmy zechcieli to przez chwilę rozważać: „Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem Jezusem, który będzie sądził żywych i umarłych, na objawienie i królestwa jego”. Widzicie? „Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem, żebyś głosił Słowo”. I naprawdę, do dzisiejszego wieczora, o ile wiem, nie głosiłem nigdy niczego prócz Słowa (widzicie?) i nigdy nie odchodziłem od niego. Miałem wiele kłopotów, przeszedłem wiele prześladowań i prób, musiałem odłączyć się od wielu drogich przyjaciół, właśnie z powodu tego polecenia: „Głoś Słowo”.
13
Pamiętacie, jak niedawno w tej wizji lub małym przeniesieniu, jak to nazywam, kiedy zostałem pochwycony i widziałem tych ludzi, popatrzyłem z powrotem na siebie, a potem na te wszystkie miliony ludzi, którzy tam byli? Powiedziałem: „Chciałbym zobaczyć Jezusa”.
On powiedział: „On jest wyżej”.
Otóż, kiedy ludzie umierają, nie odchodzą natychmiast do góry, by być z Bogiem. Jestem pewien, że to zrozumiecie. Może powinienem to wyjaśnić jak najlepiej potrafię. Czy macie czas w takim razie? Nie śpieszmy się zatem, by to jak najlepiej wyjaśnić.
14
Kiedy przychodzimy na świat - pamiętamy, że na ziemi żyjemy w trzech wymiarach. Nie wiem, czy będę potrafił je nazwać. Jednym z nich jest światło, a drugim materia. Tommy, pamiętasz ten trzeci? Hm? Atom? Czas. Tak. A więc światło, materia i czas. I naszych pięć zmysłów kontaktuje się z tymi wymiarami. Nasz wzrok kontaktuje się ze światłem, nasze czucie z materią i tak dalej.
15
Ale dzięki nauce skontaktowaliśmy się z jak gdyby czwartym wymiarem. Ponieważ tu przez ten budynek przechodzą teraz obrazy, głosy radiowe, obrazy telewizyjne, z którymi nasze zmysły się nie kontaktują. Lecz ludzie mają jakąś lampę lub kryształ, który wyłapuje te fale eteru i manifestuje je. Tak więc teraz w tym budynku w powietrzu są żywe akcje ludzi, żywe głosy. One są tutaj. Wiemy o tym. To jest absolutna prawda. Co tylko człowiek robi? Wyłapuje je za pomocą... Nie znam zasady działania tego naukowego wynalazku, ale wiemy, że stanowi to dla nas dowód, że istnieje czwarty wymiar.
Do piątego wymiaru udaje się grzesznik, niewierzący człowiek po swojej śmierci. Ten piąty wymiar jest jakby - jest okropnym wymiarem. Otóż ten człowiek...
Kiedy umiera chrześcijanin, udaje się do szóstego wymiaru.
Bóg znajduje się w siódmym wymiarze.
A więc, widzicie, kiedy umrze chrześcijanin, udaje się pod Boży ołtarz, idzie prosto do Bożej obecności, poniżej tego ołtarza. I odpoczywa.
16
Dla wyjaśnienia - kiedy człowiek ma koszmary, wtedy ani nie śpi, ani nie jest obudzony. Jest między snem a jawą i dlatego właśnie rzuca się w łóżku i krzyczy - bo ani nie śpi, ani nie jest obudzony. Właśnie coś takiego ilustruje miejsce, na które udaje się nienawrócony człowiek. On przeżył darowany mu czas i na ziemi jest martwy, nie może jednak przejść do Bożej obecności, ponieważ nie może tam pójść bez krwi. Dlatego jest on zatrzymany. Na ziemię już wrócić nie może, bo jego czas na ziemi dobiegł końca, jest zatem zatrzymany pomiędzy i przeżywa koszmary. Rozumiecie? Nie może udać się do Bożej obecności, by odpocząć. Nie może wrócić, przyjść na ziemię, bo jego czas dobiegł końca. Ma koszmary i pozostaje tam aż do dnia sądu - to okropne miejsce dla człowieka. Rozumiecie?
Myślę, że w tej wizji zostałem pochwycony do tego szóstego wymiaru, kiedy mogłem spojrzeć z powrotem w dół i widzieć to, co zostało z tyłu. Zrozumcie, wzrok nie musi być koniecznie skojarzony z oczami, tak jest w przypadku ziemskiego wzroku. Wzrok jest czymś więcej niż... Wzrok, który oni tam posiadają - ich kontakt daleko przerasta wszelki kontakt uzyskiwany za pomocą naszych naturalnych zmysłów.
17
Niedawno próbowałem to wyjaśnić. Oglądałem w telewizji film o tym, jak spuszczono człowieka do oceanu na głębokość dwóch mil, albo jednej i zapalono tam reflektory, dzięki którym można było zobaczyć morskie życie. Podpłynęła tam ryba, która była stworzeniem o okropnym wyglądzie. Tam w głębinie jest ciemno jak o północy - panuje tam zupełna ciemność. Ryby mają fosforyzujące nosy i nie mają oczu. Musiały coś jeść, wydawało się więc, że aby znaleźć dla siebie coś do zjedzenia, kierowały się innym zmysłem. Nie był to wzrok, bo nie miały oczu. Tam w głębinie oczy by im nic nie pomogły. Kierowały się jednak innym zmysłem, dzięki któremu potrafiły skontaktować się ze swoim pokarmem. Zastanawiałem się: „Gdybym potrafił pokierować tę rybkę za pomocą mego wzroku, o wiele lepiej potrafiłbym zaopatrywać ją w pokarm i o wiele dalej mógłbym ją zaprowadzić. Jak bardzo mój wzrok przewyższa jej radar, którym się kontaktuje!” Rozumiecie? Myślałem więc: „Gdybym tylko mógł ją poprowadzić...”.
Lecz potem przyszło mi na myśl coś innego: „Gdybym ja sam potrafił tylko poddać się Bogu, jak bardzo przewyższa wszystko wzrok Boga i Boże zmysły! Bóg potrafiłby prowadzić nas o wiele lepiej niż to, co oglądamy, ponieważ wiara, którą On nam daje, jest dowodem tego, czego nie widzimy naszymi oczami. Jeszcze jedno: skoro ta mała ryba nigdy nie mogła podpłynąć do góry do powierzchni wody jak inne, bo żyje w nadciśnieniu. Gdybyście ją przywiedli wyżej, rozsadziłoby ją. Tak samo jak my nie możemy się wznieść wyżej i nie eksplodować... Nasza budowa jest dostosowana do miejsca, w którym żyjemy.
18
Lecz gdyby teraz tej małej rybie udało się podpłynąć tutaj do góry i stanąć się mną, czy chciałaby potem stać się z powrotem małą rybą żyjącą w tamtej głębinie, gdzie panuje zupełna ciemność? Już nigdy więcej nie chciałaby być rybą, byłaby bowiem teraz kimś większym - człowiekiem. Miałaby bardziej rozwinięte zmysły, więcej rozumu i wyższy poziom inteligencji. Pomnóżcie to przez dziesięć milionów, a będziecie mieć wtedy pojęcie, co to znaczy przejść stąd do Bożej obecności, gdzie ludzkie istoty są o wiele bardziej rozwinięte niż tutaj. Już nigdy nie chciałbyś być ludzką istotą jak tutaj, w tym padole zepsucia i chorób. To właśnie miałem w sercu - starałem się przez tych 30 lat głosić Ewangelię na całym świecie i powiedzieć ludziom, że istnieje niebo, które można osiągnąć, piekło, od którego należy uciekać, jest Bóg, który miłuje ciebie i odkupiająca moc, która jest gotowa w każdej chwili podnieść ciebie do góry, kiedy zechcesz ją przyjąć.
19
Tak jak tonący człowiek, który zobaczyłby zwisającą linę i pomyślałby: „Mógłbym się za pomocą tej liny stąd wydostać, ale nie jestem godny tego, by dostać tę linę”. Przecież lina ta została tam spuszczona właśnie po to, byś się stamtąd wydostał. Z tego powodu umarł Jezus Chrystus - właśnie po to, by zbawić grzeszników. I On spuścił linę wiecznego życia, która właśnie dziś wieczorem przejdzie nad głowę każdego grzesznika, który jest tutaj, a na niej będzie wisiało zaproszenie: „Podciągnij się i wydostań się stamtąd”. Jeśli chcesz to zrobić, wszystko jest już gotowe.
20
Otóż kiedy zobaczyłem tamto miejsce oraz na jakim ci ludzie byli poziomie i jak to przerastało wszystko, co mogłoby przyjść temu światu na myśl - było to coś wspaniałego. Nie było tam miejsca dla grzechu, śmierci ani niczego takiego. Nie było tam także różnicy między mężczyzną a kobietą - oni po prostu nie mieli już gruczołów płciowych i nie mogło już tam zaistnieć cudzołóstwo ani nic takiego. Jeśli jednak chodzi o figurę, to kobieta pozostawała kobietą, a mężczyzna mężczyzną, i takimi będą już zawsze. Bo kiedy Bóg...
21
To, co teraz powiem może okazać się korzystnym dla niektórych uczniów szkół średnich, którym wpajają te bzdury o ewolucji. Otóż ja wierzę w ewolucję, ale nie w taką, w której człowiek rozwinął się od jakiegoś niższego gatunku. Ich własna teoria jest przeciwko nim: kiedy próbują coś skrzyżować, efekt takiej krzyżówki nie potrafi już się sam reprodukować. Widzicie więc, że to udowodniło, że oni nie mają racji.
22
Otóż wierzę, że kiedy Bóg pokrył wodą ziemię, jako pierwsza pojawiła się może meduza, następnie żaba i coraz wyżej. Lecz przypominało to coraz bardziej człowieka, który sam jest odbiciem Boga. Dlatego właśnie rozwinęła się trawa, z której być może powstały kwiaty, z kwiatów krzewy, a z krzewów drzewa. Dlaczego? Bo jest to podobieństwo Drzewa życia, które znajduje się po drugiej stronie. A wszystkie naturalne rzeczy po tej stronie są cieniem nadnaturalnych czyli wiecznych po drugiej stronie. Dlatego jeśli na ziemi jest narodzony na nowo chrześcijanin i posiadamy tutaj takie ciało, ono jest właśnie odbiciem ciała, które czeka po drugiej stronie, gdzie nie ma śmierci ani smutku. I właśnie to wzbudza w naszych sercach tęsknotę za czymś takim. Widzicie, coś się wyrywa z naszego wnętrza. My po prostu... Coś nam mówi, że to tam jest. Wierzę, że w ciągu tych wszystkich lat... Przepraszałem Boga i ludzi za swoją głupotę i za to, że zrobiłem tak dużo błędów. Lecz przez te wszystkie lata miałem przywilej oglądania wielu milionów ludzi wchodzących do królestwa Bożego i jestem Panu wdzięczny, że pozwolił mi ich tam przyprowadzić. I wierzę, że w owym dniu oni tam będą.
23
A zatem ta wizja się wypełniła. Jakże to dziwne, że zawsze nieświadomie zatrzymywałem się na tym piątym wierszu. Nigdy nie czytałem dalej. Lecz w tym rozdziale jest jeszcze coś więcej, jeszcze kilka wierszy. W swoim hotelowym pokoju lub w domu, kiedy się rozejdziemy, możecie przeczytać resztę tego, bo wypisałem sobie tutaj kilka miejsc Pisma, które chcę przytoczyć, oraz notatek, na które chcę się powołać. Pragnę, żebyście to przeczytali w domu. Zacytuję to, będzie to nagrane na taśmie. Z pewnością będzie wskazane coś sobie z tego zanotować.
24
Otóż czy wierzycie - a wiem, że w to wierzycie - w prowadzenie mężczyzn i niewiast przez Ducha Świętego? Widzicie? A Jezus był naszym wzorem. Jeśli zechcecie zwrócić na to uwagę, chcę otworzyć - a chcę, żebyście otworzyli na chwilę razem ze mną 4. rozdział Ewangelii Łukasza. Chcę pokazać wam coś uderzającego. Po to, żebyśmy nie mieli zbyt wiele tych odnośników, ale żebyście mogli tylko przez chwilę czytać razem ze mną ten jeden fragment. Rozpoczynamy od 14. wiersza 4. rozdziału Ewangelii Łukasza. Bardzo uważajcie tutaj, jeśli chcecie uchwycić coś, co się stało, co moglibyśmy do tego porównać. A więc uważajcie.
I powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o nim rozeszła się po całej okolicznej krainie.
On sam zaś nauczał w ich synagogach, sławiony przez wszystkich.
I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, i wszedł według zwyczaju swego w dzień sabatu do synagogi, i powstał, aby czytać.
I podano mu księgę proroka Izajasza, a otworzywszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane:
Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność,
Abym zwiastował miłościwy rok Pana.
I zamknął księgę...
25
Otóż, jeśli chcecie odnośnik do tego miejsca, to mam go tutaj, chwileczkę. Może uda mi się to wyłowić z tego, co jest napisane na marginesie. Jeśli zauważycie, można to również znaleźć u Marka i w innych miejscach, lecz mi chodzi o Izajasza 61, 1 i 2. Otóż czy to nie dziwne, że On zatrzymał się właśnie w tym miejscu, a zaraz następny wiersz... To miejsce dotyczyło Jego pierwszego przyjścia. A drugi - następny wiersz dotyczy Jego drugiego przyjścia w sądzie. On zatrzymał się i zamknął księgę. Jeśli ktoś z was czyta Biblię Scofield'a, znajdziecie tam uwagę u dołu stronicy odnośnie tego. Widzicie? Popatrzcie na jego uwagę u dołu stronicy numer 2, na przypis (widzicie?), a zobaczycie, że istnieje analogia między tym miejscem a poselstwem cytowanym w Księdze Izajasza 61, 1 i 2. Pozwala na przytoczenie... To miejsce, to kazanie - Jezus miał głosić miłościwy rok Pana, a następny wiersz mówi o Jego przyjściu i sądzie. Rozumiecie? I czy widzicie, jak On zatrzymał się dokładnie w tym miejscu?
26
I to, że ja nigdy nie zwróciłem na to uwagi, i zawsze zatrzymywałem się na tym 5. wierszu: „Albowiem przyjdzie czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale zgromadzą sobie sami nauczycieli, mając świerzbiące uszy, a odwrócą uszy od prawdy, a ku baśniom je obrócą. Lecz wykonuj pracę ewangelisty, usługiwania twego zupełnie dowódź”. Widzicie? I dzięki Bożej pomocy i łasce starałem się to czynić. Dlatego pragnę, żeby moi przyjaciele, zarówno stąd jak i z wszystkich krajów, dokąd dotrą te taśmy, wiedzieli, że zająłem takie a nie inne stanowisko wobec Słowa właśnie z tego powodu: „Głoś Słowo”. Właśnie dlatego nie tolerowałem żadnych artykułów wiary ani denominacji, otrzymałem bowiem polecenie od Boga, by trzymać się Słowa. No cóż, jeśli inni chcą czynić coś innego, to ich sprawa.
27
I zauważcie, że w wizji o mojej usłudze, to było... Nie mieszałem nigdy tych drzew. Nie starałem się nigdy pozyskiwać współwyznawców. Nigdy nie mówiłem: „Wszyscy trynitarianie, stańcie się jednościowcami” ani: „Wszyscy jednościowcy, stańcie się trynitarianami”. Sadziłem w ich własnych naczyniach. Dokładnie tak. Szedłem do trynitarian; szedłem do jednościowców. Szedłem do każdego i pozostawałem pośrodku, i nigdy nie przyłączyłem się do nikogo z nich, lecz pozostałem pośrodku, będąc bratem, dokładnie tak, jak nakazał mi Bóg w widzeniu. I jadłem owoce z obu stron, zbawienie po obu stronach.
28
I jeśli zauważycie, siedzi tutaj wielu trynitarian, wielu jednościowców i wielu innych. Ale jak bardzo niski poziom byśmy reprezentowali, gdybyśmy sprzeczali się o te sprawy, jeśli bowiem tamta część wizji była prawdziwa, ta druga część jest prawdziwa także. Obydwa rodzaje owoców znalazły się na krzyżu. Rozumiecie? Obydwa były na krzyżu, stanowiąc razem jedną wiązkę. I śliwki razem z grusz-... raczej razem z brzoskwiniami - zasypały mnie tam śliwki i jabłka - obydwa gatunki. Wszyscy znaleźli się na krzyżu, bo wszyscy oni wierzyli w Boga, są napełnieni Duchem Świętym i towarzyszą im chrześcijańskie uczynki i znaki.
Otóż denominacja nie będzie miała z tym nic wspólnego. To się będzie tyczyło tylko ludzi narodzonych na nowo. Twoje przeżycie z Bogiem będzie o tym decydować. Otóż, widzimy tego tak dużo. Mam tutaj kilka miejsc Biblii, na które chciałbym się powołał. Zrobię to może trochę później.
29
Chciałbym jednak, żebyśmy posunęli się teraz dalej, od tego 5. wiersza do wiersza 18. Nie będę tego czytał, aby zaoszczędzić na czasie. Lecz kiedy Paweł zaczyna tutaj mówić, znowu w Liście do Tymoteusza - zauważcie, jak wzruszające jest to, co on zaczyna tutaj mówić. Uważajmy teraz na to, co jest po 5. wierszu:
Albowiem już niebawem będę złożony w ofierze, a czas rozstania mego z życiem nadszedł. (Czyli „niedługo odejdę, ze sceny”. To się tutaj rozpoczyna. Widzicie?)... a czas rozstania mego z życiem nadszedł.
Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem;
A teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście jego.
A potem on kontynuuje i mówi: „Zrób wszystko... te rzeczy”. Co takiego? Żeby on przyniósł mu płaszcz. Rozpoczynamy od miejsca, gdzie on mówi:
Albowiem Demas mnie opuścił...
Musiał być taki czas w jego usłudze, kiedy był młodym ewangelistą, młodym prorokiem, że wszyscy go popierali. Lecz teraz - zwróćcie uwagę, że tutaj dalej jest napisane:
... wszyscy mnie opuścili... (Z jakiego powodu? Z powodu Słowa.)
30
Kiedy młody prorok z Galilei, Jezus - nadszedł czas, że i Jego ludzie opuścili. Na wszystkich ludzi, którzy trzymają się Bożego Słowa, nadejdzie taka chwila, kiedy zostaną opuszczeni przez świat i świat religijny. Jezus pewnego dnia nakarmił pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami pięć tysięcy ludzi, i nazbierano jeszcze kosze pełne okruchów. Lecz zaraz następnego dnia, jak mi się wydaje, kiedy On zaczął przynosić im Słowo, oni wszyscy zaczęli od Niego odchodzić. Wtedy On popatrzył na uczniów i powiedział: „Czy i wy chcecie odejść?” Opuściło Go nawet siedemdziesięciu Jego własnych i ordynowanych przez Niego kaznodziejów. A wtedy On zapytał: „Czy i wy chcecie odejść?”
Wówczas Piotr wypowiedział te słynne słowa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Tylko Ty masz wieczne życie”.
31
Uważajcie, lecz przychodzi taka chwila, kiedy wszyscy człowieka opuszczą, i ona - ona musi przyjść. To musi przyjść. Mam tutaj kilka przykładów proroków i tak dalej, które chciałbym przytoczyć na dowód, że taka chwila przychodzi. Ona również przyszła w mojej usłudze. Nie ma sensu od tego uciekać. Tak się stało i trzeba to zaakceptować. Tamci ludzie od tego nie uciekali, lecz stanęli i przyjęli to, nie wstydząc się Ewangelii.
Widzieliście to u Pawła, który powiedział: „Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem”. Coś takiego! A dalej on tutaj mówi: „Walczyłem z dzikimi zwierzętami, i zostałem wyrwany z paszczy lwiej”. Musiał przechodzić przez wielkie trudności, lecz Bóg był dla niego dobry. Przyszedł jednak czas, kiedy musiał rozstać się z życiem.
32
Zastanówmy się teraz, dlaczego taki wielki człowiek, wielki kaznodzieja i bliski towarzysz, jakim dla Pawła był Demas, opuścił Pawła.
Znacie brata Baxtera i wielu z was go pamięta. On przeczytał kiedyś to miejsce o Demasie i powiedział: „Bracie Branham, czy wiesz, jaka jest pierwsza rzecz, którą mam zamiar zrobić, kiedy dostanę się do nieba?”
„Co to takiego?” - zapytałem.
„Natychmiast pójdę i znajdę Demasa, i sprawię mu porządne lanie”.
On się odwróci i powie: „Baxter, za co?” powiedziałem.
Powiem mu: „Dlaczego zostawiłeś biednego drogiego Pawła, kiedy wszyscy go opuścili?” odpowiedział.
Nie zalecałbym tego, bo nie wierzę, że w niebie będą jakieś bójki, lecz przypomniałem sobie po prostu brata Baxtera, który tak mówił, bo było mu bardzo Pawła żal.
33
Bo cóż takiego Paweł uczynił? Głosił Słowo jak najwierniej potrafił, a Duch Święty spoczywał na nim. A kiedy napisał tam o tamtych kaznodziejkach i tak dalej, wyobrażam sobie, jakie to musiało wywołać oburzenie. On powiedział: „Niech kobieta w zborze milczy. Nie pozwalam jej uczyć,” a sam był w tym samym czasie w więzieniu.
Czy wyobrażacie sobie, co musieli na to powiedzieć niektórzy biskupi? „Phi, co ma do nas ten gość, który siedzi tam w więzieniu, i jakim prawem on pisze do nas te listy? (Rozumiecie?) A przy nim ten pijaczyna Tymoteusz! Jest tam teraz i podaje Tymoteuszowi wino (1 Tym.5,23.), a sam siedzi w więzieniu i pisze sobie listy, w których mówi, co Duch Święty ponoć nam nakazuje czynić!”
Lecz oto, co on powiedział: „Czy Słowo Boże od was wyszło albo czy tylko do was samych dotarło? Jeśli ktoś uważa, że jest prorokiem albo że ma dary Ducha, niech uzna, że to, co wam piszę, jest przykazaniem Pańskim”. (1 Kor. 14,36-37.) Widzicie?
34
Widzicie, przychodzi taki czas, przyjaciele. Chcę, żeby ludzie z całego świata, dokąd dochodzą taśmy, pamiętali, że musi dojść do momentu separacji. To musi przyjść. Nie wiem, jak daleko jestem od mego końca, od końca mojej drogi. Nie wiem. To Boża sprawa. Nie wiem, co będzie jutro, ani kto... Nie wiem, co ono przyniesie, ale wiem, w czyich ono znajduje się rękach. I na tym opiera się moja wiara.
Otóż nie myślę, żeby Demas opuścił Pawła i zaczął się włóczyć po nocnych klubach. Nie wydaje mi się, żeby Demas czynił coś takiego, był bowiem człowiekiem napełnionym Bożym Duchem. Był wielkim pomocnikiem. Gdybyście prześledzili historię Demasa, dowiedzielibyście się, że był on wybitnym kaznodzieją, bardzo oczytanym, kulturalnym i wykształconym człowiekiem. Był to inteligentny człowiek. Lecz z jakiego powodu miałby on opuszczać Pawła? O to właśnie chodzi. Co go do tego skłoniło? Co go skłoniło do opuszczenia Pawła? Moim zdaniem on nie zrobił tego, bo chciał chodzić do nocnego klubu lub z powodu czegoś takiego. Lecz wierzę, że Pawła oddzielał Bóg. Otóż, wyobrażam sobie, że Demas...
35
Zastanówmy się nad niektórymi myślami Demasa. Siedząc niedawno o świcie na zboczu góry, zastanawiałem się: „Z jakiego powodu Demas by chciał opuścić takiego człowieka? Dlaczego opuścił tego biednego kaznodzieję, który przyprowadził go do Boga, męża, który przyniósł przebudzenie do pogańskich narodów, prawdziwego proroka?” Nikt nie mógł zaprzeczyć temu, że on nie był prorokiem. Był więcej niż prorokiem, był apostołem - i to wielkim i potężnym apostołem pogan. A Demas był Pawła towarzyszem, mieli społeczność i on widział, że Boży Duch spoczywa na tym mężu. Z jakiego powodu by miał odwracać się od takiego człowieka, który był uwierzytelniony jako sługa Chrystusa? Czy zwróciliście uwagę na to, co Paweł tutaj powiedział? „... umiłowawszy świat doczesny”. Nie uważam, żeby Demas odstąpił od wiary. Nie sądzę. Moim zdaniem on nie zrozumiał sytuacji Pawła.
36
Otóż Demas pochodził z bogatej rodziny i był zamożny, a czasami pieniądze to dla ludzi religia. Tak jak mówią w Kalifornii: „Jeśli nie masz trzech Cadillac'ów, nie jesteś wtedy duchowym człowiekiem”. Innymi słowy, jeśli nie odnosisz sukcesu, jeśli nie masz najpiękniejszego kościoła w mieście, ludzie nie będą do ciebie przychodzić. Już prawie do tego stopnia tutaj doszło. Musisz mieć najpiękniejszy budynek kościelny w kraju, bo inaczej ludzie powiedzą: „Ach, chcesz powiedzieć, że przyłączyłeś się do takiej biednej zgrai?”
Czy wiedzieliście, że nasz Pan nie miał miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć? Czy wiedzieliście, że On miał tylko jedną szatę? Widzicie? Pomiatano Nim na wszystkie strony. I nie miał miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. Lecz ludzie mogli myśleć o Nim tak samo, i tak było.
37
Tak więc moim zdaniem Demasowi wydawało się, że zobaczył klęskę usługi Pawła. Myślę, że on sądził, że ten starszy człowiek jest dla Boga skończony. Kiedy myślał o ludziach, którzy byli gotowi wyłupić sobie oczy i oddać je Pawłowi...
Otóż, powiedział to Paweł: „Gdyby to było możliwe, wyłupilibyście sobie oczy i mnie je oddali”. (Gal. 4,15.) Uważa się, że było tak z powodu chorych oczu Pawła, bo on sam powiedział: „Napisałem do was takimi wielkimi literami”. Powiedział wprawdzie: „wielką literą,” ale mam leksykon, który mówi, że tam pisze: „wielkimi literami”. Był wtedy w Rzymie, w więzieniu. Z jego oczami było coś nie w porządku. On mówił, że miał z nimi problemy od dnia, w którym zobaczył niebieskie widzenie. I kiedy ludzie widzieli cierpiącego Pawła z powodu chorych oczu, byli gotowi wyłupić sobie swoje. Trzy razy prosił Pana, żeby go uzdrowił. Potem powiedział: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żeby się nie unosił pychą”. (2 Kor. 12,7.) Kiedy się trochę polepszyło, znowu przychodził atak. Potem znowu lepiej, potem znowu nawrót.
38
Rozumiecie, Paweł miał usługę, która przewyższała wszystkich pozostałych apostołów wziętych razem. Może ktoś z nich mógł powiedzieć: „Ale ja chodziłem z Jezusem”. Przecież zwykły człowiek z ulicy chodził razem z Nim, kiedy On był na ziemi. Ale Paweł ujrzał Go w Słupie Ognia po Jego śmierci, pogrzebie, wstąpieniu do nieba i powrocie, kiedy On powołał Pawła na drodze do Damaszku. On miał większą usługę niż Mateusz, Marek, Łukasz czy ktokolwiek z pozostałych. Daleko ich przewyższał. I powiedział: „Żebym się nie wywyższał i nie mówił: Nie macie o tym zielonego pojęcia. Ja widziałem Pana po Jego zmartwychwstaniu”.
Mówiono: „Myśmy z Nim chodzili”. No cóż, tak samo chodzili z Nim wszyscy tamci z Galilei, Nazaretu i tamtych okolic. Oni wszyscy z Nim chodzili.
39
Ale zrozumcie, że Paweł rozmawiał z Nim i widział Go w tej formie, w jakiej On był, zanim stał się ciałem. Rozumiecie? I będąc w tym stanie On dał Pawłowi jego polecenie. On dał Pawłowi jego polecenie, kiedy był w tym świetle. Tak więc Paweł, ujrzawszy Go, powiedział: „Żebym się nie wynosił, nie czuł się trochę wyższym od was, bracia - dany mi został wysłannik szatana,” który go ciągle ubijał. I on powiedział: „W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, by on odstąpił ode mnie. Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją”. (2 Kor. 12,8-9a.) A wtedy Paweł powiedział: „Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, bo kiedy jestem słaby, wtedy jestem silny. Będę się tym chlubić”. (2 Kor. 12,9b.)
40
Czy więc zwróciliście uwagę, że ten mąż, posiadający większą usługę niż wszyscy pozostali na misyjnym polu - Paweł, który miał największą z nich usługę, który widział Jezusa w Słupie Ognia, i otrzymał od Niego polecenie, by wykonał to, co on wykonał, i był uwierzytelniony przez tego samego Boga, tę samą moc, przez bezsprzeczne znaki i cuda - a był tak biedny, że miał tylko jeden płaszcz? A głosił do ludzi gotowych wyłupić sobie oczy dla niego, z których niektórzy byli milionerami. Lecz mimo tego Paweł miał jeden płaszcz. On powiedział: „Przynieś mi płaszcz. Tutaj robi się zimno”. Musiał być w górskiej krainie. Miał tylko jeden płaszcz.
Dlatego Demas, człowiek o tak wysokiej pozycji społecznej, takiego wielkiego kalibru, tak oczytany, wykształcony i bogaty, który miał tak wiele garniturów na zmianę uważał, że z nim stało się coś niedobrego. „Miał tylu przyjaciół, którzy byli gotowi wyłupić sobie oczy i oddać jemu, a jest taki biedny, że ma tylko jeden płaszcz. Coś złego musiało się stać z Pawłem”.
41
Och, wiecie co? Ten duch nie opuszcza świata. Ludzie ciągle mają go w ten sposób. Pieniądze to nie Bóg. Jest tylko jeden Bóg. Widzicie? Ale ludzie uważają, że jeśli się ma wielką usługę, powinno się mieć wszystko to i wszystko tamto, i te wszystkie wielkie rzeczy, wielkie szkoły i wielkie to i tamto. Bóg nie działa przez takie rzeczy. Przynajmniej takie jest moje zdanie, Bóg zajmuje się pojedynczymi ludźmi. Nie nakazał nam wcale iść i robić takich rzeczy.
Lecz widzimy tu Pawła, z jednym płaszczem, który pisze do Tymoteusza, by mu go przyniósł, bo robi się zimno. Widzicie? Paweł, który w swojej usłudze głosił do dziesiątek tysięcy ludzi, w którego usłudze działy się wszelkie cuda, który widział Jezusa w Słupie Ognia, dającego mu jego polecenie - a mimo to posiadał jeden płaszcz. Demas powiedział: „Cóż to za dziwny człowiek!” i odwrócił się od niego.
42
Otóż, dowiadujemy się, że kiedy Paweł głosił Słowo Boże w okolicach Troady, mieszkał tam człowiek, który był kotlarzem. Był łajdakiem i nienawidził chrześcijaństwa. Wyrządził Pawłowi tyle złego, ile tylko mógł, wtrącając go do więzienia, i wszystko... Paweł nawet ostrzega Tymoteusza przed tym samym, mówiąc: „Uważaj na niego”. A tutaj mamy Demasa... O Boże, niechby to trafiło do ludzi! A tutaj widzimy Demasa stojącego obok człowieka, który poraził drugiego ślepotą za wystąpienie przeciwko niemu. Kaznodzieje ze Zboru Chrystusowego, ubierzcie teraz swoje marynarki. Jeden z nich powiedział do mnie kiedyś: „Poraź mnie ślepotą. Poraź mnie ślepotą. Jeśli masz Ducha Świętego, to poraź mnie ślepotą”.
Odpowiedziałem: „Ty już jesteś ślepy”. Rozumiecie?
A dlaczego Paweł nie poraził ślepotą kotlarza? W ludziach myślących w ten sposób jest taki sam duch, jaki był w Demasie. Człowiek, który potrafił porazić kogoś ślepotą za to, że się z nim spierał, pozwala potem jakiemuś kotlarzowi zniweczyć swoją całą usługę w mieście. Demas niewątpliwie powiedział: „On jest skończony. Stracił swe wszystkie dary. Stracił swe dary porażania ślepotą”.
Czy nie widzicie, że ten duch ciągle żyje w ludziach, którzy mówią: „Jesteś skończony, bracie ..?” Ludzie po prostu nie potrafią tego pojąć. Oni po prostu tego nie rozumieją, to wszystko. Widzicie? Nie potrafią tego po prostu zrozumieć. Widzicie? Nie rozumieją tego.
43
Otóż Demas [Paweł] nie poraził tamtego człowieka ślepotą, bo tak chciał. Czy Jezus nie powiedział: „Nie czynię niczego, czego by mi najpierw nie pokazał Ojciec?” Czy wiele lat temu nie powiedziałem wam, że gdyby moja własna matka leżała umierająca i powiedziała: „Co ze mną będzie, Bill,” nie mógłbym nic powiedzieć, dopóki Bóg by mi tego nie powiedział? I tak właśnie się stało. Człowiek nie potrafi... Człowiek jest zupełnie zawodny. Jest tylko pośrednikiem, przez którego pracuje Bóg, a Bóg wykonuje Swoją wolę. Lecz kiedy zobaczycie tych bezkonkurencyjnych ludzi, którzy zawsze mają to i tamto, lepiej trzymajcie się od czegoś takiego z dala. Rozumiecie? Sam Jezus nie robił tego. On powiedział: „Działam tylko wtedy, kiedy działa Ojciec. On pokazuje mi, co mam czynić, i wtedy idę i wykonuję to. Nie mogę uczynić niczego w inny sposób”.
44
I oto Demas widział Pawła, człowieka posiadającego tak wielką usługą, lecz tak biednego, że miał tylko jeden płaszcz i prosił Tymoteusza, by mu go przyniósł - ten jeden płaszcz. Lecz Paweł dał taki przykład, jakim był Chrystus, który miał jeden płaszcz. Dlaczego więc bogactwa, wielkie sumy pieniędzy i tak dalej mają dzisiaj dla ludzi tak wielkie znaczenie? Uważajcie teraz. A miał taką moc, że potrafił do każdego, kto nie zgadzałby się z tym, co on głosi, odwrócić się i powiedzieć: „Będziesz przez pewien czas ślepy”. I ten człowiek był ślepy.
Lecz kotlarzowi, który postąpił wobec niego dziesięć razy gorzej niż tamten człowiek, uchodzi to bezkarnie. Demas musiał pomyśleć: „Widzisz? Z tym starcem jest koniec. Musiał stracić swoją usługę”. Nie, nie. On w cale nie stracił swojej usługi. Bóg nie postępuje w ten sposób. Bóg nie daje Swego daru tak jak Indianin. (Wg słownika Webstera: ktoś, kto ci coś da, a potem prosi o to z powrotem. Wzięte z przekonania, że kiedy Amerykański Indianin coś komuś podaruje, oczekuje w zamian czegoś równowartościowego). Rozumiecie? Tak.
45
Uważajcie teraz. Paweł był trochę podobny do Eliasza. Prorok Eliasz wszedł z polecenia Bożego na górę i wołał do Pana, by ogień spadł z nieba. I ogień spadł. Potem modlił się o deszcz, i deszcz przyszedł. Następnie na podstawie Bożego poselstwa kazał pozabijać 400 kapłanów, odcinając im głowy, które staczały się potem ze wzgórza, a potem ucieka przestraszony pogróżkami jakiejś kobiety, podłej obłudnicy, a raczej zupełnie pogańskiej kobiety. Z powodu tej podłej kobiety Izebel, która odgrywała w tym kluczową rolę, będąc właśnie przyczyną tych wszystkich rzeczy. Wydawałoby się, że on powinien dopaść ją najpierw. Lecz Bóg ma Swoje sposoby postępowania, a Jego słudzy mogą działać właściwie tylko wtedy, kiedy działają zgodnie z Jego wolą.
46
Czy nie rozumiecie, przyjaciele, że trzeba działać zgodnie z Bożą drogą działania? Ileż to razy siedziałem i udzielałem braciom rad, czując wielką ochotę podejścia, podania im ręki i powiedzenia: „Bracia, to nie jest ważne. Bądźmy po prostu braćmi”. Czy mogę to zrobić, będąc ciągle posłusznym temu, co polecił mi Bóg, mówiąc: „Głoś Słowo?” Pan nie chce, żebym tak czynił.
Stałem między kaznodziejami i ktoś powiedział: „Bracie Branham, moja ciotka jest tam a tam. Wiem, że jesteś prorokiem posłanym przez Boga. Pójdź tam i przywróć jej wzrok”. Żebym to ja potrafił. Zrobiłbym to. Nie potrafię tego zrobić, dopóki On nie powie mi, żebym to zrobił. Rozumiecie? Nikt tego nie potrafił. Eliasz tego nie potrafił i nikt inny tego nie potrafił.
47
Otóż widzimy, że Paweł... Demas głosząc razem z Pawłem, widział, jak Paweł ujrzawszy leżącego kalekę powiedział: „Widzę, że masz wiarę, by być uzdrowionym. Powstań. Jezus Chrystus cię uzdrawia”. Widział go, jak uzdrawiał chorych, a teraz zostawia chorego przyjaciela Trofima.
„Paweł stracił swoją usługę”. Takie musiały być myśli Demasa. „Jeśli miał dar uzdrawiania, dlaczego nie poszedł tam i nie uzdrowił swego serdecznego przyjaciela, który stał przy nim tak wiernie? On powiedział: ‚Zostawiłem go tam chorego. I nie mam płaszcza. Pragnę, żebyś mi ten płaszcz przyniósł. Uważaj na kotlarza, który właśnie zrujnował to zgromadzenie w mieście. Musiałem to miasto opuścić. Przez niego znalazłem się w więzieniu'„.
Wyobrażam sobie, że Demas musiał powiedzieć: „Cóż za kaznodzieja się z tego człowieka zrobił?” Rozumiecie?
A bracie, dzisiaj na świecie jest dużo takich duchów Demasa. Tacy ludzie tego zupełnie nie rozumieją. Widzicie? Nie ma sensu próbować to im wyjaśniać, bo oni i tak tego nie zrozumieją. Widzicie, widzicie? Sługa Chrystusa idzie tymi śladami.
48
Jeden z naszych diakonów tutaj - nie wiem, czy jest dzisiaj wieczorem - chodzi o Tony Zabel'a. Zwykle jest tutaj blisko. On przyszedł do mnie i powiedział mi niedawno, zanim... Przyszedł i powiedział: „Miałem dziwny sen. Śniło mi się, że szukałem idącej do góry drogi do nieba. Zobaczyłem nadchodzącego człowieka w czarnej szacie, który czytał książkę. Zbliżyłem się do niego i zapytałem: ‚Którędy to do nieba?' A on powiedział: ‚Niech pan zapyta tego człowieka przede mną'„. A był to pastor zboru, do którego on wcześniej chodził.
49
Poszedł trochę dalej i spotkał drugiego człowieka. Był ubrany w czarną szatę, szedł i śpiewał pieśni. Był to inny pastor. Ci pastorzy są moimi bliskimi przyjaciółmi i wspaniałymi ludźmi. Wtedy on powiedział: „Którędy mogę się dostać na szczyt tej góry?” Ten człowiek odpowiedział: „Niech pan popatrzy tam. Czy widzi pan tam daleko na szczycie tej góry niewielkiego człowieka?” On odpowiedział: „Tak”. Stał tam człowiek w kombinezonie i kowbojskim kapeluszu.
Ktoś tam na południu w Kentucky, mówiąc o mnie, powiedział, że przypominam wszystko tylko nie kaznodzieję. Wyglądam może jak rolnik lub ktoś taki, ale, jak wiecie, nie liczy się wygląd.
50
On powiedział, że tam na górze stałem ja. W spiął się wyżej, aż dotarł do mnie. Opowiadał, że wziąłem go za rękę i zacząłem go prowadzić dalej do góry, aż doszedłem do szczytu tego wzgórza i znaleźliśmy się przed puszczą, którą trzeba było przejść. Wtedy powiedziałem: „Tony, muszę cię tutaj zostawić. Część tej drogi musisz przejść sam”.
On powiedział: „Bracie Branham, co mam dalej robić?”
Opowiadał, że powiedziałem: „Zbliż się Tony i popatrz tu na ziemię. Widzisz te krwawe ślady bosych stóp? Właśnie za nimi szedłem przez całą drogę. Po prostu trzymaj się tego”. To jest jedyna znana mi rzecz, do której mogę kierować człowieka. Nie do jakiegoś wyznania czy doznania, lecz do tych krwawych śladów, które prowadzą do Biblii - krew Jezusa Chrystusa.
51
Otóż, jak ten człowiek musiał się czuć! Człowiek mający tak wielu przyjaciół milionerów, lecz jeden płaszcz. Człowiek, który miał moc do porażenia ślepotą, lecz pozwala na to, by ktoś inny przepędził go z miasta, nie reagując na to w żaden sposób, lecz po prostu wstaje i odchodzi. Kiedyś modlił się za chorych, a teraz zostawia chorego przyjaciela. I Demas go opuścił. Opuścili go wszyscy pozostali. Oni wszyscy go opuścili. Paweł powiedział: „Wszyscy mnie opuścili. Oni wszyscy go opuścili.
Chcę powiedzieć następującą rzecz: Kiedy ktoś jest wierny Słowu, nie tylko na jednym zgromadzeniu, lecz na każdym - kiedy człowiek jest wierny Słowu, nadejdzie taka chwila, że ludzie go opuszczą. Tak dokładnie jest. Oni tak robili. Zrobili to naszemu Panu. Ludzie opuszczą człowieka stojącego po stronie prawdy. „Wszyscy mnie opuścili”. A co waszym zdaniem musiał sobie pomyśleć Demas i niektórzy, kiedy Paweł brał ze sobą wszędzie Łukasza, a wszyscy znający Biblię wiedzą, że on był lekarzem? A sam głosił Boże uzdrowienie, zostawił chorego przyjaciela... Był tak biedny, że miał tylko jeden płaszcz... Pozwala na to, że jakiś człowiek wypędza go z miasta, a mógł przecież porazić go ślepotą. Widzicie, oni myśleli, że z nim koniec. Ale tak nie było. On szedł dokładnie tymi krwawymi śladami. On szedł dalej za nimi. Mam nadzieję, że to rozumiecie. Powiedział: „Wszyscy mnie opuścili”.
52
Demas, umiłowawszy świat doczesny, popularność u ludzi: „Witaj, doktorze Demasie. Wiem, że masz tytuł...”.
Ależ oczywiście, oni to miłują. Jezus powiedział: „Jakże lubicie stać w synagogach i tytułowanie: Rabbi i tak dalej. Tym surowszy otrzymacie wyrok”. Widzicie?
Jesteśmy pewni, że kiedy ludzie widzieli chodzącego za nim lekarza, a raczej z nim... Paweł brał ze sobą Łukasza. Powiedział tutaj: „Łukasz jest jedynym, który mnie nie opuścił”. A Łukasz był osobą mu potrzebną. Był dla niego kimś korzystnym, potrzebował Łukasza do swojej usługi. Gdziekolwiek szedł ten człowiek głoszący Boże uzdrowienie, ten lekarz szedł za nim. Był to człowiek, który głosił Boże uzdrowienie, potrafił uzdrowić kalekę, wzbudzić kogoś z martwych i wszystko inne, oglądał wielkie wizje, przepowiadał rzeczy, które się wypełniały, a swego własnego współpracownika zostawia chorego. Mógłby mieć milion dolarów i pobudować gmachy warte tysiące dolarów, wielkie szkoły i tego typu instytucje, a ma tylko jeden płaszcz na swoje plecy...
53
Demas powiedział. „Nie będę się zadawał z kimś takim. On jest po prostu człowiekiem niskiej klasy. Pójdę do braci denominacyjnych. Pójdę tam, gdzie będę kimś”. Jeśli tak było, to mam ochotę do niego podejść i zaraz jak skończy Baxter - rozumiecie? - za to, że zostawił tego biednego człowieka w tym stanie. On powinien był przy nim stać. To przecież Paweł przyprowadził go do Chrystusa. Lecz, widzicie, tak właśnie się dzieje, kiedy się nie zna Ducha Bożego, kiedy się nie zna woli Bożej i kiedy się jej potem nie czyni. Rozumiecie? Lecz on go zostawił w tym położeniu. Zostawił go... Wszyscy go opuścili.
54
Jak bardzo o tym myślę: O tym, że sługa wierny Słowu prędzej czy później - pamiętajcie tylko - ludzie go opuszczą. Chcemy się krótko zatrzymać przy tej myśli przez kilka minut. Nie będę was za długo tutaj trzymał, chcę bowiem, żebyście przyszli tutaj rano. Zawsze kiedy Boży sługa jest wierny Słowu, wszyscy go opuszczają. Możecie wziąć cokolwiek chcecie, gdziekolwiek w Biblii czy w historii - kiedy ktoś pozostawał wierny, choćby był nie wiem jak popularnym, jeśli był wierny ciągle Słowu, przyszła taka chwila, gdy świat religijny go opuścił i odciął się od niego. Czytajcie tylko, kiedy weźmiecie Biblię od 1. Mojżeszowej do Księgi Objawienia, weźcie Sobór Przednicejski oraz wszystko aż do Nicejskich Ojców, a zobaczycie, że każdy święty, każdy prorok, każdy prawdziwy Boży sługa trzymający się Słowa został opuszczony przez świat kościelny i odrzucony. A Paweł był jednym z takich ludzi.
55
I gdyby ktoś taki znalazł się dzisiaj, spotkałoby go to samo. To dokładna prawda. Musicie dojść do takiego miejsca. To musi przyjść. Ludzie myślą, że cały świat powinien leżeć u stóp człowieka z taką usługą. Tak powinno być, ale oni tam nie przyjdą. Rozumiecie? Zresztą tak i człowiek nie pozwoliłby na to, żeby świat znalazł się u jego stóp. On by go położył pod stopy swego Pana, bo nie reprezentuje tutaj siebie, lecz swego Pana.
56
Wiecie, ludzie szukają chwały od siebie nawzajem. I chwalą siebie nawzajem, a czyniąc to odbierają chwałę Bogu. Widzicie? Usiłujemy robić z kogoś wielkich ludzi między nami, a przecież nie jesteśmy ani wielkimi ludźmi, ani małymi, lecz wszyscy jesteśmy mali. Jest tylko jeden wielki między nami - nasz Pan. Rozumiecie? My jednak wywyższamy tak bardzo naszą organizację nad Boga, mówiąc: „Wielki święty kościół taki a taki, wielcy święci biskupi” i tak dalej. Czegoś takiego nie ma. To jest ludzka chwała. Jest tylko jeden święty - Bóg. I Duch Święty, który jest Bogiem, który jest między nami. To nie my jesteśmy święci, lecz Duch Święty, będący w nas. To nie... Kiedy widzimy, jak coś się dzieje, nie czynimy tego my, lecz Duch Święty. Jezus powiedział: „To nie Ja dokonuję tych uczynków, lecz mój Ojciec. On mieszka we mnie i On właśnie dokonuje tych uczynków”. Nie czyni tego człowiek. Dobrze. Lecz przez wszystkie wieki widzimy tych prawdziwych sług.
57
Otóż, tutaj jest myśl, którą chciałbym się trochę zająć przez kilka chwil. Zazwyczaj w takiej właśnie chwili, kiedy ktoś był wierny Słowu i wszyscy go opuścili - dopiero wtedy Bóg wkracza w obronie tej osoby i koronuje jej usługą. Rozumiecie? Tak jest. Jaka to pociecha! Pociecha opiera się o Bożą obietnicę. Obojętnie, co świat mówi i czyni, to nie są nasze nadzieje, one nie zasadzają się na tym, co czyni świat.
58
Moim zdaniem ta pieśń jest bardzo ładna. Szkoda, że nie umiem śpiewać. Zawsze bardzo chciałem śpiewać. Którzy oczekują Pana, nabywają nowych sił. Podnoszą swe skrzydła jak orły. Będą biec, nie zmęczą się. Pójdą i nie stracą sił. Naucz mnie, naucz mnie czekać Cię. Naucz mnie, Panie mój, na kolanach czekać Cię„. To lubię. „A we właściwym według Ciebie czasie odpowiesz na moje prośby. Naucz mnie nie polegać na tym, co czynią inni, ale tylko czekać w modlitwie na odpowiedź od Ciebie”. O to chodzi. To jest prawdziwy sługa, który czeka na ruch swego Pana, wiedząc jedno: że Pisma nie mogą zawieść choćby nie wiem co się działo. Pisma muszą okazać się prawdziwe. Właśnie w takiej chwili Bóg zazwyczaj wkracza z pomocą.
59
Popatrzmy na Eliasza, kiedy on został opuszczony. Dlaczego tak się stało? Bo był wierny Słowu. On powiedział: „Wszyscy mnie opuścili”. Został wyłączony ze społeczności, z organizacji, nawet z narodowej organizacji, albo narodowego kościoła izraelskiego. Wyrzucili go nawet kapłani. Nie miał nawet tyle co Paweł, bo tylko owczą czy też zwierzęcą skórę, którą był owinięty. Usiadł na górze i karmiły go ptaki. Tak jest. Dlaczego? Z powodu Bożego Słowa, bo trzymał się wiernie TAK MÓWI PAN. Wszyscy poszli za nowoczesnym trendem. Żona prezydenta, Izebel, zaprowadziła całą tę modę i tak dalej. A kapłani się temu poddali, także wszyscy kaznodzieje i inni - zgodzili się z tym. Ale nie Eliasz, on pozostał wierny Słowu. I za to go wszyscy opuścili, aż zawołał: „Panie, pozostałem tylko ja sam, lecz i tak nastają na moje życie, aby mi je odebrać”.
Lecz Bóg go pocieszył, mówiąc: „Mam tutaj jeszcze siedem tysięcy”. (1 Król. 19,14-18)
60
Rozumiecie, nie myślę, żeby Eliasz był nadęty z tego powodu - że był tym jedynym, lecz moim zdaniem był w takim stanie dlatego, że był tak opuszczony. Zawsze kiedy przyszedł do kapłana w sprawie przeprowadzenia zgromadzenia, oni go odrzucali. Kiedy tam przyszedł, usłyszał: „Wynoś się stąd, ty fanatyku! Wynoś się. Idź i zrób jakąś rzecz!” Mielibyśmy na to dowód, kiedy przyszedł jego następca Elizeusz. Co oni zrobili? Oni nawet... Ten młody człowiek był łysy, i ludzie wysyłali swoje małe dzieci, by się naśmiewały z tych starych szarlatanów. Widać, że obaj byli uważani za szarlatanów. One mówiły: „Łysy, łysy, dlaczego nie odleciałeś do nieba tak jak Eliasz?” Oni nie wierzyli, że on odjechał do nieba. Uhm. Widzicie? Mieli ich tylko za paczkę szarlatanów. Lecz oni byli wierni Słowu i mieli potwierdzoną usługę. Eliasz trwał na swoim stanowisku. Dobrze.
61
Daniel stanął wiernie przy Słowie. Wiecie, skąd to biorę - z 12. lub raczej 9. rozdziału Daniela. Daniel stanął wiernie przy Słowie. Co się z nim stało? Chociaż był prawą ręką króla, kiedy stanął wiernie po stronie Słowa, został wyłączony i wrzucony do lwiej jamy: Boży mąż, który jest wierny Słowu.
Hebrajscy młodzieńcy wiernie trwali przy Słowie, choć król wydał rozkaz, że „Kto by nie upadł i nie oddał pokłonu złotemu posągowi, kiedy zaczną grać instrumenty muzyczne, zatrąbią w trąby i tak dalej, ten będzie wrzucony do wnętrza rozpalonego pieca ognistego”. (Dan. 3,5-6) Lecz oni odwrócili się plecami do tego posągu i... Bez względu na to, jak mieli się stać niepopularni, oraz na to, że wyłączą ich ze społecznego życia, oni pozostali wierni Słowu. Coś takiego mi się podoba.
62
Jakub, kolejny... Był długo daleko od domu, kiedy usłyszał głos wołający go do domu, do jego rodziny. (1 Mojż. 31,3.) Ruszył więc w drogę, wierny swemu powołaniu, wierny swemu prowadzeniu. Miał się bardzo dobrze w tamtej ziemi, ale Bóg zaczął do niego mówić i nakłaniać do powrotu do domu. I kiedy podążał do domu, został przyparty do muru. Po jednej stronie żona i dzieci, a po drugiej nienawidzący go brat Ezaw idący mu na spotkanie z armią. Stanął nad małym strumieniem, strumieniem Peniel, i tam stał. Co za okropna sytuacja! Nienawidzący go Ezaw, idący mu na spotkanie z armią, a tutaj jego żona, dwie żony i dzieci - wszyscy po jego stronie strumyka. Był w krytycznej sytuacji. Z jakiego powodu? Bo gdyby został tam, gdzie był, wszystko by było w porządku. Lecz on został powołany, Słowo Boże powołało go do jego ojczyzny. Alleluja. Wspaniały mąż. Przeżył również przemianę. O, tak.
63
Jezus, wierny Słowu Ojca: „Czynił tylko to, co mówi Ojciec. Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. (Mat. 4,4.) Jezus, który zawsze był wierny temu Słowu - przyszedł taki czas, że stracił wszystkich Swoich przyjaciół. Wszyscy Go opuścili i odeszli - wszyscy. Kiedy ludzie zobaczyli, jak inni z niego szydzą i się naśmiewają, stracili do Niego zaufanie. „Jak może człowiek, który potrafił powiedzieć słowo do martwego człowieka i wzbudzić go z martwych, który potrafił dokładnie i zawsze niezawodnie przepowiedzieć, co się stanie - jak może teraz stać w sądzie, po twarzy spływa Mu krew z miejsc, gdzie wyrwano mu brodę i obrzydliwa flegma pijanych żołnierzy, którym pozwolił nałożyć sobie na oczy szmatę, bić Go po głowie i mówić: ‚Prorokuj i powiedz nam, kto cię uderzył, a wtedy w to uwierzymy'?”
No cóż, uczniowie po prostu odeszli zniechęceni, mówiąc: „E!”
64
Widzicie, jak szybko ludzie zapominają o tym, co Bóg uczynił. Jakże wymowne były słowa Mojżesza, który stanął nad Czerwonym Morzem i powiedział: „Bóg dokonał dziesięciu wielkich cudów, czy mimo tego jesteście tacy ograniczeni, by nie wiedzieć, że On jest ciągle Bogiem?” On poszedł tam i uderzył tę ziemię. Obłożył klątwą tę ziemię. Sprowadził żaby, muchy, pchły, cokolwiek, oraz cios, który pobił wszystkich pierworodnych, i anioł śmierci przeszedł przez tę ziemię - a mimo tego wszystkiego ci ludzie nie chcieli iść za nim nad Morzem Czerwonym. Jakże szybko, jak tylko twoja popularność... Kiedy ujrzeli te wielkie błyszczące włócznie nadciągających setek tysięcy żołnierzy, a może i nawet miliona, kiedy usłyszeli huk wojennych wozów i zobaczyli unoszący się tuman kurzu, po prostu zrezygnowali ze wszystkiego i wycofali się: „Mojżeszu, lepiej by było, gdybyśmy pomarli tam w Egipcie”. Widzicie? A wtedy Bóg powiedział, że zginą na pustyni z powodu niewiary. „Mojżeszu, koniec z twoją usługą, to wszystko. Z tobą już koniec”. Widzicie, oni tego nie rozumieją. Nie pojmują.
65
A to samo stało się, kiedy młody Rabbi Jezus, czyli Nauczyciel, Prorok z Galilei - kiedy On dokonywał tamtych wszystkich cudów i znaków, „Jakże On mógł stać i nic na coś takiego nie zareagować? Jakże On mógł dać się związać przez jakiegoś człowieka kajdanami, skoro potrafił zerwać pieczęć grobu i wskrzesić z wieczności martwego człowieka? Jak On to mógł zrobić, skoro potrafił wypowiedzieć słowo do umarłego syna wdowy i wzbudzić go do życia, potrafił wywieść z grobu martwego i rozłożonego Łazarza? Jakże Ten, który powiedział: ‚Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki,' (Jan 11,25-26) mógł stanąć, dać się związać kajdanami i opluć, a nie otworzyć nawet Swoich ust?” Uczniowie powiedzieli: „On stracił Swoją usługę”. Tak, tak to się dzieje. Boże, ten biedny świat...
66
Nawet Jego kościół - dwunastu, w których miał upodobanie, którym wszystko mówił i których miłował - i oni się od Niego odwrócili. Tylko jeden z Nim pozostał - Jan. Właśnie w tej godzinie, kiedy wszystko było stracone, nie było żadnej nadziei, był tam związany, zabrano Go tam, wyśmiano i opluto, i nastawiono plecy do... Nie wiedząc, że właśnie to było wypełnieniem Pisma.
67
Czy nie wiecie, że to, co się dzisiaj dzieje, jest dokładnym co do joty wypełnieniem Pisma? Dlaczego ludzie pozwalają... mogą mówić takie rzeczy? Dlaczego te denominacje wpadają w furię? Dlaczego oni to robią? Jest napisane w Piśmie, że oni to zrobią. Wejdą wprost w to i sami to zrobią, zaślepieni, nie wiedząc, że to robią. Czy myślicie, że Judasz wiedział, że odgrywa rolę Judasza? Czy myślicie, że faraon wiedział, że odgrywa tę rolę, kiedy Bóg wzbudził go w tym celu? Czy myślicie, że Ezaw zrobiłby to, co zrobił? Oczywiście, że nie. Jest powiedziane: „Mają oczy, lecz nie widzą. Mają uszy, lecz nie słyszą”. Lecz patrzcie, jak właśnie odsłania się Pismo. Widzicie? Żyjemy w czasie końca. Tak musi być.
68
Otóż, opuścił Go Jego kościół. Opuścili Go wszyscy ludzie i przyroda. Myślimy, że ktoś był opuszczony - Paweł w porównaniu do Niego nie przeżył żadnego opuszczenia. Jego opuściło nawet samo stworzenie, które On stworzył. Księżyc, gwiazdy, słońce, wszystko - a nawet Bóg. Ludzie, Bóg, przyroda i wszystko Go opuściło. Nie został tam nikt. On umarł sam. Czy On stracił Swoją usługę? On jej nie tracił, lecz ją wypełniał! To jest właśnie jej część. To jest to, co się dzieje. To musi jej towarzyszyć.
69
Tak więc wszystko Go opuściło. Lecz właśnie wtedy na scenę wkroczył Bóg, bo każdy, kto zna Słowo, będzie się tego Słowa trzymał, wiedząc, że to Słowo jest Bogiem. Rozumiecie? A Słowo musi się rozwinąć. To niezawodne Słowo musi się rozwinąć. Musi, bo to Słowo jest Bogiem. I jeśli ono funkcjonowało w przypadku innych we wszystkich wiekach, będzie tak samo funkcjonować właśnie teraz, bo ono jest Bogiem. Nigdy o tym nie zapomnijcie. Jezus bowiem wiedział, że On, będąc pełnią Słowa - On nie był tylko prorokiem, lecz samym Bogiem. On był Słowem. Z tego właśnie powodu nie opuścili Go tylko ludzie, lecz także przyroda. Opuściło Go całe stworzenie, wszystko - gwiazdy, księżyc. Kiedy umierał, nie świeciło żadne światło. Opuściło Go wszystko - widzicie? - był bowiem Stwórcą wszystkiego. „Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał”. (Jan 1,10.) Widzicie? On był Stwórcą wszystkich rzeczy. Jedyna rzecz, którą my... my nie stwarzamy, lecz staramy się ludzi nawrócić, i właśnie ci, których staramy się nawrócić, opuszczają Słowo i odchodzą (widzicie?), kiedy nadejdzie czas, by Słowo się naprawdę ukazało. Tak musi być. Ale pamiętajcie, że właśnie wtedy Bóg wkraczał na scenę.
70
Także w życiu naszego Pana Jezusa - potężne czyny, których On dokonywał przez pierwsze półtora roku swego publicznego życia - och, jakże potężnym On był mężem. Nie było takiego drugiego na ziemi, nigdy nie było od Jego czasów i nigdy nie będzie potem. Lecz co się stało? Był najbardziej wyśmiany ze wszystkich, bardziej niż wszyscy pozostali razem. Wyśmiany przez naturę, przez stworzenie i przez wszystko, bo znajdowało się to w wypaczonym stanie. Z tego powodu ludzkie serca szydziły z prawdziwego Bożego sługi - są bowiem wypaczone. Przyroda jest wypaczona. Z tego powodu...
71
Jeśli wypaczona przyroda jest tak piękna, jaką ona będzie, kiedy zostanie z powrotem przekształcona do Bożej woli? Jeśli wypaczona ziemia potrafi zrodzić winogrono, do uniesienia którego trzeba dwóch mężczyzn, co będzie, kiedy zostanie ona przywrócona do Boga? Kiedy przyjdzie Chrystus, pustynia zakwitnie jak róża. Nastąpi przemiana. Z suchych miejsc wytryśnie woda, ziemia zakwitnie i okryje się kwiatami. O, to będzie wspaniała chwila - kiedy zamieszkają tam ludzie przemienieni w sercu na bogobojnych, którzy mieli o tym zadecydować, dokonując teraz tego wyboru. Amen.
72
Ta ciemna godzina... Poeta napisał: „Między popękanymi skałami a ciemnym niebiem, mój Zbawca pochylił głowę i skonał. Rozdarta zasłona odsłoniła drogę do niebiańskiej radości i wiecznego dnia”.
On musiał przez to przejść, by otworzyć nam drogę. Tak jest. Lecz co Bóg uczynił? On był wierny Słowu i zgodził się na krzyż. Ale czy to był koniec Jego usługi? Czy na tym był koniec Jego usługi? Bóg ukoronował ją największą koroną ze wszystkich. On uwieńczył ją w wielkanocny poranek, w zmartwychwstaniu. On ukoronował usługę naszego Pana Jezusa, który powstał z martwych i żyje na wieki wieków. On nie był skończony, dlatego że wszyscy Go opuścili - On został ukoronowany. O, tak. Ależ tak. Kiedy Bóg wzbudził Go z martwych, Jego usługa została uwieńczona, właśnie dlatego że Go opuszczono. On musiał przez to przejść.
73
To samo w przypadku Eliasza. Mówiliśmy o nim przed chwilą. Ten biedny stary załamany prorok Eliasz, leżący tam na pustyni, musiał się karmić tym, co przyniosły mu ptaki. Jego stare, chude, obciągnięte ciasno skórę brązowe ciało, z wiszącym u boku dzbanem z oliwą, rozwichrzonymi zupełnie bokobrodami, prawdopodobnie łysą i spaloną przez słońce głową, kuśtykający naprzód opierając się o kij, lecz w głębi jego drogiego serca pulsował Duch Boży. Kiedy Bóg zobaczył Swego wiernego, opuszczonego przez wszystko i wszystkich, starego zmęczonego sługę dochodzącego do końca swej drogi, czy On go pozostawił swemu losowi? On zesłał na ziemię rydwan i zabrał Swego zmęczonego sługę. „Nie musisz nawet iść do nieba na piechotę jak Enoch, bo zawiozą cię do domu w rydwanie”. Tak jest. Tak. On ukoronował jego usługę przejazdem do domu w rydwanie. To wcale nie jest takie złe, jak wiecie. Tak. Tak, on nie musiał iść do domu na piechotę. Bóg zesłał po prostu rydwan i zabrał go do domu, bo on był zmęczony. To mi się podoba. Bóg zabrał i zawiózł do domu Swego biednego, wiernego, zmęczonego sługę.
74
Właśnie wtedy, gdy Daniel tak wiernie trwał przy Bogu, że znalazł się... Ludzie mówili: „Wiecie, ten człowiek był kiedyś wielką osobą w tym królestwie. Potrafił opowiedzieć największe tajemnice. Sprowadził wróżbitów i pouczał ich, tak samo Medów i Persów. Dokonywał wielkich rzeczy”. Lecz za panowania Dariusza, właśnie Daniel trwał wiernie przy Bogu. To właśnie Daniel trzymał się Bożego Słowa i nie chciał się zmieszać z niczym innym. Wtedy powiedziano: „No cóż, to jest koniec jego usługi, bo czytałem w lokalnej gazecie, że za kilka dni zostanie wrzucony do lwiej jamy”. Idzie do federalnego więzienia lub coś w tym stylu. Rozumiecie? „Ale my go wrzucimy do lwiej jamy”. Lecz co zrobił Bóg? Bóg ukoronował jego usługę przemieniając serce króla i Dariusz rozesłał do wszystkich języków i ludzi na całym świecie dekret, że wszyscy powinni bać się Boga Daniela, bo On jest Bogiem, który potrafi wybawić. Amen.
Widzicie więc, że właśnie wtedy, kiedy ludzie opuszczają człowieka, Bożych sług stojących wiernie przy Słowie, Bóg pieczętuje ich usługę, bo daje moment uwieńczenia.
75
Tak, tak było z hebrajskimi młodzieńcami za panowania Nebukadnesara, kiedy oni nie chcieli pokłonić się przed posągiem. Byli wierni Bogu, bo Boże Słowo powiedziało: „Nie kłaniaj się przed żadnym posągiem, by mu oddawać cześć”. Oni trwali wiernie przy Słowie. Było to w wiadomościach, w lokalnej gazecie, lub w jakiejś innej formie, jaka istniała w tamtych dniach. W jakiś sposób rozsiewano wiadomości. Nie było to oczywiście przez lokalną gazetę, powiedziałem tak tylko dla zilustrowania tej sytuacji. Ogłoszono jednak, że planuje się spalenie ich w ognistym piecu, rozpalonym siedem razy bardziej niż zwykle, przegrzany siedem razy. No cóż, coś takiego spaliłoby człowieka z odległości stu metrów. Lecz wrzucono ich prosto do wnętrza rozpalonego pieca ognistego, a kiedy stamtąd wyszli nie przeniknął ich nawet swąd ognia. A wtedy Nebukadnesar powiedział: „Ktokolwiek nie pokłoni się przed tym Bogiem, zginie wraz z dziećmi, jego dom zostanie spalony i obrócony w kupę gruzu”. Tak jest. Widzicie? Przez swoją wierność Słowu oni wywołali ogólnoświatowe przebudzenie. Taki właśnie jest efekt. O, tak. Pozostańcie wierni Słowu. Tak, a to się zawsze cudownie opłaci.
76
Jakub, o którym przed chwilą wspomnieliśmy. Mam tutaj zapisane jego imię. Tutaj był tchórzem, był jednak wierny. Bał się Ezawa po drugiej stronie. Coś takiego! Wiedział, że jest daleko od Boga. Był daleko od Boga przez te wszystkie lata, choć zawsze starał się być wierny temu Słowu. Teraz Bóg powołuje go i nakazuje mu iść do domu. I kiedy szedł dokładnie drogą, którą miał obowiązek iść, staje mu w drodze Ezaw z armią. I właśnie wtedy jego imię Jakub, co znaczyło „człowiek, który wyrugował kogoś ze stanowiska i sam je zajął, kanciarz” zostało zmienione na Jakub [Izrael], co znaczy „książę przed Bogiem,” kiedy ruszył następnego poranka z uwieńczoną usługą. Wtedy wyruszył zaraz na spotkanie Ezawa i nie potrzebował od niego żadnej pomocy. Amen. Wierny Słowu... W taki sposób postępuje Bóg, prawda? On postępuje po Swojemu. W porządku.
77
Wielu moich braci ma dzisiaj wielką popularność między swoimi denominacyjnymi braćmi. Kiedy tylko się wspomni jakieś nazwisko, wznieca to ogromne emocje niczym ogień. To prawda. Na sam dźwięk imienia tej osoby... A przecież kiedy Pan przemówił do mnie w owym dniu tam nad rzeką, to zapoczątkowało przebudzenie na całym świecie, i z niego wzięli się wszyscy z tych wielkich ewangelistów.
Oni wrócili z powrotem prosto do swych braci - rozumiecie? - do tych denominacji, z których wyszli. Wyszli i zaczęli zgromadzenia, lecz potem wymieszali się z denominacjami i prosto do nich wrócili. Mają wielkie uznanie i popularność w radiu, gazetach i wszędzie. Wszyscy o nich dobrze mówią.
78
Lecz mnie wszyscy opuścili, dlatego że przyjąłem prawdziwe Słowo i przy nim stałem. Byłem wierny właśnie temu, co On mi powiedział, głosząc Słowo a nie denominacyjną filozofię. „Głoś Słowo” - takie otrzymałem polecenie. Trzymaj się Słowa„. A, bracia, którzy słuchacie tego na taśmie, byłem kimś wielkim, kiedy przychodziłem do was tylko modląc się za chorych, opowiadając o wizjach i objawiając różne rzeczy. Kiedy jednak zacząłem wam mówić prawdę o Słowie, dlaczego odwróciliście się ode mnie? Czy uświadamiacie sobie, że to jest właśnie wypełnienie tego, co powiedziało Pismo? Tak, ono się w ten sposób wypełnia. I teraz mam wielkie trudności, by się gdziekolwiek dostać.
79
Cały czas przychodzą listy. Niedawno taki przyszedł. Było w nim napisane: „Bracie Branham, wierzyłem w ciebie zupełnie, usłyszałem jednak, jak powiedziałeś, że pewna denominacja, do której należę, wchodzi w odstępstwo. Teraz straciłem zupełnie wiarę w ciebie, i już nie będę miał do ciebie zaufania. Dwudziestu pięciu braci z mojej denominacji siedziało na twoim zgromadzeniu - kiedy to powiedziałeś, po prostu wstaliśmy natychmiast i wyszliśmy”.
No cóż, wszyscy ludzie mnie opuścili, ale najważniejsze jest to, że On stał przy mnie. To jest najważniejsze. Nie byłem nieposłuszny temu niebieskiemu widzeniu, które wydarzyło się tam nad rzeką. Byłem temu wierny. On był wierny wobec mnie. Ufam Jemu, że pewnego dnia - nie wiem, kiedy to się stanie - ufam, że On ukoronuje moją usługę. Pozostanę jak najbardziej wierny. Nie wiem, co to będzie. Nie wiem, kiedy to się stanie. Lecz kiedy On będzie gotowy, ja jestem również. Posłuchajcie. Mam nadzieję, że On ukoronuje moją usługę w taki sposób: że pozwoli mi wziąć szatę Bożego Słowa i przyoblec Jego oblubienicę w szatę Bożego Słowa, by miała Jego sprawiedliwość. Mam nadzieję, że On mnie ukoronuje i pozwoli mi stanąć tam w owym dniu i powiedzieć: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”.
80
Musimy się wspinać z wysiłkiem na wiele wzgórz, czasami jest trudno, ale Ten, który wskazuje nam drogę, wie, co jest dla nas najlepsze. On wie, co jest najlepsze. Trudy tej drogi okażą się niczym, kiedy dojdziemy do jej końca. Szukajmy tych krwawych śladów. Pamiętajcie o tym, przyjaciele.
Ślady Przybysza na brzegu morza Galilejskiego
zostały już zmyte przez wodę.
Ludzie nie usłyszą już w Judei głosu,
któremu posłuszne były wzburzone fale.
Lecz z radością wyruszę dziś ścieżką tego samotnego Galilejczyka.
A trudy tej drogi okażą się niczym, kiedy dojdę do jej końca.
81
Pierwszą część tego miejsca Pisma, które czytałem, On mi dał, kiedy byłem młodzieńcem, jeszcze chłopcem, stojącym tam przed ludźmi, wyprostowanym z wypiętą piersią i bujnymi, falującymi, czarnymi włosami. Teraz ramiona mi opadły, łysieję, siwieję - jestem starym 53-letnim człowiekiem. Lecz On jest z każdym dniem coraz słodszy. A ja nie uchylałem się od zwiastowania wam całej Ewangelii Jezusa Chrystusa. Pragnieniem mego serca jest spotkać kościół, za który On umarł, odziany w sprawiedliwość Jego krwi, odziany w Jego Słowo i sprawiedliwość Jego Słowa, bo Jego Słowo nigdy nie może zawieść. Dlatego wiem, że jeśli będę stał przy Słowie i będę Słowu wierny, i jeśli Słowo Boże będzie przebywać we mnie, a ja w Nim, w owym dniu będę się bardzo cieszył z tego, że byłem wierny.
Nie wiem, co niesie przyszłość, ale widzicie, gdzie jesteśmy, prawda? Rozumiecie, dlaczego wszyscy, a nawet niektórzy moi współpracownicy, mówią: „Ależ brat Branham jest zupełnie skończony”. Widzicie? Tak. „Zupełnie skończony...”. Widzicie? „O, już się nie słyszy o wielkich rzeczach”. Widzicie? No cóż, my... Oni po prostu tego nie rozumieją. To wszystko. Po prostu nie rozumieją.
82
Myślę, że kiedy apostoł Paweł powiedział: „Mój czas minął,” największym pragnieniem jego serca było zostać męczennikiem. W owych dniach takie pragnienie mieli w sercu oni wszyscy. Jeśli... Czy czytaliście Księgę Męczenników Fox'a? Można to także znaleźć w Soborze Nicejskim. To był największy zaszczyt, jaki ich mógł spotkać. Kiedy każdy z nich (jak Polikarp i inni) wchodzili do lwich jam, wykrzykiwali z radości, wiedząc, że staną się męczennikami. Kiedy palono ich na stosie, wykrzykiwali z radości za zaszczyt zostania męczennikiem. Kiedy Paweł podchodził do pnia, na którym kat miał mu ściąć głowę, prowadzony z tego więziennego lochu z małym otworem w murze, gdzie go wrzucono... Szedłem tą drogą, zwiedzałem to miejsce. Widziałem tę dolinę, gdzie wrzucono jego ciało. A teraz chcą z niego zrobić świętego czy kogoś takiego w swoim... Ta sama grupa ludzi... On szedł tamtą drogą i powiedział: „Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje? Gdzież jest, o grobie, zwycięstwo twoje? Ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. (1 Kor. 15,55-57.) Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, a nie tylko mnie, lecz i wszystkich, którzy umiłowali przyjście Jego”.
83
Doszliśmy teraz od wiersza 6-tego do 18-tego. Nie wiem, co one będą oznaczać dla mnie, lecz cytowałem wam tylko to, co one oznaczały dla innych. I będę nadal stał wiernie przy Bożym Słowie, dopóki On tego nie zakończy. W tym właśnie miejscu jest dzisiaj moja usługa. Nie jestem skończony (wyrzucony), mam nadzieję, że zostałem właśnie przyjęty przez Króla. Chodzi właśnie o to... Pochylmy teraz głowy do modlitwy.
84
Dziś wieczorem zwisa tutaj taka lina, której drugi koniec przywiązany jest do Bożego tronu. Jest to lina ratunkowa [dosłownie Linia życia - tł.]. Kiedy się modlę, mam nadzieję, że ona przechodzi obok każdej nienawróconej osoby, która się tutaj znajduje. Czy nie zechcesz sięgnąć rękami do góry i uchwycić się jej, przyjacielu grzeszniku? Mówisz: „Bracie Branham, powiedziałeś, że się starzejesz. Myślę, że dlatego właśnie...”. Nie, bracie, siostro. Wierzyłem w to, kiedy jeszcze byłem chłopcem. Poświęciłem temu swoje życie. I żałuję tylko jednego: że tylko jedno życie mogłem temu poświęcić. Gdybym miał ich 10000, wszystkie chciałbym temu poświęcić.
Czy nie zechcesz uchwycić się tej liny, kiedy przesuwa się dziś wieczorem koło ciebie? Mówisz: „Bracie Branham, nie jestem godny, by się móc jej uchwycić”. Wiem, że nie jesteś, dziecko. Lecz spróbuj coś zrobić, by stać się godnym, a potem powiedz mi, co zrobiłeś, bo ja także chcę to zrobić. Nie możesz uczynić niczego, by stać się godnym. Urodziłeś się niegodnym. Możesz zrobić tylko jedno: uchwycić się tylko tej drogi, która została dla ciebie zgotowana. Ty toniesz; nie toń w czymś takim. Bóg wyrzucił linę ratunkową, wyciągnijmy ręce i chwyćmy się jej dziś wieczorem.
85
Niebieski Ojcze, pamiętam, że właśnie tutaj przy tym samym pulpicie, mówiłem o tym samym miejscu... w tamten poranek, kiedy poświęcałem Tobie ten budynek, tutaj na tym samym kawałku ziemi .. a ten kamień węgielny leży tutaj, a w nim ciągle ta pusta kartka Biblii, na której to napisałem. Powiedziałem wtedy: „Panie Jezu, dzięki Twojej łasce pozostanę wierny Słowu”. A teraz widzę, że przyniosło to dokładnie to samo, co w innych czasach. Objechałem cały świat i oto jestem z powrotem w tej kaplicy dziś wieczorem, a ten mały kamień węgielny ciągle leży tam z tą kartką. Badaj mnie, Panie. Zrobiłem wiele błędów. Postąpiłem źle, Panie. Wielokrotnie Cię zawiodłem, tak jak właśnie przed chwilą świadczyłem o zawodności. Boże, jak tylko to zrobię, zaraz pragnę przebaczenia. W swym sercu miłuję Ciebie. I wiem, że niedawno pokazałeś mi wizję o miejscu, dokąd idziemy. Nie wiem, na kiedy postanowiłeś mój koniec, Panie. Jestem tutaj dziś wieczorem, dzięki Twojej łasce. Nie wiem, kiedy Ty to zakończysz, lecz wiem, że musi do tego dojść. Kiedy jednak przyjdzie ta chwila, nie chcę być tchórzem. Chcę stać tak, jak stali pozostali. Lecz, Boże, jeśli swoje świadectwo muszę zapieczętować swym życiem, lub jeśli mam uczynić coś innego - ukoronuj je wtedy, nie mnie, lecz ukoronuj usługę, którą głosiłem, Panie, bo to Twoje Słowo. I wiem, że to Słowo potrafi z łatwością mnie wzbudzić z martwych w zmartwychwstaniu. Nie wstydzę się więc Słowa, które głosiłem, jest ono bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy. (Rzym. 1,16.)
86
Dziękuję Tobie, za ten mały budynek zboru, który ciągle jeszcze stoi. Kiedy stanąłem po stronie Słowa, prorocy prorokowali mówiąc: „Za sześć miesięcy będzie tutaj garaż”. Minęło 30 lat, a zbór jest dzisiaj bardziej gorliwy niż był przez wiele lat. „Na tej skale zbuduję mój kościół”. Dziękujemy Ci za naszego pastora. Dziękujemy Ci za diakonów, członków zarządu. Wszyscy mamy swój mały wkład, Panie, w czym chcemy być wierni i rzetelni.
Być może dziś wieczorem jest tutaj ktoś, kto chciałby się do nas przyłączyć, Panie. A można to uczynić, kiedy człowiek po prostu złapie się tej cienkiej liny ratunkowej i zacznie się podciągać, owinie ją sobie wokół nadgarstka, przywiąże do serca i powie: „Panie, ciągnij, podnieś mnie,” a wtedy się stamtąd wydostanie i będzie jaśniał jak złoto. Spełnij to, Panie. Czekamy na to.
87
Wierzymy, że jest blisko końca. Zgodnie z tym, czego tutaj nauczaliśmy, widzimy, że trwa teraz laodycejski wiek kościoła. Widzimy, że już nic nie może się wydarzyć prócz przyjścia Pana. Panie, czy wspaniałą koronę dla Słowa nie byłby widok nadejścia samej korony? Chciałbym tutaj stać i powiedzieć: „Oto On. To jest ten Baranek”. Tak jak Jan. „Oto Baranek, na którego czekaliśmy. To On”. Pan przyjdzie szybko do Swojej świątyni, zabierze Swój lud w zachwyceniu.
Przygotuj nas na to, Ojcze. Obmyj nasze serca w Twojej krwi. Uczyń nas czystymi, by Twoje Słowo mogło w nas przebywać. Obyśmy pamiętali, że musimy wprowadzić Słowo w czyn, aby ono się przyjęło i było skuteczne. Daruj każdemu grzesznikowi pokutę. Pobłogosław każdego tutaj. Świętych, tych starych drogich wojowników, walczących na froncie od wielu lat, wyśmianych i obmawianych. Oni ciągle idą naprzód, bo posiadają życie. Wiedzą, komu uwierzyli, i są pewni, że On jest mocen zachować to, co Mu powierzyli. Dziękujemy Tobie za to. Proszę Cię, żebyś uzdrowił chorych, którzy są między nami. Usuń wszystkie nasze grzechy i choroby. Boże i Ojcze, uwielbij przez to Siebie.
88
Mam tylu drogich przyjaciół, Panie. Ja... ja ich miłuję. Wiem, że mieli ich i inni przez wieki. Drodzy i mili przyjaciele, ludzie młodzi i starzy, których miłujemy z całego serca. Uczyń nas wiernymi, Panie, wiernymi tylko Słowu, żebyśmy mogli pewnego dnia ich spotkać w lepszym kraju, gdzie nie będzie już smutku i żalu. Czekamy na rychłe przyjście Pana. Wierzymy, że On przyjdzie.
Pobłogosław dziś wieczorem niewierzących, Panie. Niechby stali się wierzącymi i przyjęli dziś Ciebie jako swego Zbawiciela.
89
Kiedy głowy mamy pochylone, gdyby był tutaj ktoś, kto by chciał powiedzieć: „Bracie Branham, mówię to z głębi serca, pragnę dojść do końca mej drogi, bojując dobry bój. Chcę być chrześcijaninem, podniosę rękę”. Niech cię Bóg błogosławi. Niech ciebie Bóg błogosławi. Bardzo dobrze. Niech cię Bóg błogosławi, ciebie także. „Chcę dojść do końca drogi mając za sobą dobry bój. Przyjmuję właśnie teraz Chrystusa. Pragnę, żeby On stał się moją pomocą”. Dobrze. Niech cię Bóg błogosławi. Niech panią Bóg błogosławi. Bardzo dobrze. On... On cię zna. Te wszystkie lata - 32 lat za kazalnicą nauczyły mnie o Nim tyle, że wiem, że On zna każdy nasz ruch. On widzi wróbla. Włosy na twojej głowie są policzone. Widzicie, On wie o tym wszystko. Podnieś tylko rękę, robiąc to poważnie - to jest wszystko, co musisz uczynić. A woda jest gotowa.
90
Pamiętajcie, co należy zrobić? Pokutować, wierzyć Ewangelii, a potem się ochrzcić. W jakim celu? W imieniu Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów. Kiedy się chrzcisz, to jest twoje świadectwo, że twoje grzechy zostały zgładzone, wyznałeś je i wierzysz. Czy nie chcesz teraz złapać się tej liny ratunkowej, kiedy Bóg przeciąga ją przez twe serce, mówiąc: „Chodź tędy, pielgrzymie. Wędruj ze Mną. Weź na siebie mój krzyż i ucz się ode Mnie, że jestem cichy i pokornego serca, moje brzemię jest lekkie?” Wyciągnij tylko rękę i złap się tego.
91
Ilu jest tutaj chrześcijan, którzy są na tej drodze dziś wieczorem, którzy są szczęśliwi, że dawno temu wyruszyli w tę drogę, że wyruszyli i są daleko w drodze, lecz ciągle idą dalej w kierunku jej końca? Modlę się, żeby Bóg ukoronował waszą usługę, jakiegokolwiek ona jest charakteru. Być może jest to praca gospodyni domowej. Modlę się o to, by Bóg ukoronował twoją usługę. Być może jest to służba kaznodziei. Być może diakona, może zwykłego członka zboru. Może jest to służba rolnika. Nie wiem, jaka to usługa. Ale jakąkolwiek ona jest - niechby Bóg ukoronował wasze życie chwałą Swego Słowa, w Swoim drugim przyjściu zachwycił was i zabrał do innego kraju, w którym będziecie tak jak ta mała rybka, o której mówiłem, która wydostała się z ciemnej głębiny morskiej. Sami widzicie, że nie moglibyście odejść tam do góry w takim ciele. Nie moglibyście także odlecieć tam do góry tak jak ci astronauci (rozumiecie?), musielibyście być w jakimś ciśnieniowym zbiorniku, nasza budowa nie jest dostosowana do takiego ciśnienia. Lecz kiedy Bóg cię przemieni, twoja budowa będzie do tego dostosowana, i wtedy zostaniesz zachwycony. Kiedy utracisz te stare ziemskie zmysły i pójdziesz dalej po tej chwalebnej drodze krzyża, idąc do domu z Jezusem...
92
Otóż, Boże, Ojcze, dziękujemy Ci za te podniesione ręce ludzi, którzy chcą stać się chrześcijanami. Wierzę, że oni podeszli do tego poważnie w swych sercach. Modlę się o nich, żeby nigdy nie zawiedli. A gdyby to się stało, niechby szybko mieli tego orędownika u Ojca. Sam doświadczyłem, że to coś wielkiego, Ojcze - że kiedy robię wszystkie moje błędy, wtedy znajduję orędownika (szybciutko) u Ojca, przez Jezusa Chrystusa. I jestem przywrócony do łaski. Miłująca dłoń Pana wymazuje to. Jest leżąca tam krwawa ofiara, którą wyznaję jako mego Zbawiciela.
Wszyscy chorzy i potrzebujący - proszę, żebyś zaspokoił ich potrzeby i uzdrowił każdą chorobę, Panie. Także tych, co teraz siedzą tutaj pod wpływem tego wspaniałego namaszczenia Ducha Świętego, kiedy odczuwamy Go, jak tak słodko przepływa przez nasze dusze...
93
Ojcze, Boże, Ty wiesz, o czym myślałem jadąc niedawno z Kanady. Myślałem: „O, jakżebym się cieszył, gdybym znowu mógł się znaleźć w starodawnym przebudzeniu, gdzie śpiewają Boży święci i zstępuje Boża moc”. O, jakże moje serce za tym tęskni, Panie! Niechby w tej kaplicy wybuchło takie przebudzenie, och, żeby moc Boża po prostu zlewała się obficie strumieniami łaski do każdego serca.
Dziękuję Tobie za to skromne miejsce, Panie. To nie my potrafiliśmy zachować go takim, to Twoja łaska zachowała to miejsce duchowym. I teraz moim zdaniem, Panie, właśnie tutaj na skrzyżowaniu ulicy Eighth i Penn znajduje się najbardziej duchowe miejsce, jakie znam. Jakże jestem Ci za to wdzięczny, Panie. Kiedy znajdę się w różnych kościołach i widzę, jak ci ludzie są chłodni i obojętni, kobiety tak śmiałe, że nie potrafią się nawet zarumienić, żadnego „amen” ani łzy na policzku, ani nic, żadnego zbawienia, nie prócz przyłączenia się do ich kościoła i zmówienia wyznania wiary. O Boże, a potem znajdę się na takim miłym, skromnym, ciepłym miejscu, gdzie ogień pali się na każdym ołtarzu ludzkiego serca, jakże to wielka pociecha, Ojcze, ileż otuchy mi to dodaje! Dziękuję Tobie, Ojcze, i niechby to miejsce takim już zostało aż do przyjścia Pana Jezusa. Pobłogosław nas teraz wszystkich.
94
A jutro jest sabat. Panie, pomóż mi rano, jeśli przypadnie mi głosić na temat tego „Odliczania”. Boże, obym mógł wygłosić to tak, żeby ludzie to zrozumieli, Panie. A jeśli chodzi o dzisiejszą chwilę, niechby zrozumieli stadium tej usługi, zobaczyli, w jakim punkcie ona się znajduje, na co czekamy i dlaczego wszystko dzieje się w taki a nie inny sposób. Niechby czytali od 5. wiersza dalej, a potem uświadomili sobie, gdzie się znajdujemy.
A teraz, Ojcze, proszę Cię, żebyś nas pobłogosławił przez dobry wypoczynek dla naszych ciał i przyprowadził nas jutro z powrotem. Pobłogosław tych wszystkich ludzi stojących pod ścianami, zmieniających nogi, kobiety i mężczyzn stojących w deszczu na dworze, przy oknach, siedzących w samochodach i po prostu wszędzie - modlę się o błogosławieństwo dla nich, Panie. Niechby odchodzili do domu z Bożą łaską w sercach. Proszę o to w imieniu Jezusa. Amen.
95
Czy teraz rozumiecie? Czytajcie od pierwszego... 2 Tymoteusza 2,4. 2 Tymoteusza 4 od 5. wiersza, zanim pójdziecie spać dziś wieczorem, jeśli możecie, a zrozumiecie, gdzie się znajdujemy. Dlaczego tamci ludzie go opuścili? Dlaczego on postanowił... I porównajcie tylko tamtą usługę z tym, co przeżywamy dzisiaj. Porównajcie naukę apostoła Pawła. Przypomnijcie sobie, że w tej małej niebieskiej wizji, którą widziałem, powiedziałem: „A czy Paweł będzie musiał tam stanąć wraz ze swoim ludem?”
„Tak,” odpowiedziano.
„Głosiłem to samo Słowo co on, trzymałem się dokładnie tej samej Ewangelii,” powiedziałem. A wtedy miliony podniosły ręce do góry i powiedziały: „Na tym polegamy”.
Niech was Pan błogosławi. Miłujecie Go?
Aż się znów, aż się znów...
Wróć do czytelni Następne kazanie