Kategorie
Świadectwa-społeczność

Uzdrowiony z epilepsji po 15 latach

Chciałbym złożyć świadectwo dla chwały Bożej, o tym jak nasz Pan Jezus Chrystus uwolnił mnie od epilepsji, z którą zmagałem się od ponad piętnastu lat. Chcę od razu zaznaczyć, że zanim nasz Pan doprowadził do tego uzdrowienia, dwa razy próbowałem odchodzić od przepisywanych mi leków. Twierdziłem, że mam wiarę, żeby przyjąć to uzdrowienie, ale za każdym razem kończyło się to tym, że musiałem z powrotem wracać do leków, dlatego że napady powielały się przy każdorazowym zmęczeniu. W pewnym momencie stwierdziłem, że jest możliwe, że po prostu te leki są moją drogą do normalnego życia, ponieważ kiedy je zażywałem, nigdy nie miałem żadnego napadu.

Sytuacja zmieniła się przed świętami Bożego Narodzenia w 2021 r., kiedy byłem w pracy. Mój szef odwiedził mnie przy pracy na magazynie i zadał mi kilka pytań co do świąt i stwierdził, że pewnie ja i tak nie obchodzę tych świąt, bo już wcześniej oświadczyłem mu, że jestem chrześcijaninem i że nie bierzemy udziału w żadnych pogańskich tradycjach, ponieważ one czynią Słowo Boże bezskutecznym. Kiedy wyszedł, przyszła do mnie taka myśl, że wszędzie gdzie pracowałem, to co roku na te święta pracownikom były przyznawane świąteczne premie, więc pewnie ze względu na to, co powiedziałem, premia mnie ominie. Zignorowałem to, ale po chwili szatan pojawił się na scenie i te myśli o pieniądzach zaczęły mnie prześladować. Po kilku minutach, kiedy zacząłem mieć tego dosyć, odszedłem od stanowiska, gdzie pracuję, uklęknąłem i zacząłem się modlić i wyznawać, że: „Ty mój Panie znasz moje serce i wiesz, że mi nie zależy na żadnych pieniądzach, a poza tym ja wiem, że nic nie może przyjść do mojego życia ani nie może być z niego zabrane, jeżeli Ty tak nie zadecydujesz”. Chwaliłem Boga, a potem modliłem się za mojego szefa i błogosławiłem go przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. Po chwili, kiedy wróciłem do pracy, musiałem przejść do magazynu obok i kiedy tam byłem, coś zaczęło się dziać. Przyszła Obecność Boża, poczułem się bardzo dobrze i przyszło bardzo mocne przekonanie i cichy Głos w sercu: „Jesteś zdrowy, możesz odstawić leki”. Trwało to przez chwilę i odeszło. Zaraz po tym przyszły myśli, że już wcześniej słyszałem różne głosy i zawsze kończyło się to różnymi porażkami, dlatego przystanąłem i powiedziałem:  „Boże, jeżeli to naprawdę Ty do mnie mówisz, to musisz mi to potwierdzić” i tym momencie usłyszałem Głos: „No to ile chcesz tej premii?”, i w tym momencie pomyślałem 500 zł, ale wyskoczyłem w przód i powiedziałem: „w imię Pana Jezusa Chrystusa ma być 1000 zł i szef ma przyjść i powiedzieć, że to nie jest premia świąteczna, tylko to jest za bardzo dobrą pracę, którą tutaj wykonuję”. Kiedy już to powiedziałem, wróciłem do pracy, a tę sprawę zostawiłem w spokoju i nikomu nawet o tym nie powiedziałem. Przez chwilę nawet pomyślałem, że mogłem po prostu być pod wpływem jakiejś emocji.

Po kilku dniach stało się tak, że trafiliśmy z rodziną na społeczność do domu jednego brata od nas ze zboru i okazało się, że był tam inny brat z Koszalina, który podczas rozmowy złożył świadectwo, jak został uzdrowiony na Woli Piotrowej z alergii, która nie pozwalała mu normalnie żyć. Powiedział, że wziął chusteczkę, którą kiedyś przysłano ze zboru brata Branhama, nad którą brat Branham się modlił i ten brat obiecał Bogu, że jak zabierze od niego tę chorobę, to będzie świadczył o tym wszędzie. I został uzdrowiony! Bardzo mnie to poruszyło i kiedy wróciliśmy do domu, zaraz poszedłem się pomodlić i złożyłem Bogu taką samą obietnicę, że jeżeli ta choroba zostanie ode mnie zabrana, to będę świadczył o tym wszędzie. Po kilku dniach miała miejsce kolejna sytuacja, która pobudziła moją wiarę w to, że Pan jeszcze może wypełnić te słowa, które wcześniej wypowiedziałem. Kiedy zachorowało pewne dziecko od nas ze zboru, mama tego dziecka poprosiła o modlitwę za nie i kiedy się nie polepszyło, chciała poprosić o kolejną modlitwę, ale jedna siostra napisała, że nie potrzebna jest kolejna modlitwa, ponieważ nigdzie nie jest napisane w Słowie Bożym, że uzdrowienie będzie natychmiastowe, ale trzeba wierzyć i na pewno Bóg potwierdzi swoje Słowo. To mi naprawdę pomogło. Tak minął Nowy Rok i nic się nie działo aż do 4 stycznia 2022 r. Kiedy byłem w pracy, wychodząc z magazynu, o mało nie zderzyłem się z moim szefem. On podał mi w drzwiach czerwoną kopertę i wszedł na magazyn. Odwróciłem się w jego stronę i on wtedy powiedział, że to jest premia za dobrą pracę, którą tam wykonuję i że sobie dobrze radzę. Potem po prostu się rozstaliśmy. Kiedy wracałem do swojego małego biura na magazynie, byłem trochę wystraszony, bo wiedziałem, co się dzieje i że jeżeli w środku jest 1000 zł, to Pan potwierdził, że jestem uzdrowiony i czas zacząć działać we wierze. Kiedy usiadłem w biurze, położyłem kopertę przed sobą i przez około 15 minut tylko się w nią wpatrywałem, ale kiedy już się zdecydowałem ją otworzyć, zobaczyłem, że jest 5 razy po 200 zł., wtedy się rozpłakałem… Zaraz wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do mojej żony i opowiedziałem jej to wszystko, co się działo przez cały czas i jak Pan to poprowadził aż do tego momentu. Moja żona od razu uwierzyła we wszystko, co jej powiedziałem i razem ze łzami stwierdziliśmy, że już nie możemy więcej oczekiwać od Boga, że jeszcze jakoś to wszystko potwierdzi i że musimy przyjąć obietnicę, że ,,Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni” (Księga Izajasza 53;5) i trzeba od razu zacząć działać. Dlatego już w pierwszy dzień zmniejszyłem dawkę leku o połowę, kolejny tak samo, a na trzeci już nie brałem prawie nic, a potem wszystkie leki, które miałem w domu, wrzuciłem do kominka, żeby je spalić, więc już kolejnego dnia nic nie brałem. Wtedy myślałem, że ta sprawa już jest zakończona i żaden napad się nie powtórzy, ale nie zdawałem sobie sprawy z tego, że demon, który powodował chorobę nerek, która właśnie doprowadzała do tych napadów, musiał zostać jeszcze wyrzucony, żebym mógł być całkowicie wolny. Tutaj miał miejsce jeszcze jeden cud, ponieważ kiedy zaczął się napad i szatan miał być wypędzony Nasz Pan użył sobie mojej żony, żeby go wyrzucić. Dodam tylko, że wcześniej, kiedy ona tylko słyszała o tym, żebym miał nie wziąć moich leków, to była po prostu przerażona. Wcale jej się nie dziwię, ponieważ taki napad to jest coś okropnego, nawet kiedy się stoi z boku i to ogląda. Więc kiedy zaczął się napad, powiedziała mi, że Bóg napełnił ją odwagą i zaraz mnie uchwyciła i rozkazała w Imieniu Jezusa opuścić moje ciało. Później mi opowiedziała, że widziała ciemny cień, trochę jakby para wodna, który wyszedł ze mnie i zniknął. Potem moja żona znalazła w kazaniu proroka jego wypowiedzi, kiedy przez dar rozeznawania mówił o epilepsji, to potwierdził, że jest ona związana z chorobą nerek i że na człowieku, który miał epilepsję, znajdował się ciemny cień.

Po tym wszystkim symptomy tej choroby przyszły na mnie trzy razy, wierzę, że wtedy zły duch szukał drogi powrotu, ale razem z żoną postanowiliśmy, że będziemy dalej stali na obietnicy Bożej. Bóg nas także poprowadził do tego, żebyśmy spalili pościele, pod którymi spaliśmy, ponieważ znajdowało się na nich namaszczenie ducha, który został wyrzucony.

Po około czterech tygodniach przyszła jeszcze jedna próba, przyszedł napad, ale nie był on już taki ciężki jak zawsze, ponieważ po chwili mogłem wstać i byłem świadomy tego, co robię i mówię, a po kilku godzinach poszedłem normalnie do pracy. Dzisiaj mija ponad miesiąc od ostatniej próby mojej wiary. Leków nie biorę i choć byłem już wiele razy skrajnie zmęczony, prowadzę normalne życie i wiem, że jestem zdrowy dzięki suwerennemu działanie Boga. Po prostu wierzę, że On jest nadal tym samym Bogiem, a jego Słowo jest prawdą i nie może zawieść.

Jeszcze raz oddaję chwałę Panu Jezusowi za jego łaskę i za wiarę, którą On umieścił w moim sercu i w sercu mojej żony, dzięki której mogliśmy przez to wszystko przejść, a obietnica Boża mogła dojść do manifestacji.

Łukasz Pawlak